FOTO
Boogie pośród dragów, przemocy i transseksualistów

Jeśli chodzi o uliczną fotografię, Boogie z pewnością ma tutaj niemało do powiedzenia. Urodził się w Serbii i mieszkał tam podczas wojny, która w zasadzie obróciła ten kraj w niemal kompletną ruinę. W tym czasie Boogie dokumentował ludzi, krajobrazy i narastające wokół napięcie. Wyjechał stamtąd do USA, gdzie kontynuował swoje dotychczasowe zajęcie – pstrykał co widział – skinów neo-nazistów, brazylijskich transwestytów, dealerów i ćpunów przeróżnej maści. Oprócz tego, jego zdjęcia z ulic Nowego Jorku są niewątpliwie jednymi z najlepszych w tej dość mocno przesyconej już dziedzinie, w której to ludzie zdają się sądzić, że wystarczy cyknąć cokolwiek czarno-białego byle gdzie w Nowym Jorku i od razu będzie na co patrzeć. Boogie właśnie wrócił z wycieczki na Jamajkę, gdzie fotografował gangsterów, groby i tubylców, więc porozmawialiśmy sobie razem o jego dotychczasowej karierze.

VICE: Zajawkę na fotografię złapałeś podczas serbskiej wojny domowej, czyż nie? Czułeś jakieś mocne, duchowe powody ku temu, czy po prostu podniosłeś aparat i zacząłeś pstrykać?
Boogie: Taa, zacząłem robić zdjęcia w 1993r., kiedy to moja rodzima Serbia była objęta sankcjami ekonomicznymi nałożonymi przez ONZ. Ciężar wszechobecnego wokół mnie cierpienia był arcytrudny do zniesienia. Sankcje tego rodzaju nigdy nie dotykają tych, których trzeba. Najbardziej poszkodowani są zawsze zwykli ludzie, dzieciaki, o osobach w podeszłym wieku nawet już nie wspomnę. Za to ludzie u władzy tylko się wtedy bogacą. Liczba samobójstw wzrosła po tysiąckroć, nigdy nawet nie podano oficjalnych danych na ten temat, ludzie zabijali się, by nie umrzeć z głodu. Dzieci umierały w szpitalach, bo nie było leków. Ludzie wracali z linii frontu jako co najmniej połowiczni szaleńcy. Myślę, że sięgnąłem po aparat, by dać sobie jakąś szansę na pozostanie przy zdrowych zmysłach.
Jak więc udało ci się w takich okolicznościach uciec do Stanów?
Zjawiłem się w Nowym Jorku w 1998r., zaraz po tym, jak udało mi się wygrać Zieloną Kartę w ramach loterii organizowanej przez rząd amerykański. Nigdy tego nie planowałem, ale kiedyś siedzieliśmy sobie ze znajomymi, nieco przychlaliśmy i powysyłaliśmy zgłoszenia tak dla jaj, a tu proszę, wygrałem.

Foty do It's All Good zacząłeś robić od razu po przyjeździe?
Nie, one wszystkie pochodzą mniej więcej z lat 2003-2006. Mieszkałem wtedy na Williamsburgu i straszliwie się nudziłem, nic nie było w stanie zainspirować mnie do focenia – hipsterzy nie należą do moich ulubionych tematów – więc zacząłem urządzać sobie spacery, zapuszczałem się coraz to głębiej i głębiej, w rejony Bushwick i Bed-Stuy. Pewnego razu szlajałem się tam z jakimiś bezdomnymi i taka dziewczyna, razem ze swoją koleżanką, poprosiły mnie, żebym porobił im foty jak razem jarają crack. Niedługo po tym stałem nad wanną i pstrykałem nakłuwającą się laskę, podczas gdy jej dzieci dobijały się do drzwi łazienki, prosząc o pomoc z zadaniem domowym. Parę następnych miesięcy spędziłem w tamtych rejonach, włócząc się to tu, to tam z różnymi ćpunami.
Jak to na ciebie wpłynęło?
Po pewnym czasie zaczęło mnie to dołować, więc zdecydowałem się na chwilę przerwy. Postanowiłem zrobić parę fotek gangom z pobliskich osiedli. Raz chodziłem sobie po jednym z nich i paru podbiło do mnie, pogadaliśmy chwilę. W sumie niezły ze mnie ziomek, więc pozwolili mi popstrykać. Parę tygodni później poprosili mnie, żebym porobił im zdjęcia z klamkami. Dokładnie o to mi chodziło, mój sen się powoli urzeczywistniał. Znalazłem się nagle pośród prawdziwego szaleństwa, więc brnąłem głębiej i dalej.

Nie martwiłeś się tym, że przesiadujesz sobie spokojnie z tymi wszystkimi gangsterami? Podczas fotografowania takiego towarzystwa nie zdarzyło się nic, co kazałoby ci natychmiast stamtąd spierdalać?
Oj, od czasu do czasu na pewno się trochę przeraziłem. Czasem przemawiało do mnie nagle żebym spierdalał, tak zupełnie instynktownie, jakbym słyszał mojego przerażonego kutasa. Usłuchałem zawsze natychmiastowo. Poznaliśmy się z tą całą recydywą nieco bliżej i zacząłem z nimi łazić nocami po osiedlach, to było niesamowite. Byłem jedynym białasem w okolicy. Pamiętam jak zdałem sobie sprawę, że tu nie chodzi już o same zdjęcia, tylko o historie, które będę mógł opowiadać wnukom. Przylgnąłem do nich. Nie bali się dyskutować przy mnie o żadnych sprawach, słuchałem kogo mają kropnąć, jaki będzie ich następny ruch. Dotarło do mnie, że siedzę w tym może trochę za głęboko i wróciłem do pstrykania ćpunów. Zaraz wróciłem jednak do bandytów. Potem znów do ćpunów. I tak w kółko.
Nieźle. São Paulo było twoim następnym projektem, racja? Co takiego ciągnie cię w zaniedbanych, biednych dzielnicach, które fotografujesz z takim uwielbieniem?
Hmm, przed wyjazdem do Sao Paulo przez parę miesięcy zajmowałem się komercyjnymi rzeczami. Finansowo szło mi zajebiście, sprzedawałem swoje prace tu i tam, i nagle pomyślałem, że zaraz zwariuje. ‘Co mi jest? Nagle jestem jakimś modnym, rozchwytywanym fotografem reklamowym? Pojebało?’. Zamówiłem sobie szybko bilet do Sao Paulo i poleciałem na tydzień. Po prostu musiałem znów poczuć trochę prawdziwego życia. W sumie jednak nie wiem, co takiego mnie ciągnie do tego typu okolic. Być może moje dzieciństwo ma tu swoją rolę? Zacząłem fotografować w momencie, gdy wszystko wokół mnie rozlatywało się w pył, zza którego nijak nie można było dojrzeć promyka nadziei. Chyba siedzi to we mnie do dziś. Może tak to wszystko widzę i już.

W przypadku tego rodzaju projektów, zawsze próbujesz jakoś głębiej się wkręcić w lokalną kulturę czy społeczność?
Tak, to z pewnością. Lubię się zakręcić z tubylcami, liznąć ich kultury z bliska. Widzę w jak różny sposób ludzie są w stanie żyć, to dla mnie bezcenne. Czasami niestety nie ma na to czasu. Muszę po prostu iść i pstrykać na szybko. Dobrze zdaje sobie wtedy sprawę, że jestem w stanie dojrzeć jedynie zarysy, ale nasze pierwsze wrażenia często okazują się najwłaściwsze.
Jaka miejscówka spośród wszystkich, jakie do tej pory odwiedziłeś, zrobiła na tobie największe wrażenie?
Właśnie wróciłem z Kingston, na Jamajce, parę tygodni temu. TO jest najbardziej pojebane miejsce w jakim kiedykolwiek byłem. Ha ha. Odwiedziłem Kingston dwukrotnie przez okres dwóch miesięcy i nie mogę pozbyć się go z głowy.

Taa, wszystkie foty są niesamowite. O co chodzi z chłopkiem w masce, trzymającym w ręku spluwę?
Oh, w ten sposób pojeby z Kingston straszą swoje ofiary, zanim do nich strzelą.
Kurwa.
Człowieku. Policja w Kingston jest niezwykle brutalna. Jeśli złapią cię z klamką, najprawdopodobniej zajebią cię na miejscu bez podjęcia próby aresztowania. To, że te chłopy pozwoliły mi się sfotografować z bronią, świadczy, że muszą mnie w miarę szanować.
Widać nieobcy ci klimat zakapiora. Co myślisz o tamtejszym zwyczaju wybielania skóry?
To jest dopiero CHORE. Ich skóra nawet nie staje się jaśniejsza, tylko bardziej czerwona. Chore, chore, chore.

Jak ci idzie skakanie między projektami komercyjnymi a takimi jakie lubimy, groźniejszymi?
Wiesz co, prace bardziej osobiste powstają non stop, każdego dnia. Nie wytrzymam dnia, jeśli trochę nie popstrykam. Pstrykam cały czas, bo muszę. W ogóle nie chodzi o pieniądze. Myślę, że mam okazję popracować nad komercyjnymi rzeczami ze względu na to, że niektórzy doceniają to, co robię od zawsze.
Jeździsz na desce? Robiłeś trochę związanych z tym rzeczy.
Nie, nigdy nie jeździłem, ale mam do tego ogromny respekt. Pamiętam jak bardzo chciałem deskę jako dzieciak, ale rodzice nie chcieli mi kupić. Lipa.
Łee. Pytanie podsumowujące: czego nauczyły cię o świecie wszystkie twoje podróże?
Chłopie, im jestem starszy, tym mniej wiem i rozumiem. Nie za wiele w tym wszystkim sensu, zwłaszcza dzisiaj. Zdałem sobie sprawę, że nieważne jak wyglądamy, gdzie żyjemy, co robimy, wszyscy jesteśmy tacy sami. To rządy wszystkich krajów usiłują nas poróżnić, sprawić żebyśmy grali przeciwko sobie. Kiedyś Travic Bickle powiedział JEDNAK: ‘Pewnego dnia przyjdzie prawdziwa ulewa i wymyje z ulic całe to tałatajstwo’.
Tłumaczenie: Suhy
Comments