Garderoba ruskiego kosmonauty

By pl


11 października minęła 30-ta rocznica powrotu dwóch kosmonautów (Leonida Popova oraz Valerija Riumina) na Ziemię z rekordowo długiego, 185-dniowego pobytu w przestrzeni kosmicznej, odbytego na pokładzie stacji Saljut 6. Nie był to jedynie koniec długotrwałej misji, ale także koniec pewnej ery w modzie rosyjskich kosmonautów. Model skafandra kosmicznego Sokoł-K miał być wkrótce zastąpiony używanym do dziś modelem Sokoł-KV2.

Sokoł-K ujrzał światło dzienne w 1973r. Zaprojektowano go w celu ochrony astronautów w razie nagłych skoków ciśnienia w kabinie. Tego rodzaju incydent kosztował życie trójki kosmonautów w 1971r., kiedy nagle w kabinie eksplodował wadliwy zawór - zabijając pierwszych w historii, jak i do tej pory ostatnich ludzi w przestrzeni kosmicznej. W następstwie tego zdarzenia rosyjska agencja kosmiczna zadecydowała, że należy wprowadzić nowe, szyte na miarę wdzianka, dające należytą ochronę przy najniebezpieczniejszych zadaniach składających się na misje Sojuzów: startu, dokowania i powrotu w ziemską atmosferę.
Zajęła się tym placówka o niefortunnie brzmiącej nazwie „Stacja badań i rozwoju Zwiezda” . Firma zatrudniająca wielu ekspertów w dziedzinie bezpieczeństwa lotu (którzy wymyślili również arcyrzadko stosowane systemy katapultacyjne dla śmigłowców) postanowiła pominąć dotychczasowe rozwiązania projektowe i zamiast tego zaczerpnąć inspiracji, przyglądając się ówczesnym skafandrom pilotów myśliwców. Naukowcy wzięli pod lupę istniejący skafander lotniczy Sokoł. Pozbyli się wszelkich zbędnych detali, po czym dołączyli system podtrzymywania życia. Tym sposobem powstał Skafander Kosmiczny Sokoł-K. Gdzie "K" oznacza "Kosmos".

Foto: Buran Energia/ Vassili Petrovich

Każdy kombinezon ważył 10kg i szyty był indywidualnie pod każdego kosmonautę. Aby go ubrać, kosmiczny podróżnik musiał najpierw w niego wleźć, następnie wciągnąć na ramiona, i na końcu włożyć hełm. Rękawice i wizjer dopełniały wizerunku, a liczne paski na rękach, klatce piersiowej i nogach pozwalały na ostateczne, idealne dopasowanie. Wygoda była niezwykle istotna, dlatego każdy członek załogi spędzał dwie godziny siedząc w pozycji startowej, żeby mieć całkowitą pewność, że każdy element zestawu leży perfekcyjnie. Zaraz przed startem przychodził czas na akcesoria, w postaci lekko szarawych butów a la Jill Sander, chroniących przed brudem i drobnymi zanieczyszczeniami. Nie, nie, całość nie była wcale fascynującym swoją architekturą wielkim worem na człowieka. To była szara, masywna jednostka wymiany ciepła, która chroniła użytkownika przed nagłymi zmianami temperatury. Miła ochłoda, pełna ochrona i wyzywająca stylówka były tym, czego kosmonauci potrzebowali najbardziej, aby wynieść komunizm do gwiazd albo i dalej.

CHRIS HATHERILL - współdyrektor super/collider.
Foto: Patrice Thomas
Tlumaczenie: Filip Bednarczyk

Comments