©2014 VICE Media LLC

    The VICE Channels

      Kokigami - Garnitur na fiuta

      March 20, 2012

      Przez Piotr Kościanowski

      To, że japończycy to zasadniczo słodko popierdolony naród wyjaśniliśmy sobie już kilkakrotnie - i to na barwnych przykładach (pamiętacie jeszcze węgorze w dupie?). Jeśli jednak wydaje się wam, iż przez setki lat istnienia ich przebogatej kultury nie potrafili wymyślić większych (i zabawniejszych) dziwactw ponad wpychanie karaluchów i ośmiornic w cipę, wąchanie zużytych pieluch i tamponów, napierdalanie w jądra partnera pięściami, czy przebieranie się w nazistowskie mundury i sranie sobie na klaty- no cóż, chyba nie doceniliście tych pomysłowych pojebów. Jeśli zatem, podobnie jak część męskiej populacji Japonii - uważasz, że twój fiut to prawdziwy skarb narodów, autentyczny dar niebios i chcesz, by twa wybranka należycie doceniła w sypialni ten fakt - nie ma nic prostszego. Owiń chuja papierem!

      Co prawda część moich koleżanek, która miała co nieco do czynienia z azjatami uważa, iż fantazyjne dekorowanie penisów wzięło się u Japończyków z oczywistego kompleksu maleńkości (czytaj: przyrodzenia wielkości naparstka), to jednak przyjrzymy się przez chwilę tezom jakie wysnuwają na ów temat naukowcy - którzy, jak powszechnie wiadomo, zawsze i wszystko wiedzą lepiej od nas, nawet jeśli pierdolą bzdury.

      Szał na genitalne origami rozpoczął się według ich badań ponoć już w siódmym wieku, wśród znudzonej i przebogatej (jak wiadomo oba te czynniki znacznie przyczyniają się do stopniowego przeginania pały we wszelkich możliwych dziedzinach życia) japońskiej arystokracji, która w dniu zaślubin swoje rodzinne klejnoty ozdabiała jedwabiem. W celu? Po to tylko, by uświadomić świeżo upieczonej małżonce, że za chwilę obcować będzie z czymś naprawdę specjalnym. Całkiem typowa postawa jak na facetów - przyznacie - chociaż uczeni znów mądrzą się, iż korzeni w tym rytuale należy szukać najprawdopodobniej w tsutsumi – czyli sztuce eleganckiego pakowania. Członek początkowo owijany był we wszelkiej maści wstążki i kolorowe taśmy, z czasem wymieniono jednak materiał jedwabny na (jeszcze wtedy drogi jak diabli) papier, który okazał się o wiele ciekawszym w obróbce budulcem. I tak właśnie rozpoczęło się to całe szaleństwo, czyli kokigami.

      Sztuka owijania fiuta w papierowe ścinki triumfy na szlacheckich salonach (a właściwie w sypialniach) Japonii święciła przez niemal połowę okresu Heian (794 - 1185), ale nie opuściła ich już tak naprawdę nigdy. Szczególnie, że po drastycznym spadku cen papieru ową nietypową męską bielizną erotyczną mogły cieszyć się już właściwie wszystkie klasy społeczne. Wszyscy zatem - od rzemieślników, po strażaków, czy aktorów - zawijali na swoich członkach fantazyjnie poskładane papierowe zwierzęta, czy różnej maści mityczne postaci w nadziei, iż urozmaici to nieco ich seksualny żywot. W końcu nawet sikanie sobie do ust potrafi znudzić się po jakimś czasie, szukano zatem innych, nie mniej subtelnych podniet. Kokigami zdało się być takim właśnie niecodziennym, zabawnym i (jak mówią niektórzy – podniecającym) dodatkiem. Prześcigano się toteż w wymyślaniu jak najbardziej fantazyjnych „opakowań”, na fiuty lądowały więc papierowe motylki, konie, maski, smoki i lalki. Kokigami posłużyły również za niemała inspirację dla twórców „wiosennych obrazków”, czyli japońskich drzeworytów erotycznych.

      Pewna znajoma japonistka zwykła mawiać, że azjaci to przypadek beznadziejny jeśli chodzi o wszelkiej maści dziwactwa (nie przetłumaczysz gadzinom, że polskiej wódki się nie podgrzewa), więc powinno się - przynajmniej w teorii - podchodzić do tych wszystkich rewelacji ze stoickim spokojem, ale co jeśli okazują się one równie popularne i na Zachodzie? Ku zaskoczeniu psychoterapeutów okazało się bowiem, iż zwyczaj zawijania papierowych garniturków na prącie okazał się na tyle atrakcyjny, by zauroczyć również społeczeństwo amerykańskie. Udało się nawet współcześnie poświęcić mu osobną książkę - a wysmażyli ją dla nas Heather Bush i Burton Silver. W „KOKIGAMI - Performance Enhancing Adornments for the Adventurous Man” znaleźć możemy, poza zdawkową historią sztuki pakowania penisa, całą masę papierowych wycinanek wraz z instrukcją, jak przeobrazić je w przedłużenie twego członka, które wprawi w zachwyt każdą niemal białogłowę.

      A co na to współczesne polki?

      Postanowiłem pobawić się trochę w detektywa i wypytać kilka kobiet, jak zareagowałyby, gdyby facet ściągnął spodnie w sypialni i miał takie cudeńko na sobie. „Szczerze? To chyba bym umarła za śmiechu” mówi Weronika, dwudziestolatka „Może to i rzeczywiście było interesujące setki lat temu - dla kobiet, które w sumie nie widziały co się dzieje. Poza tym chyba szybko by się taka zabawa znudziła… No chyba, że facet byłby zdolny i wymyślał nowe rozwiązania tego bajeru. Jakąś wieże w Pizie, czy coś.” Ola natomiast wypala: „Wydaje mi się, że faceci są już na tyle przekonani o „wyjątkowości” swojego przyrodzenia, że jest to totalnie niepotrzebne. Ale pewnie jak do związku zajrzy jakaś nutka nudy może to poprawić sytuację. Na pewno będzie wesoło.” Martyna popisała się z kolei niezwykle pragmatycznym spojrzeniem na sprawę: „Wiesz co, im dłużej o tym myślę tym bardziej mi się wydaje, że gdybym mieszkała w miejscu gdzie to jest znane i miała świadomość takiego zjawiska to mogłoby to mi zaimponować. Ale tu i teraz byłoby dość znaczne co jest, kurwa? oraz jak ci się to w tych spodniach nie pogniotło?"

      Niektórzy złośliwcy uważają jednak, iż kokigami to jedna wielka mistyfikacja, amerykańska zgrywa z naszych żółtych pojebów- faktem jest jednak, że nawet jeśli to prawda, to żart uderzył również i w ludzi Zachodu, którzy dziesiątkami zaczęli ściągać z internetu wzory garniturków, rozprawiając o nich na różnych fetyszowych forach, a także tworząc strony internetowe miłośników tej sztuki.

      A czy Ty ubrałbyś się w papierową ośmiornicę?

      -

      Tematy: Kokigami, granitur, na, fiuta, moda, Japonia

      Komentarze