Miami pod dyskretną obserwacją
„DC” to ksywka dyrektora wydziału w dużej publicznej stacji TV w Miami, który dla zabicia biurowo-administracyjnej nudy fotografuje prostytutki pracujące w okolicach miejsca jego pracy. Prawie wszystkie fotografie wykonuje teleobiektywem zza szyby samochodu albo swego biura, mimo to większość z nich to odpowiednio zakomponowane ujęcia bliskie studyjnej jakości, przez co ani trochę nie wyglądają jak przypadkowe ujęcia z CCTV. To bardziej sesja fotograficzna w magazynie mody, ale chyba najmniej glejmurowym, jaki widzieliście.
Nie jesteśmy pewni, czy jesteśmy w stanie zaakceptować szpiegowanie kobiet uprawiających jedną z najbrudniejszych profesji świata w jednym z najbrzydszych miast USA, ale odkąd obczailiśmy fotobloga DC, na którym jego zdjęcia swobodnie mieszają się z portretami pamięciowymi z różnych aresztowań związanych z dragami i prostytutkami, nie możemy przestać na niego zaglądać. Zobaczcie sami. Zadzwoniliśmy do DC, żeby dowiedzieć się której klepki nam/wam/jemu brakuje.
Dlaczego zacząłeś fotografować prostytutki?
One pałętają się w okolicach mojego biura, na Downtown w Miami. Widuję je codziennie od ponad dwudziestu lat. Kiedyś zapytałem kolegę, czy nie pożyczyłby mi aparatu, no i tak się zaczęło.
Jak długo przedtem odczuwałeś potrzebę podejrzenia ich z bliska?
Nigdy nie czułem się szpiegiem. Wszystkie zdjęcia robię na otwartych, publicznych przestrzeniach, gdzie nikt nie myśli raczej o zachowaniu prywatności, bo i nie bardzo się da. Robię to, żeby ludzie mogli zobaczyć, jak życie potrafi być ciężkie. Myślę, że daję innym okazję do zobaczenia życia skrajnie różnego od, miejmy nadzieję, ich własnego. Sam żyję sobie po cichu u boku cudownej żony w niezłym domku na przedmieściach i nie wyobrażam sobie, żebym był w stanie wytrzymać choćby jeden dzień z życia ulicznego narkomana czy alkoholika. Pomyśl sobie, że nigdy nie masz pojęcia, kiedy dostaniesz wyczekiwanego macha, nie mówiąc o normalnym posiłku.
Czy kiedykolwiek rozmawiałeś z kobietami i narkomanami z twoich fotografii?
Ludzie z okolicy nie zadają się z pracownikami okolicznych biur. W ogóle.
Czy nie męczą cię czasem wyrzuty sumienia z powodu fotografowania ludzi w ciężkiej sytuacji, którym nie masz zamiaru pomóc, ani nawet powiedzieć miłego słowa?
Znam co najmniej 3 różne organizacje pomocy dla bezdomnych w promieniu mili od mojego biura. To, że na przestrzeni trzech lat w tej okolicy aresztuje się za narkotyki i prostytucję ciągle tych samych ludzi, pokazuje jasno, jak ciężko jest wyrwać się z objęć ulicy. Żona i ja, często zasilamy konta kilku organizacji pomagających całemu temu marginesowi. Tak poza tym, co innego możemy zrobić dla tych ludzi?
Co najgorszego widziałeś do tej pory?
Pewnego dnia widziałem jak krew chlusnęła szerokim łukiem z twarzy kobiety po uderzeniu przez jej „chłopaka”, przy okazji jakieś bójki na rogu.
Mnóstwo dziewczyn na twoich zdjęciach ćpa crack i herę w środku dnia, na środku ulicy. Jak reagują na to właściciele tutejszych sklepów czy innych przedsiębiorstw?
Osobiście nie byłem świadkiem żadnych aresztowań, ale policyjnych patroli jest tu całkiem sporo.
Zauważyłem, że często obczajasz policyjne strony hrabstwa w poszukiwaniu portretów pamięciowych kobiet, które sfotografowałeś. Kiedy zacząłeś to robić?
Kiedyś zobaczyłem portrety pamięciowe na stronie innego fotografa i zaciekawiło mnie to, jak dużo czasu potrzeba na znalezienie portretu pamięciowego przypadkowo sfotografowanej osoby. Za pierwszym podejściem udało mi się to w 5 minut. Najsmutniejsze jest to, że nie ma różnicy, czy to na ulicy, czy to gdzieś w portretach, wszędzie widzę cały czas te same osoby. Po prostu nie ma opcji wyswobodzenia się z błędnego koła drobnej przestępczości. Coś przeskrobiesz, aresztują, posiedzisz, wypuszczą, znów musisz nabroić, bo jak inaczej?
Jakiego rodzaju reakcje spotykasz najczęściej u ludzi oglądających twoje zdjęcia?
Większość ludzi jest zaskoczonych, że to wszystko dzieje się w dzień, na środku ulicy. Dla innych, moje foty to szczyt perwersji. Ja chciałbym tylko, aby nabrali szacunku do życia, które mogą prowadzić zdrowiej i szczęśliwiej od tak wielu innych na tym brudnym świecie. Ale nie mogę się przecież ciągle zastanawiać, kto co sobie pomyśli. Wiesz o co chodzi? Fotografia mnie cieszy, lubię oglądać prace innych fotografów, ale w zasadzie to tylko moje hobby. Mimo wszystko, mogłoby zrobić mi się miło, jeśli ktokolwiek określiłby moje prace mianem sztuki.
Rozmawiały: Clarisse i Pauline Merigeot-Magnenat
Tłumaczenie: M. Suhy















Comments