O podpierdolce słów kilka
Znacie pierwszą lekcję eskimoskich dzieci? Tę, by nie jadły żółtego śniegu? Jeśli nie, to nie usłyszycie, bo ja nie o tym. W Polsce jedną z pierwszych lekcji jest „nie kabluj”, „nie donoś”, „nie sprzedawaj nikogo” i każdy obdarzony wesołą ksywką „cwel” w więzieniu poświadczy moje słowa. Ale do rzeczy.
Mimo tego odwiecznego zakazu, donosicielstwo kwitnie w najlepsze, i nie chodzi mi wcale o wielkie rzeczy. Normalne, sąsiedzkie, koleżeńskie, zazdrosne donoszenie.
Tu widzimy najprymitywniejsze chyba wyznanie, niedouczonego gimbusa, jeżeli się Wam zdaje, że to nie donos, a wyraz czci do jakiegoś-tam-świętego - błądzicie. Ów uczniak chciał zapewne napisać, że czyjś stary jest alkoholikiem, ale właśnie na przystanek podjechał PKS, więc zostało tyle, ile widać.
Tu z kolei mamy piękny przykład donosicielskiego kolektywu, pierwszy wandal wskazuje, iż pod podanym numerem pracuje prostytutka, która w dodatku nie wykazuje większego zainteresowania godzinami urzędowania. W sukurs przychodzi kolejny wandal, który (mniemam, iż doskonale znając te białogłowę), wskazuje na jej powinowactwo z rzędem parzystokopytnych, bądź tez chodzi o jej animalskie preferencje seksualne.
Ciekawych odsyłam pod podany numer telefonu.
Proste i szczere. Jak strzał gumofilcem w mordę. Napis krzyczy z blachy falistej o winie rzeczonego Bosaka, prosty, chwytliwy jak dżingiel reklamowy. Nie łazi to już za Wami?
„pa-pa-ra-pa-pa. M. Bosak to konfident”. Prawda, że urocze?
To już grubszy kaliber. To już nie są żarty. Osiedlowy Wszechwiedzący i Wszystko Widzący zaobserwował podmiot donosu na niehumanitarnym, odrażającym czynie, i niesiony obywatelską powinnością i odpowiedzialnością, nagryzmolił na ścianie bloku ten napis ku przestrodze, by ktoś czasem np. nie chciał od Angeliki pożyczyć szklanki cukru, i nie mówił jej „dzień dobry”, gdyż dopuściła się karygodnego czynu, zasługującego na ostracyzm.
TXT i FOTO: Andrzej Główczyk




Comments