Pan dziara - czyli jak zrobić tatuaż w warunkach domowych

By pl

0

Projektant mody, Benjamin Cho, dał się już poznać światu jako autor wspaniałych kreacji, rysownik i organizator słynnych już imprez z muzyką The Smiths i Morrisseya. Do tego sobie tylko znanym sposobem CO NAJMNIEJ trzy razy w miesiącu pojawia się w rozmaitych magazynach (Ben: „No cóż… jestem zmuszony potwierdzić”).

Mało kto wie jednak, że Benjamin jest również mistrzem igły. Nie, głupki, nie jest narkomanem, krawcem, ani pielęgniarzem, tylko domorosłym tatuatorem. Robi dziary starą punkową metodą, czyli za pomocą igły i nici. W swojej karierze ozdobił nimi ciała wielu bliskich znajomych („I JEDNEJ obcej osoby” - dodaje sam zainteresowany). Teraz, wraz z 23-letnią wizażystką, Alexis, która zgłosiła się na ochotnika, pokaże nam, z czym to się je. Do dzieła, Ben!

1. Na początek trzeba zorganizować przyrządy, czyli przede wszystkim pinezkę albo igłę.

Dzięki Bogu jako projektant mody mam ich pod dostatkiem. Żartowałem! Przecież Boga nie ma. Tak czy siak, tych małych chujków ci u mnie dostatek. Czasem nawet zdarzy mi się niechcący usiąść na jednym z nich. Hmm, to nie zabrzmiało najlepiej. Nieważne. Ważne, by mieć pod rękę igłę, pinezkę, szpilkę, agrafkę albo coś w tym guście.

2. Oprócz czegoś do kłucia będziemy również potrzebowali bawełnianej nici, szklanki wody (w tym przypadku filiżanka i spodeczek do kompletu – ma się tę klasę), zmywalnego długopisu do szkicowania wzoru, wacików albo szmatki oraz dobrej jakości atramentu. Moim zdaniem najlepszy jest specjalny atrament do tatuażu, gdyż nie rozlewa się i nie blaknie. Niestety, trudno go dostać, więc w zastępstwie można użyć tuszu. Niektórzy nawet preferują to drugie rozwiązanie, choć wg mnie tylko dlatego, że nigdy nie mieli do czynienia z profesjonalnym atramentem do tatuażu i chcą być na siłę oryginalni. Inaczej niż ja oczywiście.

3. Nie zapominajmy o najważniejszym, czyli o kimś do tatuowania (dla ostrożnych: warto zaopatrzyć się też w lateksowe rękawiczki, licho nie śpi)!

4. Niektórzy odbiorcy żądają środków przeciwbólowych. Np. Alexis zdecydowała się na pół tabletki Xanaxu. Zgodziłem się zrobić dla niej wyjątek, gdyż normalnie ze środków przeciwbólowych toleruję tylko alkohol. Po pierwsze, bo nie lubię cykorów, a po drugie, bo jest ze mnie mały sadysta. No dobra, CAŁKIEM DUŻY sadysta. Gdybym nie miał obiekcji co do noszenia skóry i był w stanie zapuścić konkretny zarost (marzenie wszystkich Koreańczyków), nosiłbym sumiasty wąs oraz skórzaną uprząż nabijaną ćwiekami i kazał mówić do siebie Daddy Cho Cho Bear.

Zgodziłem się na Xanax, wyobrażając sobie otumanioną i być może śliniącą się Alexis jako potencjalne źródło rozrywki. Jednocześnie potraktowałem jej brak zainteresowania innymi środkami przeciwbólowymi (patrz wyżej) jako gest solidarności z nowojorskimi alkoholikami, stanowiącymi tak na oko połowę mieszkańców miasta.

5. Czas przejść do rzeczy. Na początek rysujemy wzór, który zamierzamy wytatuować. Alexis zdecydowała się na napis „Rosemary’s Baby” na prawym biodrze. To dlatego, że jej matka ma na imię Rosemary i zawsze, kiedy Alexis rozrabiała, mówiła do niej: „Prawdziwe dziecko Rosemary z ciebie!”. Na to jasnowidząca Alexis odpowiadała: „Jeśli tak, to z CIEBIE jest prawdziwa Mia Farrow, a twój przyszły mąż zerżnie i sfotografuje na golasa waszą adoptowaną córkę!”. Matka nie pozostawała jej dłużna: „Tak się składa, moje dziecko, że to TY jesteś adoptowana. I co, dalej ci do śmiechu?”, na co Alexis odwrzaskiwała: „Wiem o tym! Jestem w końcu jasnowidzką!”, po czym obie wybuchały śmiechem i padały sobie w objęcia… czy to już zły dotyk? Aha, ci, których interesuje, jak było naprawdę, powinni skończyć lekturę tego akapitu na trzecim zdaniu.

6. Wracamy do meritum. Zanim rozpoczniemy tatuowanie, należy wysterylizować igłę trzymając ją nad płomieniem aż jej czubek rozgrzeje się do czerwoności. Aby uniknąć poparzeń zalecam trzymanie jej drugiego końca przez szmatkę.

Kiedy igła ostygnie, czas owinąć ją nicią, która będzie wchłaniać atrament. Zacznijcie ok. 3mm od czubka i nawijajcie aż utworzy się wokół niej idealny owal o długości ok. 6mm.

t

7. Nanieście tatuowany wzór na skórę używając do tego zmywalnego długopisu. Na szczęście dla Alexis jestem DOSKONAŁYM kaligrafem, wręcz ocierającym się o geniusz. Jest to jedyne ocieractwo, jakie uprawiam.

8. Upewnijcie się, że tatuowana osoba jest w 100% zadowolona z położenia i rozmiaru wzoru. Jeśli wykazuje irytującą niedecyzyjność, wystarczy 80%. Tak na marginesie, Alexis należy do tej pierwszej kategorii.

9. Nalejcie atrament do spodeczka i włączcie jakiś film, który już kiedyś widzieliście. My wybraliśmy Mroczny kryształ, gdyż… Cholera, że też nie przyszło mi do głowy Dziecko Rosemary! Nieważne. Kłucie czas zacząć!

10. Alexis się denerwuje.

11. Pierwsze ukłucie.

12. „Spodziewałam się czegoś innego - mówi Alexis - wolę to, niż maszynkę. Nie cierpię dźwięku, który wydaje. A to w ogóle mnie nie boli!” Ktoś tu zgrywa bohatera…

13. Przez chwilę nic się nie dzieje. Nagle Alexis wciąga gwałtownie powietrze i mówi: „OSZ KURWA, co to było?” Wyjaśniam jej spokojnie, że zbliżam się do kości biodrowej, gdzie skóra jest bardziej naprężona. „Aż tak boli?” - pytam niewinnie. „Nienawidzę cię” - stęka Alexis. Wiem, hehe.

14. Właśnie skończyłem pierwsze R. “Tylko tyle?” - mówi Alexis i żąda piwa. Tyle na temat solidarności z alkoholikami.

15. Przerwa na browar.

16. Moja technika tatuatorska zmienia się zależnie od stanu upojenia. Ponieważ jak dotąd nie wypiłem ani kropli, jestem wyjątkowo uważny, by nie rzec pedantyczny. Wynika to z faktu, że w obecnym stanie nie mogę zwalić żadnej niedoróbki na alkohol. Pamiętam, jak pewnej nocy w Miami robiłem tatuaż mojemu kumplowi, Danowi Cohenowi. Była piąta rano. W naszym pokoju hotelowym kłębił się spory tłum, wszyscy równo nawaleni. Kilka razy rozśmieszono mnie w niewłaściwym momencie, wskutek czego niechcący wpakowałem mu w tors igłę aż po nić. Krew tryskała jak siemasz. Oczywiście zwaliłem wszystko na alkohol.

17. Co jakiś czas podkolorowuję fragmenty, które moim zdaniem wyszły zbyt jasno. Kiedy skóra puchnie, kropki stają się mniej widoczne. Wówczas z ewentualnymi poprawkami należy poczekać, aż opuchlizna równo się rozłoży.

18. Alexis: „Boli jak podczas aborcji!”.

19. Ja: „Raczej jak podczas piątej aborcji. Niby nic nowego, ale i tak boli”.

20. Piwo i połówka Xanaxu najwyraźniej nie załatwia sprawy, sięgamy więc po kodeinę. Niemal zawsze, gdy tatuowałem znajomych, cała operacja była ostro zakrapiana alkoholem, co pomagało im lepiej znieść ból. Często poprzedzało ją obfitujące w przygody wyjście na miasto. W sumie chyba wszystkie tatuaże, jakie wykonałem w życiu, dotyczyły czyichś  miłości, zmarłych bliskich lub czegoś równie osobistego. Wychodzi na to, że alkohol nie tylko ogłupia, ale i wyciąga na wierzch ciężkie tematy. Mimo to Alexis zdecydowała się zostać przy środkach przeciwbólowych.

21. Gdy Alexis wreszcie nieco się odpręża, dzwoni jej matka. „Cześć mamo, mój przyjaciel właśnie tatuuje mi napis „Rosemary’s Baby”. Tak, na stałe”. Zabieram jej telefon i próbując uspokoić rozmówczynię mówię: „Pani Rosemary, tatuaż jest naprawdę piękny!” Chyba zadziałało!

22. Pierwszy tatuaż zrobiłem jakieś pięć lat temu w San Francisco. Byłem akurat na mieście razem z jednym z moich najlepszych przyjaciół, Brianem Degrawem oraz kumplami Wongiem i MOB-em. Upijaliśmy się solidarnie czymś o nazwie Underberg, czyli digestifem o smaku skoncentrowanego Jägermeistera z nutką kleju spożywczego. Dobre na żołądek, ale w głowie miesza równo. Nie wiedzieliśmy o tym jednak, w związku z czym wypiliśmy go mnóstwo, po czym wynieśliśmy z baru kule bilardowe, którymi następnie wybiliśmy wszystkie okna w pobliskim magazynie. Wtedy to mój nieprzytomny wzrok spoczął na pomarańczowej siatce ochronnej, którą niezwłocznie się owinąłem i w tym stanie potoczyłem w dół ulicą. Kiedy dotarliśmy do domu, postanowiliśmy uczcić ten wyjątkowy wieczór tatuując sobie nawzajem na ramionach nasze inicjały.

Jeszcze tylko jedna literka i koniec.

23. Voila i tadam! Nie minęły trzy godziny, a Alexis ma nowy tatuaż!

Moje tatuaże składają się z kropek. To celowy zabieg, nadający im nieco gwiazdorski, a zarazem romantyczny i stylowy wygląd. Mój pierwszy tatuaż w życiu wykonałem właśnie tą techniką, i tak już zostało.

24. Ja: „Między mną i osobą przeze mnie tatuowaną zawsze powstaje wyjątkowa więź”.

Alexis: „Tatuaż bardzo mi się podoba i czuję się świetnie, jakbym była jedną wielką endorfiną. Zaraz spuszczę komuś łomot!”.

Tekst: Benjamin Cho z  udziałem Alexis Page

Tłumaczenie: Filip Bednarczyk

Comments