Poradnik dla początkujących narkomanów

„Czasem ty jesz niedźwiedzia, a czasem to niedźwiedź je ciebie.”
( Dude Lebowski).
Zbliżają się wakacje, czyli czas kiedy nuda prowokuje wiele ryzykownych inicjacji. Czy to skok na główkę do bajora, gdzie wody żabie po oczy, przypadkowy seks, czy narkotyki. Jako że ze sportem łączy mnie tylko telewizor i jakoś nie mogę znaleźć laski, która lubi piss, zajmę się dziś dragami.
Pisząc o narkotykach najlepiej powoływać się na autorytety, które zawodowo zajmują się badaniem używek. Łatwiej wtedy podkreślić ogólne rozeznanie w temacie, profesjonalne przygotowanie i co najważniejsze, nie wyraża się wtedy własnej opinii, za którą można dostać po dupie później. Stąd cytat na górze.
Najpierw nuda, ale bez tego lepiej nie zaczynać, to taki najprostszy test, rozumiemy się?
Uwaga ogólna.
Jeśli masz super dziewczynę, z którą seks jest nieziemskim doświadczeniem, w pracy czy szkole sukces goni sukces, otacza cię grono sprawdzonych przyjaciół, a ludzie z szacunkiem kłaniają ci się na ulicy, i mimo tego chcesz zostać konsumentem narkotyków, musisz zaznajomić się z kilkoma przepisami BHP. Tekst ten traktuj wyłącznie jako informacyjny, bo takim jest.
Po pierwsze, musisz założyć na poważnie (nie jak: „e, zdam sesję na bank”), że w konsekwencji tego pierwszego, niewinnego razu możliwe jest, że będą kolejne. A za nimi kolejne. I jeszcze więcej kolejnych razów, aż stracisz rachubę. Bo to łatwe. Nie chcę straszyć, chcę byśmy się zrozumieli. Możesz stracić miłość życia, przyjaciół, pracę, kasę, szacunek do samego siebie, zaczniesz słuchać kapel typu Shitomat i klepać siniaki w ciemnej bramie (obciągnąwszy uprzednio dość brudnego fiuta). Nie wiesz gdzie się zaczyna robić problem, bo narkotyki sprawiają, że nie masz problemów. No, może nie licząc problemów z kasą, ale świat obfituje w brudne fiuty. To jest błędne koło.
Świadomość konsekwencji.
Musisz wiedzieć, że może się to różnie skończyć, bo choćby statystycznie jest możliwe, że ktoś ci sprzedał gówno, i możesz zrobić sobie sporą krzywdę. Sam decydujesz, czy podpiszesz się pod maksymą „no risk, no fun”. Bo jeśli nie jesteś młodym chemikiem destylującym fetę w piwnicy, skazany jesteś na dzieło rąk cudzych. A te bywają brudne. Niewiele dragów rozpoznasz organoleptycznie inaczej, niż zażywając je.
Świadomość w nieświadomości.
Wiem, że brzmi to jak nauczanie brodatego sprzedawcy książek ezoterycznych, ale dzięki tej formule zapada w pamięć. Ostrzegawcza dioda na kokpicie, by kontrolować się na tyle, żeby zabawa nie skończyła się źle. Czerwona lampka, zawijam do chaty, zamykam się w kiblu na imprezie i śpię. Nie tykam już dragów, mam dość. To jest właśnie świadomość w nieświadomości. Dobrze to mieć.
Jeśli jesteś na tyle świadomy, by popełnić gwałt na swoim ciele i zmysłach, jedziemy dalej.

Wałki.
Nie łudź się, że Matka Teresa jest patronką twojego dila, i że ta grupa zawodowa ma jakiś etos czy rozbudowany kodeks moralny. Jeśli ma okazję cię wydymać, wydyma cię. To wkalkulowane ryzyko. Ten biznes kręci się wokół wałków. A jeśli motasz sobie przez kolegów, nie wychodź z założenia, że każdy ma aptekarskie podejście i obiera za punkt honoru dokładne ważenie do drugiego miejsca po przecinku. I nie mów, że ty na ich miejscu na pewno byś się nie skusił. Po prostu nie miałeś jeszcze ku temu okazji lub też twój czas nie nadszedł.
Obcy.
Jeśli nie masz skąd zorganizować stuffu, możesz pójść na żywioł i próbować w imprezowni, do której się wybierasz. Jeśli nie opanowałeś trudnej sztuki wyławiania z tłumu typów wyglądających jak „czego ci trzeba, ziomek”, możesz podbijać do losowo wybranych osób, sprawdzając tym samym na własnej skórze, czy policjanci w cywilu bywają zawodowo w klubach.
Pierwszy raz.
Umiejętnie dobierz towarzyszy psychonautycznej eskapady, najlepiej baw się wśród sprawdzonych ziomów. Kogoś ogarniętego w dragach na tyle, że potrafi zapanować nad niespodziewanymi sytuacjami. Kogoś, kto sprowadzi cię na ziemię przyjacielskim plaskaczem, jeśli zapragniesz pierwszych doświadczeń homoerotycznych, z którymś z kumpli. No i nikt nie będzie się głupio patrzył jak klaszczesz non stop przez sześć godzin, vide: redakcyjny Karzeł ™.
Ubierz się chujowo.
Brak drogich ciuchów przed laskami zrekompensujesz sobie dobrą gadką czy lansem na znudzonego życiem abnegata, a ustrzeżesz się przed konsekwencjami utraty odzieży. Nie chodzi nawet o kradzież, bo możesz obudzić się koło południa w rowie, rozedrzeć kurtkę na płocie, uciekając przed pijanymi dresami (lub demonem Gugalem), których nie planowałeś spotkać.
Ubierz się ciepło.
Po piksach nie jest tak ciepło, jak myślisz. Polska to nie Egipt czy Tunezja, my mamy dużo gorzej. Zimą, idąc w samej koszulce przez zaspy po flaszkę, możesz jej nie donieść.
Comments