Spadaj, Kafka

By Maria Kozłowska, Maurycy Tryuk-Moczulski

0
Zaczęło się od tego, że Maurycy przechodził któregoś dnia koło Mariottu. Jego uwagę zwrócił plakat, zapowiadający horrendalne, niesłychane zdarzenie. Otóż, kochani, teatr muzyczny Roma przygotowuje „Proces“. Kafki. Postanowiliśmy spotkać się, połączyć złe moce i dokonać najścia na Kubę Szydłowskiego, reżysera. Mieliśmy zamiar skonstruować złośliwy, konserwatywny pamflecik. 
Tymczasem było, co tu ukrywać, bardzo miło. 
 
M.K: Nasze spotkanie wynika z, naturalnego, wydaje mi się, niepokoju, który odczuliśmy dowiadując się, że teatr Roma wystawia Kafkę...
 
K.Sz: [Śmieje się] I to jest właśnie świetne. Znajomi reagują podobnie. Pracuję w tym teatrze prawie od początku, wiem, że musicale są formą, jakby to powiedzieć, łagodną. Wcześniej pracowałem m.in. z Wojtkiem Kościelniakiem, który wystawił na przykład muzycznych „Chłopów“. Albo „Mistrza i Małgorzatę“, teraz we Wrocławiu. Lubię zabierać się za rzeczy, że tak powiem, głębsze. 
 
M.T.M: O, „Mistrz i Małgorzata“, to świetne! 
 
M.K: Naprawdę? To co: [śpiewa] „Chcę żeby mi natychmiast oddano mojego miiistrza, rękopisy nie płooooną“? No kurwa... Przepraszam. 
 
K.Sz: To jest właśnie piękne! Zawsze gdy czytałem „Proces“, miałem wrażenie, że to co tam się odbywa jest tak mocne i dziwne, że właściwie brakuje tylko muzyki. 
 
M.T.M: Na stronie Romy piszecie, że „Proces“ doskonale oddaje doświadczenie współczesnej młodzieży i wystawiacie go też dlatego, że jest lekturą szkolną. Dlaczego ze wszystkich lektur właśnie „Proces“? Czemu nie „Dżuma“ na przykład? 
 
K.Sz: Teatr jest dla widza, ja nie pisałem tego dla szkół. Chciałem zrobić coś, co sam też chętnie bym obejrzał. Muzyka, która pojawi się w spektaklu rzeczywiście nawiązuje do współczesnych zjawisk, które mogą dotrzeć do młodzieży. Jest na przykład jeden kawałek w stylu Gotye. 
 
M.K: A kto napisał piosenki?
 
K.Sz: Ja napisałem. To znaczy teksty, muzykę Kuba Lubowicz. To już drugi spektakl, który realizuję na małej scenie, ten poprzedni był rzeczywiście dla dzieci. Ale rozmawiałem potem z dorosłymi, którzy go widzieli i cieszyłem się słysząc, że dzieci potraktowały go bardzo poważnie. Ja też nie chciałem pokazywać słodkich misiów, tylko normalnie z nimi gadać. Dlatego chciałem napisać coś jeszcze. 
 
M.K: Może jakaś mała zajaweczka? Jakiś fragmencik?
 
K.Sz: Nie wiem, te piosenki są bardzo różnorodne. Od romantycznych kawałków, do rapu. Nie chcę robić klasycznego Kafki, to już było, po co to powtarzać. Tekst jest tak uniwersalny, tak dobrze pasuje do tego, co się teraz dzieje. Do tego absurdu, który widzimy przede wszystkim w telewizji...
 
M.T.M: W telewizji? Chyba bardziej chodzi o NSA, arbitralne decyzje władzy, kontrolę, a nie o mediokrację...
 
K.Sz: Tak uważasz? A w jaki sposób władza Twoim zdaniem do nas przemawia?
 
M.T.M: Właśnie nie przemawia, tylko w każdej chwili może nas arbitralnie zamknąć. Guantanamo? 
 
K.Sz: Ja szukam odniesień, które bezpośrednio mnie otaczają. Trudno nie mówić o władzy i uwikłaniu w system wystawiając „Proces“, to fakt. Ja to robię przez formę. Wszystko jest zagrane jak slajdowisko, przez ruch, poszarpane sceny. 
 
M.T.M: A z których fragmentów robisz piosenki?
 
K.Sz: To nawet nie są piosenki, bardziej krótkie numery, songi. Będzie ich około 15. Staraliśmy się iść po kolei. Łatwiej mi powiedzieć czego nie dotknąłem. Opuściłem na przykład wątek związany z tym, że K jest pracownikiem banku. 
 
M.T.M: Szkoda, przecież to jest właśnie bardzo aktualne... Czym zastąpić korporację?
 
K.Sz: Korporacja i tak jest wszechobecna, bo wszystko na scenie dzieje się w cubie. Cała ta historia to podróż głównego bohatera, który spotyka różnych ludzi, w tej samej przestrzeni, ale za każdym razem w trochę innej konfiguracji. 
 
M.K: A co z Przypowieścią?
 
K.Sz: Przypowieść to jest nasz as w rękawie [śmiech]. Wczoraj siedzieliśmy nad nią pół nocy. Przedstawiamy ją w formie gospell.  
 
M.K: To ma sens.
 
M.T.M: Kto gra Józefa? 
 
K.Sz: Grzesiu Pierczyński i Paweł Kubat. Także spokojnie można obejrzeć spektakl dwa razy, bo Grześ jest po 40., a Paweł po 20. Jeden z nich jest szczylem, który wchodzi w świat i widzi, że to, co go otacza jest zupełnie czym innym niż mówili w szkole. Nagle dostaje umowę do podpisania i w ogóle nie kuma o co chodzi, bo w szkole uczyli go o motylach i wzorach chemicznych. Starszy K będzie się trochę mniej dziwił. 
 
M.K: Czy oni mają kafkowski wygląd?
 
K.Sz: W odpowiednim świetle wszyscy mamy kafkowski wygląd. [śmiech] Ale uciekam od typowego kafkowskiego przedstawienia. Zresztą to nie jest wszystko takie oczywiste. Oglądam czasem programy Kuby Wojewódzkiego, to też jest absurd i paradoks, on teoretycznie męczy swoich gości, teoretycznie to jest program o nich, ale ja widzę człowieka, który strasznie się stara żeby po tych wszystkich latach wciąż być oryginalny, jest więźniem kieratu TVNowskiego programu i to jest wszystko o nim. Choć to bardzo inteligentna osoba.
 
M.K: Tak, zawsze miałam wrażenie, że w programach Kuby Wojewódzkiego panuje wyjątkowo kafkowska atmosfera. 
 
K.Sz: Albo sprawa Mamy małej Madzi, która przez chwilę była gwiazdą, jednocześnie będąc oskarżona o zabójstwo własnego dziecka. Wszystko tworzy sąd, również opinia publiczna. O, a to jest właśnie Józef K!
Pojawia się Paweł Kubat, aktor grający K. 
 
K.Sz: Pracujemy właśnie nad protest songiem, trochę w stylu Kazika. 
Aktor czyta fragment piosenki, bardzo obiecujący, którego jednak nie będziemy przytaczać, żeby nie psuć przyjemności tym, którzy wybiorą się na spektakl. 
 
M.K: A jak myślisz, jak sam Franz odniósłby się do faktu, że ktoś robi z „Procesu“ muzyczny spektakl? W końcu chciał spalić swoje teksty. 
 
K.Sz: Pamiętam ze szkoły klasyczną dyskusję: czy dzieło po publikacji należy do autora czy już nie. Sądzę, że już nie. Sory, Kafka, spadaj. [śmiech]
 
Premiera 15. listopada. My idziemy.
 
 
 
 

Comments