FYI.

This story is over 5 years old.

Kryminał

​Jak odkryłam pedofila w krainie pro-ana

Dorosły facet, który pomaga 15-latkom zapaść na anoreksję, a w tym celu potrzebuje ich zdjęć w negliżu – serio? Postanowiłam wejść w tę grę
24.6.15
flickr3

Artykuł ukazał się na VICE Alps

W zeszłym tygodniu szukałam w sieci materiałów do artykułu, gdy trafiłam na grupę WhatsApp dla wyznawczyń pro-ana [promocja anoreksji – red.]. To forum odwiedzane przez młode anorektyczki, dla których jadłowstręt stanowi styl życia, a nie potencjalnie śmiertelną chorobę. Strasznie było patrzeć, jak opętane obsesją chudnięcia nastolatki nakręcają się wzajemnie na tym forum. Okazało się, że może być jeszcze gorzej…

Reklama

Szwajcarski blog SkinnyLicious to kolejne forum dla aspirujących motylków [tak nazywają siebie nastolatki identyfikujące się z pro-ana – red.]. Prawdziwy raj dla małolat, które stoją u progu anoreksji. Na blogu działa tzw. twin market – dziewczęta zamieszczają ogłoszenia, w których poszukują lasek noszących ten sam rozmiar ciuchów. Jeden z wpisów zwrócił moją szczególną uwagę. Jego autorem był ktoś podający się za trenera pro-ana.

„Chcesz schudnąć? – brzmiało ogłoszenie. – Być chuda zamiast szczupła? Mogę ci pomóc".

Facet z ogłoszenia przedstawiał się jako profesjonalny trener pro-ana z wieloletnim doświadczeniem, którym gotów jest się podzielić z czystej życzliwości. Załączył swój numer telefonu, zastrzegając, że dzwonić mogą tylko te dziewczyny, które do utraty kilogramów podchodzą ze śmiertelną powagą. Chciałam poznać ponure oblicze ruchu pro-ana, więc postanowiłam skontaktować się z kolesiem za pośrednictwem WhatsApp.

Tłum. zrzutu:

Dziś
Trener: Okej, wspólnie ustalimy twoją docelową wagę, ale najpierw muszę cię zobaczyć i lepiej poznać!
Trener: Zrób kilka zdjęć w samym biustonoszu i majtkach.
Trener: Kiedy będziesz w domu?
Ja: Muszę zakuwać. Mam egzaminy, więc w domu będę dopiero wieczorem.

Wyznałam mojemu nowemu trenerowi, że pragnę zostać anorektyczką. Wspomniałam również, że mam 15 lat i jestem zdeterminowana, żeby osiągnąć cel. Nie upłynął nawet dzień, a koleś ukrywający się pod pseudonimem „Andree" już się do mnie odezwał. Gdy spytałam, jaka waga będzie dla mnie optymalna, odparł, że najpierw musi zobaczyć mnie na zdjęciu w samej bieliźnie. Od razu zapaliła mi się w głowie czerwona lampka.

Andree powiedział, że ma 25 lat. Dorosły facet, który pomaga 15-latkom zapaść na anoreksję, a w tym celu potrzebuje ich zdjęć w negliżu – serio? Postanowiłam wejść w tę grę. Wysłałam „trenerowi" jakieś fotki znalezione w sieci, w tym fotografię bardzo młodej i skrajnie wychudzonej dziewczyny. Biustonosz, który miała na sobie, był zgoła niepotrzebnym rekwizytem. Wyglądało na to, że Andree połknął haczyk. Zgodził się mnie potrenować, ale na swoich warunkach.

Tłum. zrzutu:

Ja: Nie jest źle, ale do chudości jeszcze daleka droga do chudości!!
Trener: Przed tobą mnóstwo pracy!!!
Ja: Wiem.
Trener: Z chęcią cię potrenuję, ale jestem surowy, wymagający i będę cię poniżał w sferze intymnej!
Ja: Zrobię wszystko!
Trener: Wiesz, co to znaczy upokarzanie i poniżanie w sferze intymnej? Jeśli nie, z chęcią ci to wyjaśnię.
Ja: Co masz na myśli? Tak, wyjaśnij mi to.
Trener: Będę cię karał i zadawał poniżające zadania. Będziesz je wykonywać nago! To konieczne, żebyś skonfrontowała się ze swoim ciałem i stawiła czoła prawdzie!
Ja: Okej… pewnie masz w tym doświadczenie. Wchodzę w to.
Trener: Tak, mam doświadczenie… Siedem lat… Pracuję w klinice, w której leczy się mnóstwo pacjentów z zaburzeniami odżywiania. Zajmuję się grupami pacjentów na rygorystycznej diecie. Zazwyczaj są to wyłącznie ludzie z nadwagą, ale prywatnie pomagam też anorektyczkom i bulimiczkom.

Nie mogłam uwierzyć własnym oczom. Ten szaleniec próbował mi wmówić, że muszę się dać poniżać seksualnie, żeby zostać anorektyczką. Co za absurd! Koleś miał ewidentnie złe zamiary. Zrobiło mi się od tego wszystkiego niedobrze. Facet polował w sieci na bezbronne nastolatki, z których większość cierpi na depresję i zaburzenia odżywiania.

Wcześniej zbierałam materiały do innego felietonu. W tym celu spędziłam tydzień z małolatami z internetowej grupy pro-ana. Na własne oczy zobaczyłam, jak niewyobrażalne obrzydzenie te dziewczyny czują wobec samych siebie. Pragnęły, żeby im codziennie przypominać, że są nic niewarte i grube. Ten koleś znalazł sposób, żeby wykorzystać groźną chorobę do własnych celów, czyli wyłudzania rozbieranych fotek z nieletnimi w roli głównej.

Reklama

Wzięłam się w garść i brnęłam w to dalej. „Trener" w końcu nabrał chęci na rozmowę telefoniczną. Starałam się mówić piskliwym głosem i udzielać lakonicznych odpowiedzi.

Czy na pewno zrozumiałam, o co mu chodziło, gdy wspomniał o intymnym charakterze naszej korespondencji? Odpowiedziałam twierdząco. Wtedy dodał:

– Muszę mieć pewność, że dojrzałaś do mojego coachingu żywieniowego. W tym celu zadam ci parę pytań i wyznaczę zadania.

Tłum. zrzutu:

Ja: To brzmi profesjonalnie.
Trener: Gdy już będziesz z powrotem w domu, masz zrobić, co następuje:
Trener: 1. Wykonać zadania!!!
Trener: 2. Nakręcić filmik, w którym widać twój pokój, i przeprosić za wszystkie kłamstwa, które mi naopowiadałaś!
Trener: 3. Musisz skonfrontować się z własnym grubym cielskiem. W tym celu nakręć filmik, w którym widać cię bez majtek i stanika. Musisz mi wszystko pokazać bez ubrania, prosić o pomoc i całkowicie mi się podporządkować. Wtedy osiągniesz swój cel ANA.

Pytał, kiedy straciłam dziewictwo, czy się onanizuję i czy uprawiałam kiedyś anal. Rzygać mi się chciało, gdy przez zaciśnięte zęby udzielałam odpowiedzi, jednocześnie starając się nie wybuchnąć. Kiedy skończyliśmy gadać przez telefon, przesłał mi listę zadań.

Udzielałam mu takich odpowiedzi, jakie chciał usłyszeć. Postanowiłam, że natychmiast po zakończeniu eksperymentu zgłoszę całą sprawę policji. Ponownie weszłam na stronę, na której wisiało jego ogłoszenie, i z przerażeniem odkryłam, że takich zboczeńców jest więcej! Byłam tak skupiona na poszukiwaniach grup pro-ana, że nie zauważyłam dziesiątków wpisów od samozwańczych trenerów. Najwyraźniej pedofile z całego świata odkryli niezawodny sposób, jak wkupić się w łaski zaburzonych nastolatek.

Reklama

Wyglądało na to, że autorkami ogłoszeń skierowanych do lasek noszących ten sam rozmiar lub członkiń grup na WhatsApp były same dziewczyny. Tymczasem trenerami pro-ana okazywali się z reguły faceci przed trzydziestką. Czasem ukrywali swoją tożsamość.

Głowa pękała mi od natłoku pytań. Przerażająca była świadomość, że na wszystkie z nich musiałabym udzielić twierdzącej odpowiedzi. Czy pedofile korzystają z witryn pro-ana, żeby polować na małolaty z kompleksami? Bez wątpienia tak. Czy najbardziej kręcą ich wychudzone, kościste ciała nieletnich anorektyczek? Taki wniosek nasuwał się sam. Gdy zadręczałam się tymi pytaniami, ponownie skontaktował się ze mną mój trener osobisty. Najwyraźniej nie mógł już dłużej czekać na rozbierane filmiki, których wcześniej ode mnie zażądał.

Trener: Hej, idź teraz do łazienki… Możesz?
Ja: Nie rozumiem. Chcesz pogadać?
Trener: Nie. Chcę, żebyś coś zrobiła!
Ja: Jasne, rozumiem.
Trener: Okej, to idź do łazienki i nakręć minutowy filmik, w którym dokładnie widać twoją pochwę i piersi! Natychmiast, sługo!

Ten ostatni rozkaz doprowadził mnie do furii. „Sługo!". Zboczona świnia udająca trenera postanowiła nagle zostać moim panem i władcą. Wymyśliłam na poczekaniu jakąś wymówkę, żeby wywinąć się od łazienkowego wyzwania, które by mnie zdemaskowało. Ale Andree tak zapalił się do pomysłu szkolenia wymyślonej przeze mnie 15-latki, że zaczął kusić mnie treningami w realu.

Wyjaśnił, że coaching przyniesie najlepsze skutki, jeśli przyjadę do niego do Frankfurtu. Jeszcze raz przypomniał, że trzeba ciężko pracować, żeby zostać anorektyczką, i być gotową na poniżenie w sferze intymnej. Pokazał swoje prawdziwe oblicze. Wolałam nie myśleć o 15-latkach, które obsesja zgubienia kilogramów zawiedzie kiedyś w ramiona tego obleśnego zboka.

Tego samego wieczoru napisałam mejla do niemieckiej policji, w którym wspomniałam o blogu, eksperymencie i Andree. Wiem, że na świecie jest więcej takich Andree i takich blogów.

Od dawna wiadomo, że blogi pro-ana stanowią źródło realnych i palących zagrożeń. Na gloryfikujące chudość małolaty czyhają jednak jeszcze inne niebezpieczeństwa niż gwałtowny spadek wagi.

W chwili, gdy powstawał ten artykuł, niemiecka policja skontaktowała się z Interpolem. Trwa międzynarodowe śledztwo.