FYI.

This story is over 5 years old.

18+

​Jak to jest dostać szlaban na seks od własnej cipki

Byłam gotowa na seks – robiłam się mokra jak każda podniecona laska, ale wtedy mój tunel rozkoszy zamykał się na dobre. Paraliżujący ból oraz trudności przy każdej próbie stosunku były równie dołujące co poczucie osobistej klęski

Zdjęcia dzięki uprzejmości autorki.

Z Davidem (imiona w tej historii zostały zmienione), moim chłopakiem z liceum, próbowaliśmy absolutnie wszystkiego: lubrykantu, czerwonego wina, świeczek zapachowych, trawy. Było Glory Box Portishead puszczane w kółko, ćwiczenia oddechu i stymulacja łechtaczki, był i vicodin. Za każdym razem kończyło się tak samo – patrząc sobie w oczy, powtarzaliśmy: „To nic. Kocham cię". Nic nie działało. Chociaż miałam zdrowe libido nastolatki (czyli byłam napalona 24 godziny na dobę), moje ciało reagowało na penetrację, jakbym była starą, zramolałą babą. Byłam gotowa na seks – robiłam się mokra jak każda podniecona laska, ale wtedy mój tunel rozkoszy zamykał się na dobre. Paraliżujący ból oraz trudności przy każdej próbie stosunku były równie dołujące co poczucie osobistej klęski. Każde podejście kojarzyło mi się z wlewaniem gorącego kwasu do mojej cipki oraz przejmującym poczuciem samotności i niezrozumienia. Czułam się odosobniona, nieważna. A z braku lepszego wyrażenia: wychujana przez życie.

Reklama

Wkrótce zrozumiałam, dlaczego zawsze będzie mi ciężko uprawiać seks: miałam pochwicę (zespół Mariona-Simsa, vaginismus), czyli zaburzenie psychosomatyczne objawiające się mimowolnym zaciśnięciem mięśni szyjki macicy podczas penetracji. Zarówno pochwica, jak i zaburzenia erekcji są znane od wieków. Mężczyźni wrzucają niebieskie pigułki, a kobietom pozostają dwie opcje: terapia i rozszerzacze. Przy czym obie metody nie dają ani gwarancji, ani wskazania, kiedy mogą nastąpić wyleczenie oraz penetracja. Sam temat nie należy do łatwych, jeśli chodzi o przełamywanie lodów na pierwszej randce. Pochwica brzmi mało romantycznie, a jej nazwa kojarzy się z chorobą weneryczną.

Sama wizja obcego przedmiotu znajdującego się we mnie powodowała bezwarunkowe spazmy. Po raz pierwszy próbowałam użyć tamponu, gdy miałam 15 lat – zajęło to 45 minut i pomagały mi dwie przyjaciółki. Wszystkiemu towarzyszył histeryczny atak paniki. Do momentu, w którym Erica zdołała wyciągnąć go ze mnie. Były ból, krzyk i ja wijąca się po podłodze łazienki.

– Leżała na podłodze i darła się, chociaż ledwo go wsadziła! – Erica śmiała się za każdym razem, opowiadając to po latach znajomym (obcym zresztą też).

Chociaż ta historia zawsze dawała słuchaczom możliwość, by maglować i profanować moją waginę, to trzeba pamiętać, że Erica była właśnie tą, która wyciągnęła ze mnie kawał krwawej waty. Czyli – choćby dla zachowania równowagi we wszechświecie – jesteśmy kwita.

Reklama

Autorka i jej licealny chłopak w Disneylandzie.

Chociaż pochwica nie jest dobrze udokumentowana, okazuje się, że to jedna z najbardziej powszechnych dolegliwości. Szacuje się, że dwie na tysiąc kobiet doświadczy pochwicy. Ponieważ większość z nas wstydzi się swojego naturalnego pasa cnoty, nie szukamy pomocy. Tkwimy w przeświadczeniu o własnej seksualnej niezdatności, a w efekcie nie doświadczamy seksu poprzez penetrację. Przez wiele lat myślałam, że będę jedną z takich kobiet.

Zazwyczaj tłumiłam w sobie wszystkie nieudane próby, ale wciąż nie udaje mi się zakopać w grobie nieświadomości wspomnienia z mojej osiemnastki. Razem z Davidem pojechaliśmy do hotelu w Disneylandzie i chociaż staraliśmy się już od dwóch lat, myślałam, że to właśnie tego wieczoru – jak u Kopciuszka – gdy zegar wybije północ, moja niedostępna dynia zmieni się w oprawioną złotem otwartą karocę. Tak oczywiście nie było – to półtorej godziny składało się z dziesięciu pozycji, dwóch ataków paniki oraz zimnego okładu na obolałą dynię. Następnego poranka dostałam w prezencie broszkę z napisem „Sto lat!", która inspirowała niezliczoną liczbę postaci Disneya do śpiewania mi Sto lat! przez cały dzień.

Nie obchodził mnie seks. Nawet o nim nie myślałam. Dziewictwo nie było dla mnie niczym świętym. Zamiast tego stanowiło moje największe obciążenie.

Zanim dotarło do mnie, że nie mogę TEGO robić, w moim życiu pojawiały się znaki ostrzegawcze – np. nigdy się nie palcowałam. Nadal tego nie robię. Zawsze bolało, więc odrzuciłam ten pomysł, bo „to nie była moja opcja". Za to nauczyłam się osiągać satysfakcję innymi sposobami. Gdy miałam osiem lat, odkryłam przyjemność, jaką dawało ocieranie się o kocyk. Podczas premiery disnejowskiego filmu fantasy Dziewczyna XXI wieku odkryłam własny kosmos. Zachwycona obdzwoniłam wszystkie koleżanki w szlachetnym celu przekazania im wiedzy na temat nowej sztuczki. Tak, to ja byłam tą dziewczynką, która podczas piżama party w czwartej klasie pokazała waszym córkom nowy trik. Za co wszystkie zmartwione zachowaniem córek matki z Sherman Oaks w Kalifornii serdecznie przepraszam.

Reklama

Jedyne informacje na temat pochwicy czerpałam od mojego terapeuty, z WebMD, Wikipedii oraz – o dziwo! – od matki. Chociaż pochwica nie jest dziedziczona genetycznie, moja matka też jej doświadczyła. W tamtych czasach to schorzenie nie było do końca poznane przez lekarzy, więc leczono je średniowiecznymi metodami, na które składała się pełna narkoza oraz penetracja sztucznym penisem. Gdy matka mi o tym opowiadała, czułam, jak moja brzoskwinka kurczy się do rozmiaru pestki. Po pierwsze właśnie usłyszałam, jak moja matka opisuje bycie penetrowaną. Po drugie zrozumiałam, że ja sama kiedyś mogę być zmuszona do poproszenia mojego ginekologa o głupiego jasia i dymanko przy pomocy dilda. Tyle że moja matka dorastała w Australii w latach 80. – wtedy wszystko było inaczej.

– Ale jak się z tym pogodziłaś?! – ciągle ją dopytywałam, za każdym razem licząc na inną odpowiedź.

Przynajmniej taką, która zawierałaby konkretne rady, a nie historię o sztucznym kutasie.

– Nie wiem… Po prostu mi przeszło.

W sumie, podobnie do mojej mamy, sama nie jestem pewna, kiedy mi przeszło. Porzuciłam Davida, pozostawiając naszą piękną, młodzieńczą miłość nieskonsumowaną. W wieku 18 lat byłam gotowa przeżyć swoje życie bez seksu, nie poznając, czym jest miłość fizyczna oraz nie doświadczając uroku macierzyństwa. O ile nie zaczęłabym polować na chłopców, którzy złożyli śluby czystości, o tyle uważałam siebie za nierandkowalną, a przede wszystkim niegodną miłości. Jednak wystarczył jeden chujowy komentarz mojego ówczesnego równie chujowego chłopaka, aby mury mojej waginalnej fortecy runęły pokonane.

Reklama

Sean był moim przełożonym. Miał 22 lata, rozwiązłą przeszłość i tatuaż Bright Eyes na przedramieniu. Ja: 18-latka z kawałkiem Pavement ustawionym jako dzwonek w telefonie i z zerem zaliczeń. Wiedział o mojej przypadłości. Mężczyźni, którym mówiłam o pochwicy, podejrzewali mnie o kłamstwo albo traktowali jak wyzwanie. Nie obchodził mnie seks. Nawet o nim nie myślałam. Dziewictwo nie było dla mnie niczym świętym. Zamiast tego stanowiło moje największe obciążenie.

I chociaż na początku Sean powtarzał mi, że nie obchodzi go seks, z czasem frustracja zaczynała brać górę.

– Nie jesteśmy licealistami na wycieczce – powiedział wzgardliwie, po tym jak zaproponowałam mu ręczne dokończenie sprawy.

Następnego dnia była Pascha. Najprawdopodobniej najmniej podniecające święto. Sean zaraz po sederze [obrzędowa wieczerza – red.] bezceremonialnie zapytał, czy chcę TO zrobić. Podciągnęłam spódnicę, zostawiając bluzkę na sobie, na wypadek gdybym miała szybko się zwijać po kolejnej, nieudanej próbie. I wtedy to się stało. To było najbardziej rozczarowujące, ale i zarazem najbardziej wypełniające mnie życiem uczucie, jakiego doznałam. Nie było tak, jak zawsze sobie wyobrażałam: siódma po kolacji, gdzieś między jajkami na twardo a chrzanem, obok w pokoju rodzice i głośne Bulls on Parade (jego wybór). Mimo to ten moment był dla mnie wszystkim. Nie chodziło o niego czy o nastrój ani nawet o to, że właśnie straciłam dziewictwo, słuchając Rage Against the Machine. Tylko o uczucie bycia normalną, seksualną istotą – nie dla kogoś, dla siebie.

Nadal miewam problemy – w zależności od sytuacji – ale większość prób kończy się sukcesem. Na tej drodze, nierzadko przez mękę, seks nadal bywa bolesny i nieprzyjemny, nieważne, ile lubrykantu czy gry wstępnej zastosuję. Chociaż moja matka wspiera mnie od wielu lat, niełatwo jest wypłakiwać się jej za każdym razem, gdy po prostu nie mogę się pieprzyć. Gdyby temat pochwicy poruszano publicznie bez stygmatu wstydu i osądzania, nie patrzyłabym na siebie jak na wybrakowanego dziwoląga. Czułabym się w swoim ciele pewniej i bezpieczniej. Żadna kobieta, obojętnie w jakim wieku, nie powinna bać się swojej pochwy.

Śledź Jamie na Twitterze.