Dana Łukasińska: Część historii pochodzi z opowieści użytkowników, z którymi skontaktował mnie Marcin Chałupka z Krytyki Politycznej. Niektóre to opowieści osób trzecich, które mają kontakt z osobami uzależnionymi. Korzystałam też z wydawnictw KP poświęconych tej tematyce. Osoby, które zdecydowały się ze mną rozmawiać o substancjach psychoaktywnych i ich stosowaniu, wiedziały, że pracuję nad komiksem. Jednak ich historie nie są opowiedziane jeden do jednego. Po pierwsze – by chronić ich prywatność, po drugie – bo Narko to więcej niż tylko spowiedź użytkowników.
Nie epatujemy śmiercią na każdej stronie i nie straszymy, że od jednego skręta wpadniesz w nałóg, bo to nieprawda.
Sam proces pisania scenariusza z poprawkami trwał kilka miesięcy. Kluczem były substancje, o których chcemy opowiedzieć, te najczęściej stosowane, z naciskiem na dopalacze, ale też bez pomijania najbardziej popularnej z substancji psychoaktywnych – alkoholu. Choć ostatecznie nie zmieściła się historia dziewczyny uzależnionej od modnego obecnie mefedronu.Dlaczego zdecydowałaś się na formułę komiksu, gdy w Polsce wciąż pokutuje krzywdzący stereotyp, że to medium niejako z niższej półki? Jak w ogóle wpadłaś na pomysł komiksu?
Pomysł, by o substancjach psychoaktywnych opowiedzieć w formie komiksu, padł ze strony Krytyki Politycznej. Ja i Krzysiek zostaliśmy zaproszeni do współpracy z racji tego, że byliśmy w KP znani z innego projektu komiksowego, który cały czas jest w fazie rozwoju (komiks o Hannie Arendt). To rzeczywiście niezwykłe, że komiks, tak popularny wśród młodzieży, jak dotąd nie został wykorzystany do dialogu z młodzieżą w tak ważnym i drażliwym temacie jak narkotyki i uzależnienie.Komiks od lat walczy o szacunek wśród czytelników, ale mnie osobiście bardziej kojarzy się z powieścią graficzną niż z zeszytami przygód bohaterów popkultury. Przykładami takich powieści graficznych są choćby: Maus. Opowieść ocalałego Arta Spiegelmana – rzecz o Holokauście; trzyczęściowy Berlin Jasona Lutesa poświęcony narodzinom niemieckiego nacjonalizmu, czy Logikomiks. W poszukiwaniu prawdy, projekt przedstawiający podstawy logiki z jednoczesnym przybliżeniem postaci Bertranda Russella, wybitnego brytyjskiego filozofa, matematyka i logika.
Masz rację, uzależnienia są częścią naszego życia, uzależniamy się nie tylko od substancji, ale również od zachowań i czynności (uzależnienia behawioralne). A przecież zaczyna się niewinnie, np. od regularnych ćwiczeń, by poprawić kondycję albo od zakupów w afekcie, by poprawić sobie nastrój. Nie wszyscy jednak kończymy jako osoby uzależnione. Na szczęście, bo walka z uzależnieniem fizjologicznym (fizycznym) czy psychicznym, w tym behawioralnym, nie jest ani prosta ani przyjemna. Często niemożliwa bez pomocy z zewnątrz.Walka z uzależnieniem psychicznym zależy głównie od silnej woli osoby uzależnionej, ale to ona właśnie jest osłabiona. Więc powstaje błędne koło. Uzależniony wytwarza wówczas mechanizmy obronne, by poradzić sobie z wewnętrznym konfliktem pomiędzy „muszę przestać" a „potrzebuję tego". Nie znaczy to jednak, że jesteśmy bezbronni. Największą bronią jest wiedza – trzeba mieć świadomość pewnych zjawisk, konsekwencji powtarzania pewnych zachowań, mieć wiedzę o wpływie substancji psychoaktywnych na nasz organizm. Pewnie to zabrzmi naiwnie, ale moim zdaniem samoświadomość, wyobraźnia i myślenie – to jedyna broń, by oprzeć się życiu na orbicie uzależnień.
Strona komiksu „Narko". Wyd. Krytyka Polityczna.
Treść scenariusza była wielokrotnie sczytywana przez ekspertów: lekarzy, terapeutów, policjantów – ludzi, którzy na co dzień pracują z osobami uzależnionymi. Dostawałam uwagi merytoryczne, ale też emocjonalne sugestie. Pierwsze wprowadzałam zawsze, ale wprowadzenie pozostałych sugestii zależało już tylko ode mnie. Np. sugerowano bym usunęła słowo „sutki" i opis ich wycięcia (opowieść Kryspina), bo to zbyt drastyczne i kojarzy się seksualnie. Komuś znowu nie podobało się, że jeden z bohaterów zmarł – „no bo bez przesady". Tych zmian nie wprowadziłam.Napisałam te historie, dokonałam pewnych wyborów. Chcę przez to powiedzieć, że na wiele rzeczy w scenariuszu miałam wpływ, ale komiks jako całość jest wypracowanym konsensusem – i nie mogło być inaczej, choćby dlatego, że jest on kolejnym elementem polityki narkotykowej prowadzonej przez Krytykę Polityczną [patrz niżej – red.].W takim razie, jak swoimi słowami opisałabyś Narko?
Narko opowiada o osobistych doświadczeniach młodych ludzi, którzy zetknęli się z substancjami psychoaktywnymi. W ich historie wplecione zostały informacje o wpływie substancji psychoaktywnych na organizm człowieka, o zagrożeniach płynących z ich nadużywania, o mechanizmie uzależnienia i o prawach osób uzależnionych. Jest to rzecz skierowana do ludzi młodych, ich rodziców, nauczycieli, która albo zastąpi rozmowę o substancjach psychoaktywnych, albo będzie przyczynkiem do dyskusji o nich.
Od początku wiedzieliśmy, że na pewno nie robimy przewodnika po narkotykach i o tym, jak brać. Jednocześnie chcieliśmy być uczciwi, więc nie epatujemy śmiercią na każdej stronie i nie straszymy, że od jednego skręta wpadniesz w nałóg, bo to nieprawda, a młodzi ludzie są wyjątkowo wyczuleni na kłamstwo. Zresztą mechanizm zakazu, zamiast powstrzymywania – budzi pragnienie. Więc, wracając do pytania, czy się boję, że ktoś po lekturze Narko sięgnie po jakąś substancję psychoaktywną – nie, bo komiks daje podstawową, solidną wiedzę o zjawisku uzależnienia, a wybór, co zrobić z tą wiedzą należy już tylko od czytelnika. Nie autora.Czasami słyszy się w dyskusji na temat uzależnień, że jeżeli osoba uzależniona sama nie zechce rzucić nałogu, to nikt jej do tego nie przekona – jak wielką rolę odgrywa otoczenie, rodzina, przyjaciele i znajomi? Czy pozostaje jedynie „dokręcanie śruby" w bezpośrednich rozmowach, czy w grę powinny wchodzić też bardziej inwazyjne działania?
Nie jestem terapeutą, nie mam na ten temat wiedzy profesjonalisty. Ci młodzi ludzie, z którymi rozmawiałam, zbierając historie do komiksu, byli w trakcie terapii – chcieli się uwolnić od substancji, które zawładnęły ich życiem i bez ich wewnętrznego silnego pragnienia, by to zrobić, nie jest możliwe żadne skuteczne rzucanie nałogu. Ale oni nie pozbyli się kontaktu z substancjami psychoaktywnymi. Te bardziej inwazyjne zastąpili bardziej lajtowymi. Bo odciąć się od wszystkiego na raz jest dla nich tak trudne, jak przestać oddychać.
Ludzie mają kontakt z substancjami psychoaktywnymi od zarania dziejów i to się nie zmieni. Zmieniają się tylko substancje i dostęp do nich. Prohibicja w Ameryce w latach 20. nie wytrzebiła alkoholu, wbrew przeciwnie – alkohol lał się strumieniami, tyle że na czarnym rynku, nielegalnie. Prohibicja dała asumpt zorganizowanej działalności przestępczej, wszelkiej maści gangom i mafii. Podobnie jest z wojnami narkotykowymi – to są zawsze czyjeś interesy polityczne i ekonomiczne. Im większa penalizacja, tym głębsze podziemie.Człowiek jest bardzo pomysłowy – co pokazuje choćby walka z dopalaczami – na miejsce jednej zakazanej substancji pojawia się kilka nowych, podobnych do zakazanej, ale jeszcze nie na czarnej liście, które można wprowadzić w obrót. Podziwiam te kraje, w których można udać się na posterunek policji i dać do zbadania substancję, której nie znamy, a którą chcemy zażyć. Zamiast karać za samo posiadanie, daje się użytkownikowi prawo do wiedzy. Podoba mi się ten rodzaj ochrony praw obywatela.
Strona komiksu „Narko". Wyd. Krytyka Polityczna.
To tak jakby powiedzieć, że jedno piwo to drzwi do alkoholizmu. To zależy dla kogo. Większość naszego dorosłego społeczeństwa spożywa alkohol, ale czy to znaczy, że wszyscy jesteśmy alkoholikami? Sytuacja z substancjami psychoaktywnymi jest kuriozalna. Jedna z najsilniejszych, najbardziej destrukcyjnych substancji psychoaktywnych – alkohol – jest legalnie dostępna. Pozostałe nie.
Byłam i bywam spontanicznym użytkownikiem substancji psychoaktywnych: marihuany czy stymulantów, ale jedyna substancja psychoaktywna, która mi towarzyszy całe dorosłe życie to alkohol. Uwielbiam czerwone wino, uczę się o nim, należę do klubu, w którym degustujemy różne szczepy, chodziłam na wykłady o winie francuskim. Jak widać, staram się być świadomym użytkownikiem. Dwukrotnie skusiłam się na dopalacze, ale to się zawsze kończyło chorobą – wymioty, gorączka, wysypka, wycięte z życiorysu jakieś dwa dni. I to nie było tak, że najpierw kupa przyjemności, a potem zjazd. Nie, od razu i wyłącznie kupa nieprzyjemności. Masakra. To zdecydowanie substancje psychoaktywne nie dla mnie.
Tak. Jestem typowym DDA, mój ojciec jest alkoholikiem.Dziękuję za rozmowę.Po rozmowie z Daną, udało mi się skontaktować e-mailem z Krzysztofem Ostrowskim, który zilustrował jej scenariusz. Byłem ciekaw jego stanowiska i tego, jak on wspomina proces tworzenia komiksu.VICE: Pamiętasz swoją reakcję zaraz po pierwszym przeczytaniu scenariusza Dany, jaka była?
Krzysztof Ostrowski: Pierwszą reakcją był jakiś strumień skojarzeń i obrazów. Od pierwszego czytania najważniejsze było dla mnie chwytanie tych na gorąco formujących się pomysłów i zastanawianie się jak je przełożyć na komiks.Co twoim zdaniem jest najmocniejszą rzeczą Narko? Czy uważasz, że przez pryzmat narracji bohaterów ma on na tyle autentyczny przekaz, by wpłynąć na zachowanie osób uzależnionych, którzy to przeczytają?
Nie wiem. Mam nadzieje, że jest nim uczciwość i realizm. Założenie było takie, żeby nie pouczać, tylko informować. Nie szantażować emocjonalnie, nie epatować grozą, ale pokazywać ryzyko. To są prawdziwe historie prawdziwych osób i to jest niezbijany argument.
Strona komiksu „Narko", autorstwa Dany Łukasińskiej i Krzysztofa Ostrowskiego. Wydawnictwo Krytyka Polityczna.
Już któryś raz próbuje napisać wyważoną, inteligentną odpowiedz i mi nie wychodzi. Co oczywiście nie jest dziwne – inteligentny, rzeczowy punkt widzenia to niestety towar deficytowy w debacie na ten temat. Najczęściej rozpuszczona w populizmie ignorancja (zabobon, głupota) jednej strony przeciwstawia się bezrefleksyjnemu entuzjazmowi strony drugiej. Argumenty typu „trawka równa się strzykawka" zbijane są twierdzeniem, że „jeszcze nikt nie zabił po marihuanie".
To zbyt poważny problem, żeby szukać odpowiedzi u rysownika komiksów. Osobiście jestem zwolennikiem mało odkrywczej tezy, że postępująca legalizacja to najlepsze rozwiązanie.
Nie boimy się trudnych tematów. Polub nasz nowy fanpage VICE Polska
Sposób kadrowania rysunków staje się świetną narracją do opowiadanych historii – miałeś dowolność w sposobie rysowania, czy może było to efektem wspólnej koncepcji – twojej i Dany?
Dana dostarczyła tekst, który praktycznie cały powinien wylądować w dymkach. Nie było didaskaliów. Dla mnie to idealna sytuacja. Cała warstwa wizualna, rytm opowieści, wrażenia, ruch w obrębie kadrów i kompozycja stron – to wszystko było do wymyślenia.Komiks pierwotnie miał ukazać się pod koniec zeszłego roku, co zaważyło na opóźnieniu premiery?
W dużej mierze swoboda, jaką miałem przy tworzeniu komiksu. Wiele rzeczy poprawiałem, sprawdzałem różne rozwiązania, swobodnie budowałem narracje. Często akapit scenariusza rozciągał się na kilkustronicową opowieść. W pewnym momencie zorientowałem się, że planowane 60 stron rozrosło się do setki.A ja cieszę się, że tak się stało. Dzięki za rozmowę.Premiera komiksu zaplanowana jest na jutro (20.01), publikacja jest częścią szerszej kampanii nt. polityki narkotykowej, prowadzonej przez Krytykę Polityczną. Marcin Chałupka z KP w ten sposób opisuje cały projekt:
Możesz śledzić autora tekstu na jego profilu na FacebookuWszystkie wydawane publikacje są częścią szerokiej kampanii społecznej prowadzonej przez Krytykę Polityczną – mającej na celu edukację i zniwelowanie uprzedzeń i stereotypów wobec osób używających i uzależnionych od substancji psychoaktywnych. Od kilku lat prowadzone są równocześnie działania w innych obszarach – portal informacyjny narkopolityka.pl, warsztaty i wydarzenia kulturalne prezentujące nieskuteczność strategii wojny z narkotykami, kampania profilaktyczna wskazująca na potrzebę wprowadzenia idei redukcji szkód.
