FYI.

This story is over 5 years old.

muzyka

Przewodnik po żydowskim rapie

Kilka tygodni temu zafascynował nas klip do kawałka żydowskiego rapera Lil Dicky'ego pod tytułem „All K”, gdzie K to skrót od „kike”, czyli obraźliwego określenia na Żydów.
Ryan Bassil
London, GB

Kilka tygodni temu zafascynował nas klip do kawałka żydowskiego rapera Lil Dicky'ego pod tytułem „All K”, gdzie K to skrót od „kike”, czyli obraźliwego określenia na Żydów. Wideo Dicky'ego wywraca ideologię rapowych klipów do góry nogami, bo wiernie naśladuje ich estetyczną konwencję, a jednocześnie bawi się odniesieniami do kabały, chałki i innych elementów kultury żydowskiej.

Co prawda Lil Dicky nie jest pierwszym raperem, który chętnie nawiązuje do swojego religijnego uwarunkowania. Może nie widzieliście tego klipu Drake'a – wiecie, tego, w którym urządził sobie drugą bar micwę, a jakimś cudem nadal brzmi, jakby bał się kastracji – ale raperzy już od dawna bez żenady i z niejakim upodobaniem odwołują się do religii.

Reklama

Niektórzy rapowanie o wierze traktują jak, chyba lekko nietrafioną, strategię marketingową, inni wolą w ogóle nie wspominać o religii, bo w porównaniu z prawdziwym talentem wiara artysty ma się tak do jego wiarygodności, jak McDonald's do zdrowego odżywiania. Raperów o żydowskim pochodzeniu, z Lil Dickym na czele, jest jednak tylu, że razem mogliby napisać przynajmniej jeden rozdział rapowej wersji Tory.

Okazja wydaje się odpowiednia, więc łapcie nasz przewodnik po żydowskim rapie, albo jak kto woli, po raperach, którzy są Żydami. Przy okazji podbiliśmy też do Lil Dicky'ego, bo spełnia oba kryteria: jest raperem i pisze o judaizmie, i spytaliśmy go, co sądzi o niektórych artystach w naszym zestawieniu.

Drake

Dumnym nosicielom czerwono-biało-niebieskich barw zdarza się od czasu do czasu zapomnieć o istnieniu ich kanadyjskich sąsiadów. Żeby pokazać, gdzie mamy takie postawy,  na pierwszy ogień posyłamy Drake'a, który znalazł się tu głównie dlatego, że jego matka jest kanadyjską Żydówką, co prawdopodobnie czyni go najbardziej znanym Żydem pochodzącym z Kanady. Jeśli Gil Scott-Heron jest ojcem chrzestnym rapu, to Drake będzie jego kuzynem z Toronto o rysie biernego mizoginisty.

Stare przysłowie mówi: nie opowiadaj Żydowi smutnej historii, bo Drake zrobi z niej piosenkę. Swoim debiutanckim albumem, Thank Me Later, Drake zdobył serca koneserów wódki Gray Goose i Instagramu, natomiast na drugiej płycie, Take Care, chciał chyba udowodnić, że era zżynania z 808s and Heartbreak definitywnie dobiegła końca. Mówiąc to, mam na myśli, że sofomor Drake'a to czysta emanacja delikatnych, słodkich dźwięków łez zbrukanych przepychem od Armaniego, spływających rzewnie po policzkach ludzi bogatszych niż przeciętny zasysacz empetrójek. Najwidoczniej jednak znaleźli się i tacy, którzy to łyknęli, bo album zadebiutował na najwyższej pozycji listy Billboardu, i przypomniał Amerykanom, że Kanada to nie tylko suche żarty i syrop klonowy, który ładują codziennie na śniadanie. W 2013 roku wystartowała promocja trzeciego albumu Drake'a, Nothing Was The Same, chociaż nikt się tym za bardzo nie przejmuje. Widać upłynęło zbyt mało czasu, odkąd nie wpuszczono go do szatni na meczu Miami Heat. Kto powiedział, że Żydzi mają znajomości?

Reklama

Lil Dicky: Nie wydaje mi się, żeby ktokolwiek, kiedykolwiek mógł podskoczyć Drake'owi. Koleś rapuje jak pojebany, strzela hookami jak z karabinu, utożsamiają się z nim białe dzieciaki z przedmieścia, a jednocześnie trafia też do chłopaków na dzielni. Produkuje klubowe sztosy i pościelówy, poważny rap introspekcyjny i spoko rap na luzie. Bez żadnych zgrzytów potrafi przeskoczyć z agresywnej nawijki w śpiew, co czyni go najbardziej różnorodnym raperem, jakiego znam. Czy im się to podoba, czy nie, wielu współczesnych raperów wzoruje się na jego twórczości.

Najlepszy żydowski wers: „But I really can’t complain, everything is kosher / Two thumbs up, Ebert and Roeper”

Mac Miller

W kawałku „Don't Mind If I Do” Mac Miller ogłasza wszem i wobec, że jest „niegrzecznym, małym Żydem”, co w połączeniu z wersami pokroju „palę jointa u Billa na chacie”, czy „jesteśmy dzieciakami i nieźle nas pojebało” z jednej strony brzmi całkiem autentycznie, a z drugiej mogłoby być cytatem z serialu z Jonem Hederem, który Comedy Central pewnie kupiłoby w ciemno. Jeśli uczestniczyliście kiedyś w lekcjach religii, albo przynajmniej słyszeliście to i owo o świecie, to pewnie wiecie, że tatuaże nie są mile widziane przez żydowskie społeczności. Najwidoczniej jednak Mac nic sobie z tego nie robi, bo jego ciało pokryte jest tatuażami. W 2010 roku dziennikarz lokalnego żydowskiego tygodnika z Pittsburgha, Jewish Chronicle, spytał go, czy zdarzyło się, że   ktoś oburzył się na widok jego tatuaży. Oto co miał do powiedzenia w tej sprawie: „Ludzie mówili, że będę miał problemy ze znalezieniem pracy, albo że nie pochowają mnie na żydowskim cmentarzu. Ale to przecież moje i tylko moje życie. Zdecydowałem się na tatuaże, bo uwielbiam mieć na sobie dzieła sztuki, które mówią światu, kim jestem”. Teraz jeszcze bardziej wydaje mi się, że jego tatuaż z napisem „Hebrew for life” to jedna z tych rzeczy, które może i są w porządku, gdy masz lat 16, ale gdy kończysz 22, zdajesz sobie sprawę, że to właśnie dlatego się nienawidzisz. Mac potwierdza również ten w stu procentach nieobraźliwy stereotyp Żyda jako człowieka obrzydliwie bogatego, bo w zeszłym roku miał ponoć zgarnąć niekiepską sumę 54 milionów dolarów. Wyczyn ten wydaje się tym bardziej imponujący, że jego pierwsze mixtape'y można pobrać za darmo. Na swoim dyskusyjnym debiutanckim albumie Miller zrobił ukłon raczej w stronę przygłupich studenciaków, którym spodobała się jego twórczość, niż swojej macierzystej publiczności, czyli jarających blanty apatycznych dzieciaków z ulicy. W tym roku jednak wrócił z nowym albumem, Watching Movies With The Sound Off, który prawdopodobnie jest najlepszą rzeczą, jaką kiedykolwiek wydał.

Reklama

Lil Dicky: Mac jest właściwie ojcem chrzestnym tzw. college rapu, chociaż udało mu się wybić ponad to. Zrobiło się o nim głośniej i stał się bardziej mainstreamowy (czytaj: idzie za nim więcej ludzi), ale sama stylistyka się nie zmieniła. Nie wiem nawet, czy kiedykolwiek chodził do college'u. Z resztą to i tak nie ma znaczenia. „Biały koleś, który nawija o studenckim życiu”, taka jest moja definicja college rapu. Każdy obiecujący biały raper w wieku studenckim skłamie, jeśli powie, że nie zainspirował go sukces Maca.

Najlepszy żydowski wers: „Oy Vey”, rzecz jasna.

Action Bronson

Dla wszystkich, którzy nigdy nie wchodzili na Hipster Jew (musicie koniecznie zweryfikować swoją codzienną internetową rutynę), oto co redaktorzy serwisu myślą o Actionie Bronsonie:

Bronson to prawdziwa zagadka. To człowiek, o którym nikt nigdy nie powie, że jest feministą (w kwestii gejów również pozostaje politycznie niepoprawny). W jego piosenkach wszystko kręci się wokół prostytutek. Ale za to bardzo lubi gotować. Jest korpulentny niczym ceglana chata i nosi godną podziwu krzaczastą rudą brodę (to zasługa jego albańskich korzeni). Jak w przypadku wielu Żydów, jego związek z judaizmem zasadza się na popkulturowych odniesieniach, stereotypach i mocno ograniczonej wiedzy na temat żydowskich zwyczajów.

Oprócz tego, że jest najlepszym okołokuchennym raperem w historii, Bronson napisał też kilka kawałków o wpływowych Żydach. Na mixtapie Blue Chips znajdziemy piosenkę pt. „Steve Wynn” o amerykańskim Żydzie, biznesmenie, który wybudował Las Vegas Strip. Drugą część tego zdania można raczej włożyć do szuflady z napisem „wiedza niepotrzebna”, ale kto wie, może kiedyś przyda się do krzyżówki. W 2011, Action wydał też kawałek o Barrym Horowitzu, żydowskim wrestlerze, który w latach 80. należał do WWF, czyli Światowej Federacji Wrestlingu.

Reklama

Lil Dicky: Action to świetny przykład kolesia, którego wygląd i brzmienie nie mają ze sobą nic wspólnego. To ogromny facet. Broda powoli mu siwieje. Nie zdziwiłbym się, gdyby ktoś przestraszył się go na ulicy, ale w momencie, gdy zaczyna rapować, nie mam już żadnych wątpliwości, że to po prostu duży misio. I nie mówię tego wcale w złej wierze, bo tekstowo koleś zjada wszystkich na śniadanie, przy czym nie zgrywa się na pierwszego tyrana rap gry, jak Rick Ross, mimo że wygląda jak jego biały odpowiednik. Jest takim samym badassem, jak Rick, ale robi to bez spinki. Ma miękki flow, operuje nieoczywistym układem rymów, a jego teksty przyciągają uwagę.

Najlepszy żydowski wers: „She had a Jewish dad and a Jamaican maid / Started hanging with strippers and dropping the zippers”

The Beastie Boys

The Beastie Boys to nie tylko najfajniejszy biały rapowy kolektyw, który w latach 80. traktował kulturę rapu jak swoją własną, ale także najfajniejsza w historii rapowa grupa żydowskiego pochodzenia. Bo kto niby miałby być fajniejszy? Dla Ad-Rocka, Mike'a D i zmarłego MCA'a na pierwszym miejscu zawsze było wyrażanie osobowości, co w ich wypadku oznacza, że pamiętamy ich jako prawdziwych wyrazicieli stylu życia nowojorskich dzieci ulicy. Razem ze Spikem Jonzem stworzyli jedne z najbardziej intrygujących, innowacyjnych i wykręconych komediowych klipów ich czasów.

Lil Dicky: The Beastie Boys to prawdziwe ikony rapu. Gdyby nie oni, wielu białych raperów nie byłoby dziś na rynku. To oni wywalczyli białym szacunek hip-hopowego środowiska. Można powiedzieć, że pokonali barierę rasową w hip-hopie, więc tych kilku białych w rap grze, naprawdę powinno podziękować im za to, że ludzie w ogóle biorą ich na poważnie.

Reklama

Lil Dicky

Skoro Lil Dicky jest dziś z nami, a pisanie nieźle mu wychodzi, nie wahaliśmy się oddać mu głosu także w jego własnej sprawie.

Lil Dicky: Kiedy nagrywam, zazwyczaj mam w głowie dwa cele: chcę zaimponować ludziom muzycznie i ich rozśmieszyć. Jestem dumny z tego, jak rapuję, a humor to po prostu forma samoekspresji.

Nie bardzo kręci mnie rapowanie o poważnych sprawach. Z resztą sam nie traktuję się zbyt poważnie. Wiodę całkiem wygodne życie, więc nie mam wielu problemów, o których mógłbym opowiadać ludziom. Jeśli już zabieram się za poważne tematy, to zawsze na wesoło. Często korzystam z motywów ogranych w mainstreamowym rapie, ale moje wersje zawsze są bardziej przyziemne. I tak np. zamiast nawijać o zajebistej najebce w klubie, rapuję o tym, jak beznadziejne potrafią być kluby, albo ile radości może przynieść wieczór spędzony w domu.

Jeśli raper chwali się, że jest „brudny” w kategoriach ulicy, to ja opowiem raczej o braku higieny. Każdy raper musi mieć chociaż jeden kawałek o trawie. Mój jest o tym, jak kiedyś za bardzo się upaliłem i przestało być fajnie. Nie staram się na siłę być spoko kolesiem. Zamiast tego wolę bawić się całym tym rapowaniem i wykorzystać to jako możliwość komentowania społecznych spraw. W obecnym kształcie mainstreamowy rap zupełnie nie poczuwa się do odpowiedzialności za kwestie społeczne, to z kolei znaczy, że skoro mierzy się mnie tą samą miarą, mogę sobie pozwolić na obieranie różnych, często absurdalnych punktów widzenia.

Reklama

Muszę jednak pamiętać, że obowiązuje mnie podwójny standard. Np. klip do „All K” podlega ograniczeniom wiekowym, mimo że przypomina większość rapowych klipów dostępnych w internecie. Gdy raperem jest wykształcony biały koleś, nagle okazuje się, że takie zachowania są moralnie niestosowne. Podoba mi się cały ten absurdalny charakter hip-hopu, ale czasem sprawy wymykają się spod kontroli i wtedy przestaje być zabawnie. Tak naprawdę większość raperów ma w dupie teksty, dlatego postanowiłem, że moim nadrzędnym celem będzie zdemaskowanie absurdalnego oblicza współczesnego rapu, a za główny środek wyrazu posłużą mi moje własne absurdy. Być może dzięki temu raperzy, jakimś cudem, poczują się bardziej odpowiedzialni za swoją twórczość i tematy, jakie podejmują. Nazwijcie to parodią, satyrą, komedią, czymkolwiek chcecie. Moja nawijka jest na tyle dobra, że, koniec końców, i tak nazwiecie ją hip-hopem. I to jest dla mnie kluczowa sprawa. Bo nikt nie powie o mnie, że robię z siebie pośmiewisko, jeśli będę rapował lepiej niż wszyscy ci poważni raperzy.

WYRÓŻNIENIE

Necro

Necro, syn izraelskich ekspatów, razem z bratem Ill Billem, również raperem, z upodobaniem uprawia niezwykle subtelny podgatunek hip-hopu zwany „death rapem”, w którym dobrze nam znane terytoria rapu ustępują miejsca takim rozrywkowym tematom jak ostry seks czy okultyzm. Do najświetniejszych momentów w karierze Necro należy kawałek „Who's Your Daddy”, w którym ku uciesze wszystkich rodziców świata nawija o „ruchaniu w dupsko”, „puszczaniu bąków cipskiem”, „żarciu gówna”, „wsadzaniu gnata w cipę dla zabawy” i o takich tam innych. Oy, ciekawe co na to jego matka.

Reklama

Princess Superstar

Pamiętacie klip do „Bad Babysitter”? Dla was widok wyginającej się Princess Superstar odzianej w cheerleaderskie łaszki też był głęboko niepokojący? Znana również jako Concetta Kirschner, nasza żydowska księżniczka nagrała ponadto kilka śmiesznie słabych kawałków, które przeszły raczej bez echa. Na pocieszenie dodajmy, że jej współpraca z holenderskim producentem Masonem zaowocowała głośnym remiksem „Perfect (Exceeder)”, który prowokuje tzw. „pompeczkę” i do dziś jest prawdziwym spinningowym sztosem we wszystkich fitness clubach świata.

Shyne

Zamiast formować nóż z więziennego łyżkowidelca albo fantazjować o wykończeniu Diddy'ego, raper z Belize najwidoczniej wolał spędzić czas za kratami na studiowaniu Tory. Z więzienia wyszedł w 2009 roku, po czym już jako Moses Michael Levi przeszedł na ortodoksyjny judaizm. Znany jest również z tego, że regularnie wdaje się w beefy z wszystkimi raperami, którym wiedzie się lepiej, m.in. z Meek Millem i Kendrickiem Lamarem. Jak na mój gust, trochę kłóci się to z nauczaniami Tory, ale co tam.

Aaron Cohen

Wyróżnienie bez wątpienia mu się należy, bo koleś jest po prostu świetny, a jego klip do „Potential Fans” miał swoją premierę właśnie na Noisey.

Peaches

Był taki czas, kiedy Peaches, aka Merrill Beth Nisker, miała za sobą całe pokolenie wyzwolonych (czytaj: seksualnie zagubionych) studentek sztuki, które zapamiętale wywijały kroczem w rytm „Fuck The Pain Away”. Jednak zanim jeszcze zyskała swój kultowy status, Nisker wyznała w wywiadzie dla magazynu URB, że chociaż została wychowana jedynie w kulturze, a nie religii żydowskiej, jako dziecko padła ofiarą antysemityzmu ze strony szkolnych kolegów, którzy rzucali w nią kamieniami i wyzywali od „brudnych Żydówek”. Ciekawe, gdzie teraz są ci mali tyrani. Raczej nie płacą im za miotanie się po scenie do electro-rapu i paradowanie w super krótkich szortach, w których jak nic można nabawić się grzybicy.

Matisyahu

Dziwnym nie jest! Może i ostatnio nie nosi już pejsów, ale i tak ciągle jest waszym ulubionym żydowskim raperem ever. Mam rację?

Odpowiedzi proszę umieszczać na jarmułkach…

FINANSOWA DOMINACJA - NAJDROŻSZY Z FETYSZY

NORWESKI HRABIA ARESZTOWANY WE FRANCJI

MOJE LEKI DZIĘKI NIM MOGĘ NORMALNIE ŻYĆ