Co się właśnie stało?

Akademia wciąż kocha filmy, w których historie ludzi o innych kolorach skóry koncentrują się na białych

|
25 lutego 2019, 10:41am

Zdjęcie: Valerie Macon/AFP/Getty Images

Jak powiedziała kiedyś Fiona Apple: „Ten świat jest bzdurą”. Wygrana Green Book w kategorii Najlepszy Film idealnie ilustruje tę opinię. Podobnie jak ten tweet:

W tym sezonie nagród film był pogrążony w kontrowersjach w związku z prawdziwym szwedzkim stołem wykroczeń. Wśród nich znajdziemy: narrację, w której biały koleś jest tym prawdziwym wybawicielem, Viggo Mortensena rzucającego na luzie słowem „czarn*****” podczas projekcji, islamofobiczne tweety Nicka Vallelongi oraz zarzuty członków rodziny Dona Shirleya, według których twórcy filmu szerzą kłamstwa na temat zmarłego pianisty. To wszystko źle wygląda.

Z oskarżeniami wiszącymi nad głową niczym miecz Damoklesa, reżyser Peter Farrelly powiedział podczas odbierania nagrody: „Ta historia opowiada o miłości. Mówi o tym, aby kochać się nawzajem pomimo naszych różnic i że tak naprawdę wszyscy jesteśmy tacy sami”.

Brzmi dobrze w teorii, ale nie odnosi się zupełnie do rasistowskiego problemu, o którym nikt nie mówi. Ta Oscarowa noc była przełomowa pod wieloma względami – przyznanie statuetki po raz pierwszy kobiecie irańsko-amerykańskiego pochodzenia i rozdanie statuetek największej ilości czarnych aktorów w ciągu 91 lat (Regina! Mahershala! Spike! Ruth! Hannah! Wow!). Dopełnienie tego nagrodą dla Green Book jest nie tylko rozczarowujące, ale stanowi swego rodzaju policzek dla wszystkich nie-białych zwycięzców i nominowanych tego wieczoru. Akademia nieustannie kocha filmy, w których historie ludzi o innych kolorach skóry są skupione na białych.

Na szczęście to już koniec. Idę się zdrzemnąć.

Możesz śledzić autorkę tekstu na jej profilu na Twitterze.

Tekst oryginalnie ukazał się na VICE US.

Czytaj też:

Więcej VICE
Kanały VICE