seks

Stymulacja punktu A jest wspaniałym doznaniem

Tego nie uczą w szkole. A powinni

tekst Zoe Ligon; tłumaczenie Zuzanna Krasowska
03 Maj 2018, 12:30am

Ilustracja: Zoe Ligo

Kiedy miałam 19 lat do masturbacji nie używałam już rąk – dawno zdążyłam zrozumieć, że potrzebuję czegoś dłuższego i większego. Czegoś, co mogłoby dotknąć… czymkolwiek do cholery nie byłoby to coś, czego sama nie mogłam dosięgnąć. Dlatego kupiłam sobie długie dildo z masy żelowej – błyszczące, purpurowe i z zarysowanymi żyłami.

Ustrojstwo był komicznie długie: miało przynajmniej 23 centymetry długości, czyli znacznie więcej, niż potrzebowałam. Dzielnie go jednak używałam – z pomocą dużej ilości lubrykantu niezdarnie na nim siadałam, jednocześnie próbując przenieść jak najwięcej ciężaru na jego podstawę. Właśnie wtedy doświadczyłam czegoś nowego. Miałam wrażenie, jakbym odkryła nowe drzwi w domu, w którym mieszkałam już od długiego czasu. Poczułam, jak moja pochwa się rozluźniła i rozszerzyła, tym samym w pełni rozwijając swój potencjał. W tamtym okresie prawie nic nie widziałam o mojej łechtaczce, a co dopiero o szyjce macicy i zakamarkach mojej pochwy, więc minęło jeszcze sporo czasu, zanim poznałam nazwę tego miejsca. Tak, ono ma nazwę: przednia ściana pochwy lub „punkt A”.

Image via Wikimedia Commons

Punkt A to szczelinka, która znajduje się na końcu przedniej ściany pochwy, tuż przed szyjką macicy (przy czym ta druga zazwyczaj zasłania ten obszar, co sprawia, że jest on wyjątkowo wrażliwy). Penetracja lub nawet lekkie dotknięcie szyjki macicy dla wielu bywa bardzo nieprzyjemne, ale pieszczenie przedniej ściany pochwy może wywołać natychmiastową przyjemność. Co więcej, jeśli masz szyjkę macicy, masz też tylną ścianę pochwy! Ja lubię doznania, które daje mi dotykanie obu tych punktów, ale należy pamiętać, że nie wszystkim to odpowiada.

O ile świadomie nie szukasz tych punktów albo nie wkładasz w siebie czegoś tak wielkiego, że jednocześnie dotykasz całego swojego wnętrza, bardzo łatwo jest nie zauważyć któregoś z tych miejsc. Jednak jako posiadaczka pochwy, która zawsze ceniła… duże doznania, muszę powiedzieć, że stymulacja punktu A sprawia mi tyle samo przyjemności, co pieszczenie punktu G – o ile nie większą.


Zobacz też dokument VICE:


Napisałam więc maila do innej edukatorki seksualnej, Kate Sloan, która również pisze o seksie i jest wielką entuzjastką punktu A, z pytaniem o jej pierwsze doświadczenia z tym cudownym miejscem. Okazuje się, że odkryła je w wieku 19 lat po wyjątkowo mało przyjemnym stosunku waginalnym (penis-in-vagina, PIV) – czyli w podobnych okolicznościach, co ja. Sloan zbadała różne metody zwiększania przyjemności z seksu PIV, takie jak np. technika kopulacyjnego zestrojenia (Coital Alignment Technique), która polega na penetracji w górę i dół (a nie przód i tył), co pozwala na maksymalną stymulację łechtaczki. To właśnie podczas tamtych badań odkryła swój punkt A.

„Po wielu miesiącach pieszczenia łechtaczki w trakcie stosunku i odkryciu, że pozwalało mi to osiągnąć orgazm podczas penetracji, zauważyłam, iż czułam szczególną przyjemność, gdy mój partner wchodził we mnie bardzo głęboko. Zrozumiałam, że mogła to być przednia ściana pochwy, o której tyle czytałam. Gdy na to wpadłam, zaczęłam eksperymentować z różnymi zabawkami erotycznymi, które mogły dotrzeć do tego miejsca. Zaczęłam zgłębiać temat”.

Sloan powołuje się na badanie doktora Chua Chee Anna i mówi, że tłumaczy ono te doznania. Biorąc pod uwagę, że szkolna edukacja seksualna prawie nigdy nie wspomina nawet o łechtaczce, a istnienie punktu G, czyli ciała gąbczastego wokół cewki moczowej, wciąż pozostaje tematem niekończących się dyskusji, nic dziwnego, iż tak rzadko porusza się kwestię przedniej i tylnej ściany pochwy. Sloan spekuluje, że może to wynikać z tego, iż osobą, która odkryła ich właściwości, jest nie-biały i nieamerykański badacz.

Podobnie jak Sloan, edukatorka seksualna Glamazon Tyomi odkryła to miejsce podczas seksu ze swoim partnerem. „Zaczęłam zdawać sobie sprawę z tego, jak wilgotna się staję w pewnych pozycjach, zwłaszcza wtedy, gdy mój partner wchodził wyjątkowo głęboko. Towarzyszyło temu również pewne ciepłe, uspokajające i euforyczne uczucie. Zauważyłam, że wiązało się to z głęboką penetracją w pobliżu mojej szyjki macicy. Wiedziałam, że nie było to coś, czego się powszechnie doświadcza lub o czym się mówi, więc zaczęłam się tym interesować”.

Tyomi uważa, że zdecydowanie za mało dyskutuje się o punkcie A. „W pochwie znajduje się kilka stref erogennych, które zostały opisane już w starożytnych tekstach czerpiących ze wschodniej filozofii. Jednak jako że nikt o nich nie mówi, ludzie nie próbują ich znaleźć. Edukatorzy seksualni nie poruszają tego tematu, ponieważ nie mogą się opierać na żadnych naukowych tekstach czy badaniach. Ale my wiemy, że punkt A istnieje”.

Ponieważ punkt G znajduje się zaledwie kilka centymetrów przed punktem A, łatwo można je pomylić, jeśli człowiek nie wie, jakie istnieją między nimi różnice. Wrażenia płynące ze stymulacji każdego z tych obszarów są powszechnie uważane za przyjemne, ale jednocześnie wyraźnie się między sobą różnią. „Pozycje, które skracają pochwę (nogi przysunięte bliżej brzucha lub klatki piersiowej) mogą ułatwić osobie penetrującej znaleźć to miejsce” – sugeruje Tyomi. „Polecam również zmodyfikowaną wersję pozycji na pieska, ponieważ dzięki niej można dotrzeć do punktu A”.

Podobnie jak w przypadku wszystkich doświadczeń seksualnych, tutaj również najważniejsza jest komunikacja i mówienie o tym, co ci sprawia przyjemność, a co nie. „Miałam partnerów, którzy myśleli, że był to punkt G, nawet po tym, jak podczas seksu wielokrotnie im powtarzałam: »Głębiej, proszę!«” – zauważa Sloan. „Na moje wyjaśnienie, że to punkt A, niektórzy partnerzy odpowiadali: »Jesteś pewna, że po prostu nie masz bardzo głęboko punktu G?«. Jako ktoś, kto regularnie bawi się oboma tymi punktami, doskonale wiem, jakie wrażenie wywołuje u mnie dotykanie każdego z nich. Zdecydowanie potrafię je odróżnić”.

A więc jak należy się zabrać do odkrywania punktu A? Sloan zaleca korzystanie z najbardziej wszechstronnej zabawki erotycznej: rąk! „Palce pozwalają na precyzyjne wywieranie nacisku oraz stały rytm, który tak bardzo lubi mój punkt A. Dla mnie niezwykle podniecający (na poziomie psychologicznym) jest również fakt, że partner może doprowadzić mnie do orgazmu poprzez intensywną palcówkę. Pokazuje to, że do mistrzostwa opanował tajniki mojego ciała. To seksowne”.

Biorąc pod uwagę, że ponad 75 procent osób nie osiąga orgazmu podczas samej penetracji, Tyomi pragnie zauważyć, iż większość z nas nie dojdzie jedynie dzięki samej stymulacji punktu A. „Ci z nas, którzy doświadczyli tego rodzaju stymulacji, czerpią z niej radość, ponieważ wiąże się ona z intensywniejszym orgazmem i większą wilgotnością pochwy. Nasi partnerzy uwielbiają czuć, jak nasza pochwa staje się coraz bardziej wilgotna, a jej ścianki zaciskają się i drżą z przyjemności. Punkt A jest bardzo śliski, więc ocieranie się o niego sprawia dużą rozkosz”. Jeszcze lepsze efekty można osiągnąć, łącząc pieszczenie punktu A z dotykaniem łechtaczki, więc zdecydowanie rozważ włączenie tego do swojego erotycznego repertuaru.

Do tego przydadzą ci się zabawki z zakrzywionymi końcówkami, takie jak Abby G, które ułatwiają dostęp do punktu A. Natomiast jeśli cenisz rozmiar, wypróbuj szeroką i grubą zabawkę, która dodatkowo wypełni i rozszerzy twoją pochwę, dzięki czemu jednocześnie będziesz dotykać przedniej, jak i tylnej ściany pochwy.

Autorka tekstu zadowolona ze swojego gadżetu

Jeśli spróbujesz stymulować punkt A za pomocą prawdziwego penisa lub doczepianego, musisz zdać się na intuicję. „Kiedy będzie już głęboko w tobie, szukaj »śliskiego« miejsca na przedniej ścianie. Niemal natychmiast pochwa stanie się wilgotna i poczujesz lekką euforię, dzięki której się zrelaksujesz i dodatkowo podniecisz” – doradza Tyomi. „Możliwe, że penetrujący cię partner będzie musiał przesunąć się nieco w prawo lub w lewo, a nawet zmienić pozycję twoich nóg, aby mieć lepszy dostęp do tego miejsca. Cierpliwość jest najważniejsza”.

Możesz również wiedzieć o punkcie A i wcale nie lubić doznań, które wiążą się z jego dotykaniem, podobnie jak nie wszyscy przepadają pieszczeniem punktu G. „Znam wiele osób, które to lubią, ale bywa, że ktoś tego spróbował i wcale mu się to nie spodobało” – zauważa Sloan. „Jednych to kręci, a innych nie; tak jest ze wszystkim”. Pamiętaj, żeby nie wpychać na siłę ptaka/zabawki/palców jak najgłębiej w pochwę, mając nadzieję, iż samo to wystarczy do osiągnięcia nieziemskiego orgazmu. „Wchodzenie w kogoś »zbyt głęboko« może być nieprzyjemne lub nawet sprawiać ból, jeśli ktoś ma wrażliwą szyjkę macicy” – dodaje Sloan. „Nie powinno się nikogo pieprzyć głęboko i brutalnie, o ile dana osoba ci nie powie, że to lubi”.

Jeśli przypominasz mnie i czujesz mrowienie na samą myśl, jak wrażliwy może być ten obszar, prawdopodobnie spodoba ci się odkrywanie, co może przynieść zabawa z punktem A – czy to samemu, czy z partnerem. „Stymulacja punktu A jest techniką, która ułatwia jednoczesne dojście obu partnerów” – mówi Tyomi i dodaje, że doradza to osobom, które chcą przeżyć wspólny orgazm. „Chcecie razem dojść? Poszukajcie punktu A”.

Tekst oryginalnie ukazał się VICE US.