Wszystkie uroczo-żenujące etapy zakochania
Ilustracja: Ashley Goodall
związki

Wszystkie uroczo-żenujące etapy zakochania

Czas między pierwszym spotkaniem, a pierwszym: „Kocham cię” jest pełen obaw, skrępowania i niezręczności, ale za nic byś tego nie oddał
19.2.18

Artykuł pierwotnie ukazał się na VICE Australia

W ostatnie Walentynki napisałem tekst o rozstaniach. Opowiadałem w nim o smutku i łzawym hedonizmie, który towarzyszy ci przez pierwszy rok po zerwaniu. Pisanie przyszło mi z łatwością, ponieważ czerpałem z własnego doświadczenia – to było pisarstwo metodyczne, jeśli mogę tak powiedzieć. Niektórym z was się to spodobało, podczas gdy inni utożsamiali się z moimi problemami, co w sumie było dosyć smutne. Jednak teraz, kilka dni po Walentynkach, chciałbym spróbować czegoś nowego. Mam nadzieję, że przynajmniej części z was opisane przeze mnie doświadczenia wydadzą się znajome, ale tym razem z zupełnie innych, nieco sympatyczniejszych powodów.

Reklama

Oto jak wygląda zakochiwanie się w drugiej osobie.

Pierwsza randka

Wszystkie randki zaczynają się tak samo. Przeglądasz się w jakiejś witrynie sklepowej, sprawdzasz, czy włosy nadal wyglądają tak dobrze, jak przed wyjściem z domu, bierzesz głęboki oddech i wchodzisz do baru. Denerwujesz się, bo wiesz, że druga osoba zaraz podda cię skrupulatnej ocenie. (Przy czym ty za chwilę zrobisz dokładnie to samo, więc w sumie nie masz za bardzo prawa narzekać).

Widzisz swoją randkę, która siedzi na drugim końcu sali. Wgapia się w swój telefon i nie ma na głowie czapki: jak na razie same dobre znaki. Podchodząc, próbujesz ocenić, czy ci się podoba, jednocześnie bawiąc się we wróżkę i zgadując, jaki dokładnie ma charakter. Twoje myśli zaczynają wędrować – jak zareaguje na oblanie wodą z węża ogrodowego? Będzie się śmiać, czy raczej cię zwyzywa?


OBEJRZYJ: Naucz się rzucać klątwy i miłosne uroki z najpotężniejszymi wiedźmami Rumunii


W końcu podnosi wzrok i wasze oczy się spotykają. Czy ma miłe oczy? Czy są niebieskie? Brązowe? Osądzające? Zmrużone z pogardą? Nagle wstaje, żeby cię przytulić na powitanie, i tuż przed tym, jak odwzajemniasz uścisk, zastanawiasz się: „podoba mi się czy nie?”.

Zazwyczaj takie zgadywanki cię kończą się fiaskiem, ale tym razem jest inaczej. Siadając, nie zastanawiasz się, jak najszybciej możesz uciec z tego miejsca – o nie, zaczynasz się bać, że to druga osoba dostanie „nagły telefon”.

Reklama

Jesteś na randce z ideałem i nie chcesz tego spieprzyć.

Zaczynacie gadać, ale nie idzie wam za dobrze. Oboje przerywacie sobie w połowie zdania i ciągle zmieniacie wątki. Żaden temat nie utrzymuje się dłużej niż 45 sekund. Gdy próbujesz powiedzieć coś głębokiego i ważnego, druga osoba wcina ci się w pół zdanie i pyta: „Jak ci minął weekend?”. Próbujesz się wycofać i jakoś zabawnie na to odpowiedzieć, ale właśnie wtedy to ona zaczyna mówić coś głębokiego. Chociaż normalnie by cię to zniechęciło, tym razem nie ma to znaczenia, ponieważ wspólnie płaczecie ze śmiechu i stukacie się kolanami pod stołem. Oboje wiecie, że zaiskrzyło.

Po drinkach idziecie na kolację. Z podenerwowania nawet nie zauważasz smaku potraw i z trudem przełykasz kolejne kęsy, ale gdy przychodzi rachunek, odkrywasz, że jakimś cudem wydaliście mnóstwo pieniędzy. Jednak inaczej niż zawsze, tym razem masz to w głębokim poważaniu. Lekko się zataczając, wychodzicie na dwór i namiętnie całujecie się obok jakichś śmietników. Nagle któreś z was – nie ty – mówi, że w sumie czas już się zbierać. Patrzysz, jak podjeżdża taksówka i powoli odchodzisz, rozpamiętując, jak niezwykły był to wieczór.

Dzień po pierwszej randce

Chociaż poprzedniego dnia wypiliście kilka butelek wina, budzisz się w świetniej formie i masz wspaniały humor. Idziesz do pracy i spędzasz cały dzień na stalkowaniu tej osoby na Instagramie i Facebooku. Oglądasz zdjęcia rodziców, jedzenia, bliskich znajomych, dalszych znajomych, plaż i ukochanego psa. Tych ostatnich jest pierdyliard i, cholera, od kiedy to tak bardzo lubisz psy? „Nie mogę uwierzyć, że ma byłych” – myślisz sobie. „Jak ktoś mógł zerwać z tak wspaniałą osobą?”. Do wieczora znasz już swojego głównego rywala, czyli poprzedniego partnera.

Przyglądasz się byłemu (lub byłej). Nosi fajne ciuchy. Nie mruży oczu na każdym zdjęciu, więc od razu ma nad tobą przewagę. Kurczę, wygląda… naprawdę dobrze – jak poukładany, dojrzały członek społeczeństwa. Zaczynasz się zastanawiać, czy na pewno spodobała ci się osoba z twojej ligi. Może od początku jesteście skazani na porażkę?

Jesteś w trakcie oglądania zdjęć z 2014 roku, gdy nagle zauważasz, że masz trzy nowe wiadomości. Jedna to nawiązanie do jakieś rozmowy, którą ledwo pamiętasz, inna to niezrozumiały dla ciebie mem, a trzecia, najważniejsza, to zaproszenie: „Słuchaj, wiem, że może podchodzę to tego zbyt optymistycznie i wyjdę na natręta” – czytasz, a twoje serce zaczyna szybciej bić – „i jeżeli tak, to od razu odmów, ale może, ewentualnie, jeśli masz czas, pójdziemy dzisiaj na kolację?”.

Reklama

Zastanawiasz się, czy tak właśnie czują się ludzie po heroinie. Odpowiadasz: „Z chęcią”.

Po drugiej randce: „Może pójdziemy do mnie?”

Podczas drugiej randki odkrywacie, że macie ze sobą wiele wspólnego. Lubicie te same książki. Znacie te same cytaty. Opowiadacie swoje najlepiej dopracowane anegdoty i oboje poznajecie, kiedy druga strona koloryzuje. Zaczynacie mieć wrażenie, że trafiliście na kogoś mądrzejszego od siebie. Czujecie się jednocześnie onieśmieleni i podnieceni. Potem któreś z was zamawia Ubera i nagle jesteś w cudzym mieszkaniu.

Jeśli chodzi o ludzkie emocje, nic nie smakuje lepiej, niż bycie pod wrażeniem. A kiedy nagle wkraczasz do obco pachnącego mieszkania osoby, w której zaczynasz się zakochiwać, bycie pod wrażeniem towarzyszy ci jak nieprzyjemny zapach. Ale w pozytywnym znaczeniu.

Mieszkanie tej osoby imponuje ci czystością i kreatywnością, których twoje nędzne mieszkanko może tylko pozazdrościć. Zadbane kwiatki, dopasowane kolory, drewniane biurko, na którym stoi jakiś nieukończony projekt. Nagle słyszysz muzykę – idealny, wpadający w ucho utwór, którego nie znasz – i znowu nie możesz wyjść z podziwu. Nawet gust muzyczny ma świetny. Ale to nie wszystko, zauważasz coś jeszcze – co to za zapach? Nagle zdajesz sobie sprawę, że to woń, która prześladowała cię od dwóch dni: mieszanina dezodorantu, detergentu do prania, świeżej kawy i jeszcze czegoś, czego wcześniej nie udało ci się nazwać. I teraz stoisz w obcym pokoju, wdychasz ten zapach i wiesz, że znalazłeś się we właściwym miejscu.

Potem ma miejsce niezręczny, ale niesamowity seks bez zabezpieczenia, bo oboje dochodzicie do wniosku, że to na pewno nie jest wasze ostatnie spotkanie. Ba, to początek związku.

Następne tygodnie

Pierwszy miesiąc randek jest najwspanialszy i najzabawniejszy ze wszystkich. Mówisz wszystko, co ci ślina przynosi na język, ale i tak nie obawiasz się osądu, bo wiesz, że druga osoba teraz cię uwielbia. Zaczynacie się przedrzeźniać i żartujecie sobie z waszych genitaliów. Ignorujecie wszelkie wkurzające różnice albo udajecie, że są urocze. Idziecie w niedzielę do parku i krytykujecie inne pary, ponieważ daleko im do waszej wyjątkowości. A problemy w innych związkach uważacie za coś zabawnego – was to przecież nigdy nie spotka.

Czujecie się jak na wakacjach. Jecie w knajpach, poznajecie nowe smaki, pijcie wino i udajecie, że nie lubicie piwa. Jedziecie na kemping. Wybieracie się na przejażdżki samochodowe. Po pracy chodzicie na długie spacery. Chociaż minął zaledwie miesiąc, masz wrażenie, jakbyście znali się od zawsze. A potem, pewnego dnia…

Zdajesz sobie sprawę, że to może być miłość

Oczywiście już od pewnego czasu chodziło ci to po głowie. Jednak któregoś dnia ma miejsce coś, co twojego byłego lub byłą doprowadziłoby do szału, podczas gdy ta nowa, wspaniała osoba zdaje się to mieć kompletnie w nosie. I właśnie wtedy, gdy widzisz tę obojętność i sympatyczny uśmiech, zaczynasz rozumieć, co naprawdę czujesz.


Polub fanpage VICE Polska i bądź z nami na bieżąco


To może być wszystko: spóźnienie na spotkanie, awaria samochodu, bycie podrywanym na imprezie firmowej, niewstawienie naczyń do zmywarki po śniadaniu, dyskutowanie o czymś, co ewidentnie nie sprawia przyjemności drugiej stronie, okazanie słabości lub cokolwiek innego, co w poprzednim związku skończyłoby się cichymi dniami i spojrzeniami pełnymi wyrzutów. Jednak tym razem jest inaczej. Nagle widzisz uśmiech na twarzy drugiej osoby i słyszysz: „W porządku, nie ma sprawy, rozumiem”. I bum, to właśnie miłość. Myślisz: „Kocham cię”.

Mówisz: „Kocham cię”

Najpierw poruszasz ten temat ze swoim najlepszym przyjacielem. „Wiesz co, to chyba miłość” – mówisz, czując straszliwe zażenowanie. „Chcę to powiedzieć… Ale co jeśli nie odpowie mi tym samym?”. Na szczęście przyjaciel zawsze ci powie, żebyś się nie cackał i szedł na całość. W końcu od tego właśnie jest.

Uznajesz, że ma rację i postanawiasz to powiedzieć jeszcze tej samej nocy. W myślach testujesz kilka scenariuszy: Wiesz, co w tobie jest wyjątkowe?… Posłuchaj, muszę ci coś powiedzieć … Hej, może to zabrzmi dziwnie, ale … I wciąż się nad tym zastanawiasz podczas kolacji, kiedy nagle zamiast słowa „lubię”, wymyka ci się „kocham”.

Osoba po drugiej stronie stołu się uśmiecha. „Wcale nie o to mi chodziło!” – protestujesz, ale widzisz radość w jej oczach i zaczynasz rozumieć, że już po ptokach. „No dobra, kocham cię”.

Reklama

I wiesz, że to prawda.


Więcej na VICE: