10 najważniejszych płyt

10 najważniejszych płyt: Paulina Przybysz

"Kiedy prowadzę warsztaty z młodzieżą, to gaszę światło i puszczam im piosenki, żeby mogli skupić się tylko na muzyce".

tekst Artur Szklarczyk
29 Wrzesień 2017, 9:32am

Lil'Sista, Pinnawela, Rita Pax i Archeo - Paulina Przybysz miała wiele muzycznych twarzy. Tę najnowszą, autorską, firmowaną imieniem i nazwiskiem poznamy już 6 października, kiedy to ukaże się płyta "Chodź tu". - Ten album jest powrotem do moich "najntisowych" fascynacji, w czym wsparło mnie grono znakomitych producentów i muzyków - m.in. Zamilska, Teielte, Night Marks Electric Trio - mówi Paulina. Tuż przed premierą solowego krążka wokalistka z wielką frajdą - jak sama twierdzi - przygotowała dla nas listę swoich najważniejszych płyt. Ciekawe, ile z nich pokryje się z waszymi "debeściakami"? Sprawdźcie to!

Wybór 10 najważniejszych płyt z całego życia nie jest prosty. Pomyślałam jednak, że pokieruję się wspomnieniami i emocjami. A przede wszystkim czasem, jaki poświęciłam na słuchanie tych albumów. Pamiętam, że dorastając - nie tylko muzycznie, ale również mentalnie - poświęciłam tym płytom bardzo wiele uwagi. Często były one i żyły ze mną przez długie miesiące, a nawet lata. Nie to co dziś - w czasach, kiedy rzucamy się na jakiś krążek, przesłuchujemy go w pośpiechu i równie szybko porzucamy. Bo następna premiera czeka w kolejce. A potem kolejna… Oto więc 10 tytułów, w których "posiedziałam" trochę - niczym w przytulnym mieszkaniu. Miały one ogromny wpływ zarówno na to, co nagrywałam kiedyś, jak i to, co robię dziś…

Lauryn Hill "The Miseducation of Lauryn Hill", 1998

Moja "podstawowa" płyta. Po prostu album życia - od samego początku, kiedy tylko ją usłyszałam po raz pierwszy. I już chyba na zawsze najważniejsza. Dzięki Lauryn zrozumiałam neo soulową muzykę. Na The Fugees nie załapałam się - byłam jeszcze za młoda. A Lauryn zachwyciła mnie od razu, również w filmie "Zakonnica w przebraniu 2", w którym wystąpiła. Zafascynowałam się neo soulem w momencie jego rozkwitu, ale też kulturą hiphopową, poznałam muzykę Eryki Badu, Aaliyah… Wpadłam w to granie po uszy i przez długi czas wydawało mi się, że to jedynie słuszna muzyka (śmiech)! A sama płyta? Tu wszystko się zgadza: rymy, bity, głos Lauryn i jej teksty. Ujęła mnie i nadal fascynuje jej mądrość - to świadoma, silna kobieta. Na fali zachwytu tym krążkiem przywiozłyśmy sobie kiedyś z Natalią - już nie pamiętam skąd? - oryginalny śpiewnik i ćwiczyłyśmy każdą piosenkę po kolei, do perfekcji, do znudzenia (śmiech). Aż nauczyłyśmy się ich na pamięć. Dlatego "The Miseducation" to… "Album Of My Heart". Bez dwóch zdań.

D'Angelo "Voodoo", 2000

Idąc za (neo soulowym) ciosem - drugi album D'Angelo. Wiadomo - jego debiut "Brown Sugar" to majstersztyk i nie ma się tu o co spierać. Natomiast "Voodoo" jest klimatyczna, wyjątkowa - sprawdza się dosłownie w każdym miejscu. Ostatnio słucham jej w samochodzie, który ma znakomity sprzęt grający oraz nagłośnienie i… zachwycam się nią na nowo! Również dzięki absolutnie perfekcyjnemu miksowi w wykonaniu Russella Elevado. To taka płyta, o której ciężko rozmawiać, trudno ją analizować - lepiej po prostu zamknąć oczy i popłynąć z nią. Kiedy prowadzę warsztaty z młodzieżą, to gaszę światło i puszczam im piosenki, żeby mogli skupić się tylko na muzyce. Często wtedy sięgam po "Voodoo". I ciekawostka - te dwie płyty łączy wspólny duet: Lauryn Hill i D'Angelo w utworze "Nothing Even Matters", który znajduje się na pierwszej z nich.

Beck "Guero", 2005

Byłyśmy wraz z siostrą nastolatkami zakochanymi w "czarnych" brzmieniach. Ale w naszych życiach, w różnych momentach, pojawił się rock. Trochę za sprawą naszego wujka, brata mamy. Był on zafascynowany takimi kapelami, jak Bad Brains, Living Colour i 24-7 Spyz. I jednocześnie "pokazywał" nam Ushera, Jill Scott, Angie Stone czy Keziaha Jonesa. A potem w naszym życiu pojawiła się grupa Sistars, z którą busem jeździliśmy na koncerty. Z Bartkiem i Markiem byliśmy mocno osadzenie w neo soulowych strefach. Marek dodawał klasykę i jazz dla zdrowia psychicznego, Bartek Marcusa Millera i Victora Wootena, tymczasem Ułan przemycał Pearl Jam. Maciołek na wszystko mówił "nie szkodzi" i kładł najlepsze "funty". Po drugiej stronie muzycznej barykady (śmiech) stał Budzik, techniczny T.Love oraz nasz realizator Antos, czyli mój obecny narzeczony. Słuchali oni wszystkich dobrych odcieni rocka. Mieliśmy discmany i graliśmy na nich płyty, którymi oczywiście się wymienialiśmy. No i pewnego dnia dostałam "Guero", to był bodaj 2005 rok. To jedna z moich tzw. płyt przejściowych, które uzasadniają słuszność istnienia innych - poza neo soulem - gatunków. Tyle że Beck na tej płycie nie jest bardzo rockowy - to raczej zestawienie gitar, sampli i hiphopowych bitów, czyli połącznie dwóch różnych światów. A najlepszym tego wyrazem jest "Missing", który jest dla mnie takim specjalnym, przepięknym numerem podróżniczym. "Muzyką drogi". Kiedy więc jadę przez nasze polskie lasy to nie ma opcji, żebym go nie włączyła.

Blur "Think Tank", 2003

To właśnie dzięki "Guero" i "Think Tank" otworzyłam się na przesterowane "gitary" i zapragnęłam zapoznać się z innymi artystami i ich płytami, które przegapiłam w moim neo soulowym dzieciństwie. Ten album Blur bardzo mocno kojarzy mi się z początkiem mojego związku - jest jakby nam dedykowany, a "Good Song" to "nasza" piosenka. Oczywiście później, na fali zainteresowania twórczością Damona Albarna zachwyciłam się jego Gorillaz i ostatnio solowym albumem, ale "Think Tank" na zawsze będzie dla mnie, dla nas, czymś więcej, czymś znacznie ważniejszym…

Cassandra Wilson "Blue Light 'Til Dawn", 1993

A teraz mała podróż w czasie do jednej z moich najważniejszych - wokalnie - płyt. Cassandra to artystka, która wydawała często i dużo - zwłaszcza albumów standardowych, swingowych. Natomiast ten materiał to prawdziwy "łapacz za gardło" - nie tylko za sprawą wokalnej techniki Wilson, ale również dzięki emocjom zawartym w tym śpiewaniu. Myślę że ten album dał i mnie, i Natalii, dużo podświadomego treningu otwierającego głos. Osłuchałyśmy się go bardzo mocno - właśnie dla tej bardzo głębokiej barwy głosu Cassandry.

Yo-Yo Ma & Bobby McFerrin "Hush", 1992

Kolejna superważna dla mnie płyta z "zamierzchłej" przeszłości, co - biorąc pod uwagę to, co teraz nagrywam - może wydać się bardzo śmieszne. To połączenie wokalnego mistrzostwa McFerrina z unikatowością Yo-Yo Ma - absolutnego czarodzieja wiolonczeli. Puszczam to dziś moim córkom, z których starsza z nich gra na wiolonczeli oraz śpiewa. I obserwuję ich reakcje. A ten album jest ziszczeniem moich marzeń o połączeniu właśnie takich dwóch różnych żywiołów. Grając w szkole z nut, na instrumencie, wrzucasz jednak klasykę do takiego ograniczonego worka. Aż nagle okazuję się, że te menuety można zaśpiewać i wywrócić do góry nogami. Podobnie jak klasyczne "Ave Maria" w niezwykłej, szlonej interpretacji - gdzie McFerrin śpiewa arpeggia, a Yo-Yo gra na wiolonczeli temat przewodni. Cudo!

Me'shell Ndegeocello "Bitter", 1999

Wbrew pozorom nie jestem aż tak funkowa, jak się może wydawać, a raczej mocniej osadzona w hiphopowych groove'ach. Funkowe zawieszki mnie trochę nużą (śmiech). I właśnie dlatego uwielbiam "Bitter", na którym jest dosłownie wszystko - od aranży orkiestrowych po wyciskacze łez. To, w jaki sposób śpiewa na tej płycie Me'shell, zarazem daje kopa, jak i wyciska łzy. Dopiero po latach zrozumiałam, że te miłosne teksty adresowane są do kobiety. To od tej płyty zaczęła się moja fascynacja Ndegeocello. I nadal nie słabnie.

Hiatus Kaiyote "Choose Your Weapon", 2015

Mam problem z brakiem czasu na słuchanie nowych płyt. Jak chyba dziś wszyscy… Pędzimy przed siebie, wiecznie się spieszymy, tak mało mamy czasu na zachwyt, skupienie, celebrowanie. Pochłania nas praca i rodzina. Ale w ostatnich kilku latach pojawiło się kilka, może kilkanaście albumów, które zwróciły moją uwagę na dłużej niż dwa tygodnie. Na pewno stałe miejsce w moim zabieganym sercu mają Australijczycy z Hiatus Kaiyote. Głównie za sprawą drugiego albumu. Pierwszy, "Tawk Tomahawk", też jest wspaniały, ale "Choose Your Weapon" ma tyle zwrotów akcji i pięknych sytuacji! Udało mi się nawet zagrać przed nimi koncert, dziwny, niezwykły - to była w sumie stypa Maceo Wyro, który bardzo chciał ich ściągnąć do Polski i to się w jakimś sensie udało. Mocne wspomnienie…

Erykah Badu "Mama's Gun", 2000

Nie mogę w tym zestawieniu pominąć Eryki - każdy jej album był wybitny, znaczący. Fascynujące w niej jest to, że technologia nagrywania i produkcji się zmienia, mody przemijają, a ona jest zawsze na bieżąco - choć wierna swojemu stylowi, to jednak idzie z duchem czasu. Pracuje z młodymi ludźmi, słucha nowej muzyki, czego najlepszym dowodem "Phone Down" i cały ten telefoniczny album, który brzmi jak zabawka, a jednocześnie ma w sobie tyle smaku. Wiem, że może jestem bezkrytyczna w stosunku do Badu, ale to prawdziwa królowa i muzyki i lifestyle'u. Czuję, że mamy wspólne zajawki, np. Badu została doulą (wykształcona i doświadczona w macierzyństwie kobieta, zapewniająca niemedyczne, fizyczne, emocjonalne i informacyjne wsparcie dla matki i rodziny podczas czas ciąży, porodu i po porodzie - przyp. red.). Ja z kolei podejrzewam, że gdyby nie muzyka, to robiłabym dziś w położnictwie! ;-)

Little Dragon "Little Dragon", 2007

A na finał coś innego, współczesnego, czyli elektronika. Ale przytulna, a przez to bardzo "ludzka". Kiedy urodziłam swoje pierwsze dziecko, w wieku bodaj 22 lat, album ten był w naszym domu notoryczną kołysanką. Moja córka miała kłopoty ze snem, ale dźwięki Little Dragon działały na nią kojąco. Ja równocześnie starałam się rozłożyć na czynniki pierwsze ten sposób śpiewania. Miałam wcześniej rozgryzione czarne wokale i rockową artykulację. Ale nagle okazało się, że Yukimi Nagano, ta Japonka ze Szwecji, stworzyła jakiś nowy szyfr wokalny. Nie wiedziałam, że można w taki sposób podejść do muzyki rozrywkowej, elektroniki. To autentycznie bardzo wzruszające, co ona tu robi - wokalnie i kompozycyjnie. Wspaniała rzecz!

Ławka rezerwowych: Annie Lennox "Diva", Missy Elliott "Under Construction", Whitney Houston "Bodyguard", Keziah Jones "Black Orpheus", Björk "Post", Stevie Wonder "Songs in the Key of Life", Donny Hathaway "Live (1972)", Kendrick Lamar "To Pimp a Butterfly",
Jill Scott "Who is Jill Scott", Radiohead "A Moon Shaped Pool", A Tribe Called Quest "The Low End Theory" i wiele, wiele więcej… no przecież!