18+

Poszłam do klubu z wibratorem sterowanym dźwiękiem

Kiedyś nadużywałam alkoholu i narkotyków. Dziś stawiam na trzeźwość, ale przez abstynencję zdecydowanie gorzej bawię się na imprezach. Postanowiłam sprawdzić, czy wibrująca zabawka to zmieni

tekst Lindsey Leonard; tłumaczenie Zuzanna Krasowska
29 Styczeń 2018, 10:15am

Fot. Maria Morri via Flickr.

Artykuł pierwotnie ukazał się na Noisey

Niełatwo odzyskać równowagę po długotrwałym nadużywaniu dragów. Trzeźwienie przypomina powolne pełzanie po odłamkach szkła, a kiedy w końcu wracasz do normalnego stanu, codziennie musisz zmagać się z wyrzutami sumienia. Niestety tylko od ciebie zależy, czy pokonasz uzależnienie i odzyskasz równowagę psychiczną (chociaż do tego niezwykle przydaje się również terapia). Musisz znaleźć sobie jakiś cel i zrozumieć, że życie jest czymś wyjątkowym i niezwykle tajemniczym.

W pierwszym okresie trzeźwości wszędzie doszukujesz się znaków, a najdziwniejsze bodźce potrafią sprawić, że masz ochotę znowu sięgnąć po narkotyki. Odgłos pustej butelki toczącej się po podłodze w pociągu podmiejskim, któremu akompaniuje szloch jakiejś dziewczyny, od razu sprawia, że wracają do ciebie wspomnienia (z których wiele celowo starałaś się zapomnieć).

Nie możesz wrócić do poprzedniego życia. Tłumienie problemów emocjonalnych 36-godzinnymi imprezami, poznawaniem nowych ludzi i plotkowaniem ze znajomymi przestaje przynosić jakiekolwiek efekty. Jako że z powodu wszystkich porąbanych akcji (których nie pamiętasz) zostałaś wykluczona z nocnego życia swoich przyjaciół, większość czasu spędzasz w kościelnych piwnicach z innymi trzeźwiejącymi osobami albo w samotności, łkając, robiąc ćwiczenia oddechowe, jedząc słodycze i oglądając Czarodziejkę z Księżyca.

W końcu przestajesz prowadzić wewnętrzny dialog z mieszkającym w tobie diabełkiem i nie uważasz się już za ofiarę losu, jak to miało miejsce przez ostatnie kilka lat. Znikają także urojenia i wielogodzinne ataki paniki. Nie jesteś smutniejsza niż twój przeciętny rówieśnik i każdego dnia walczysz z różnymi prozaicznymi problemami, jednocześnie starając się nie ulec pokusie, aby naćpać się „ten jeden, na pewno ostatni raz”.

Club Vibe 3.OH firmy OhMiBod

Pewnego dnia twój znajomy redaktor proponuje, żebyś przetestowała nowy, bezprzewodowy wibrator o nazwie Club Vibe 3.OH, którego pulsowanie rzekomo dostosowuje się do otaczających cię dźwięków i jest zaprojektowany specjalnie pod zabawę w klubach. Twój organizm od razu odżywa i wysyła ci wszelkie możliwe sygnały, że powinnaś wypróbować ten gadżet.

To właśnie przez niego z powrotem aktywowałam Facebooka (którego nie używam, bo wywołuje u mnie zespół stresu pourazowego) i pierwszy raz od ponad roku zaczęłam przeglądać nadchodzące wydarzenia. W najbliższy weekend odbywa się jakaś punkowa impreza, wykład i występ queerowej DJ-ki. Spędzenie kilku dni na mieście zaraz po tym, jak przeżyłam prawdziwe załamanie nerwowe, wydaje mi się naprawdę przerażające, ale uzbrojona we wrażliwą na dźwięk zabawkę erotyczną i kilka butelek białej herbaty, jestem gotowa tego spróbować. Pokofeinowy haj i wibrator powinny pomóc mi przetrwać to doświadczenie.


OBEJRZYJ: Zawód: projektant wibratorów


Zawsze czułam się wyobcowana – każdego dnia walczyłam z ADHD i nigdy nie byłam wystarczająco hetero. Club Vibe, na razie wciąż nieaktywny w mojej torebce, to idealny przykład produktu, który kupiłabym jedynie pod wpływem jakiejś głupiej reklamy. Na pudełku widnieje zdjęcie opalonej, wysportowanej kobiety, mniej więcej w połowie orgazmu, której obfity biust krzyczy: „Heterycy, patrzcie na mnie!”. Ta sama laska pojawia się na stronie internetowej gadżetu, chociaż tam jakiś typ celuje w nią pilotem, zupełnie jakby była erotyczną lalką stworzoną do zaspokojenia jego potrzeb.

To dziwne poczucie obcości sprawiło, że moją pierwszą miłością był punk. Właśnie dlatego w ostatni weekend wybrałam się do klubu, gdzie grała punkowa kapela złożona z dziewczyn, które miały w dupie cały świat. Kiedy weszłam do środka, schowałam się w ciemnym kącie i poprzez dziurę w mojej męskiej bieliźnie włożyłam w siebie wibrator. Zabawka jest sprzedawana w zestawie z koronkowymi stringami, ale nie chciałam, żeby to nowe doświadczenie zostało zepsute przez całonocne wpijanie się gaci między moje pośladki.

Reklama Club Vibe. Zdjęcie dzięki uprzejmości OhMiBod

Miałam pewien problem z obsłużeniem pilota w kształcie jajka, ale po kilku próbach zrozumiałam, jak należy sterować wibratorem. Zaczęłam wypróbowywać różne ustawienia: tryb kokietki pozwala ci (albo innej osobie, która steruje zabawką, fuj) „poczuć delikatne drgania”, przy czym działa to tylko wtedy, gdy ktoś wciska guzik. Tryb rytmiczny polega na wyborze własnej sekwencji wibracji, a tryb klubowy reaguje na muzykę. Włączyłam tryb klubowy i krzyknęłam. Zespół zaczął grać, a mikrofon wibratora nie był w stanie wyodrębnić żadnego dźwięku, więc po prostu bezustannie wibrował. Przez dziwną aktywność między moimi udami nie byłam w stanie normalnie funkcjonować, ale na szczęście nikt tego nie zauważył (albo po prostu nikogo to nie zainteresowało). Wokół mnie naprani ludzie zaczęli krzyczeć o wolności w sieci i „zajebistym basie”. Nikogo tam nie znałam, więc byłam zdana na siebie. Przez cały występ starałam się dojść dzięki wibracjom, ale były one tak intensywne, że wkrótce straciłam czucie w cipce. Zawiedziona, czekałam na następny wieczór.

Następnego dnia udałam się na wykład, który miał miejsce w byłej fabryce przerobionej na galerię. Postanowiłam uruchomić mojego małego przyjaciela, bo byłam ciekawa, czy reaguje również na słowa. Po krótkiej gadce motywacyjnej podczas jazdy na rowerze, której odbiorcą była moją pochwa, przybyłam na miejsce, gotowa wysłuchać zaplanowanego wykładu. Kiedy usiadłam, musiałam udawać, że głośne brzęczenie, które dodatkowo potęgowało metalowe krzesło, pochodziło z mojego telefonu. Było dziwnie, ale nikt się nie skapnął, co się dzieje – ludzie są naprawdę łatwowierni.


Robimy rzeczy, żebyś ty nie musiała. Polub fanpage VICE Polska i bądź z nami na bieżąco


Po tym, jak nie udało mi się dojść na wykładzie na temat praw człowieka, wyruszyłam do klubu, gdzie powitało mnie „You Prefer Cocaine” DJ-a Vitalica. Wydało mi się to nieco ironiczne, biorąc pod uwagę moje doświadczenia z narkotykami, ale dzielnie próbowałam się wtopić w tłum najebanych osób.

Mimowolnie zaczęłam tańczyć, bo pobudzał mnie wibrator – okazało się, że świetnie wychwytywał elektroniczne bity zapodawane przez DJ-a. Poczułam się podejrzanie szczęśliwa. Byłam całkowicie trzeźwa, zbliżałam się do orgazmu i nie miałam żadnego problemu z tym, że na sali bawiło się kilka osób, których szczerze nienawidziłam. Ssąc mojego lizaka, nagle poczułam, że byłam już tuż-tuż. Uradowana moim przedorgazmicznym stanem, rozejrzałam się wokół i zaczęłam uśmiechać się do obcych ludzi. Jeśli mam żyć na tym zjebanym świecie, kontrolowanym przez korpo-dupków i religijnych fanatyków, nie poddam się bez walki. Zachowam trzeźwość i będę dochodzić w każdym możliwym miejscu.


Więcej na VICE: