Proceente: Działalność wróżbitów, poprawki krawieckie, asamblaż

FYI.

This story is over 5 years old.

Wywiady

Proceente: Działalność wróżbitów, poprawki krawieckie, asamblaż

"Myślę, że uczciwie ocenić dorobek mojej wytwórni będzie można dopiero za kolejnych dziesięć lat, bo mam taką nadzieję i wierzę w to, że wtedy świadomych słuchaczy będzie jeszcze więcej".

​Grafika Ludzik​​

Jedna z najpozytywniejszych postaci na polskiej scenie hiphopowej obchodzi dziesięciolecie swojej wytwórni, a przede wszystkim świętuje wydanie kolejnej solowej płyty. Noisey takich okazji nie przepuszcza i złapało Proceente w jego Volvo, by porozmawiać z nim o Aloha Entertainment i "Asamblażu". Po drodze oczywiście sporo procentowych anegdotek.

​Czytaj wywiad poniżej.

Noisey: Sorry, jak będę kasłać, ale coś mnie przeziębienie złapało.
Proceente: Spoko, a jesteś chorowitkiem generalnie?

Reklama

No właśnie niekoniecznie.
Byłem strasznym chorowitkiem przez wiele lat i prawie Aloha przez to upadła, ale VNM mnie uratował. Poradził mi, żebym zaczął jeść tran z wątroby rekina.

Zresztą chyba nawijałeś nawet o tym.
Wtedy, gdy mi to powiedział, czułem, że nie mam nic do stracenia. Rekin to wyjątkowe stworzenie, podobno jedyne zwierzę, które nie choruje na nowotwory. Poza tym, rekin to ulubiona ryba Łysonżiego Dżonsona.  To nie może być przypadek.

A dlaczego Aloha miała upaść?
W zamierzchłych czasach wiele alohowych rzeczy robiłem sam, więc jak ja leżałem to leżała cała Aloha. O tym też gdzieś nawinąłem. Bycie przewlekle chorym na grypę z powikłaniami może mieć fatalne skutki dla kwitnącego jednoosobowego biznesu.

W dalszym ciągu sam ogarniasz Alohę?
Nie, teraz mam już kilku uniwersalnych żołnierzy alohowych, z którymi na stałe współpracuję. Tamten okres był dla mnie nauczką; w pewnym momencie zrozumiałem, że muszę się zwrócić o pomoc do moich ludzi, bo już sam nie dawałem rady tego wszystkiego ogarnąć. Biorąc wszystko na swoje barki, można pracować efektywnie tylko do pewnego pułapu, później dochodzi się do kresu możliwości jednostki - szczególnie takiej jednostki jak ja (śmiech). Reasumując, żeby się rozwijać, trzeba umieć jakkolwiek zarządzać ludźmi.

To jak duży zespół masz teraz?
Kilka zaufanych osób plus stali partnerzy i mistrzowie w swoim fachu. Już na samym początku prowadzenia działalności przyjąłem taką filozofię, że chcę mieć stałych kontrahentów zewnętrznych - studio, drukarnię, szwalnię, tłocznię… Z nimi mam już na tyle przetarte ścieżki i tyle rzeczy już razem zrobiliśmy, że traktujemy się w mocno rodzinny sposób. Jeśli działa się w branży artystycznej, szeroka grupa zaufanych ludzi jest niezbędna.

Reklama

Niedługo Aloha będzie świętować swoje dziesięciolecie…
…dokładnie 10 marca. Tego dnia w 2007 roku dzięki dotacji unijnej oficjalnie założyłem firmę, a pierwszą wydaną płytą była "Jedyneczka" EmazetProcent.

Zaczynając miałeś na względzie tylko działalność muzyczną?
Wtedy, zakładając firmę, można było zaznaczyć dowolną ilość kodów PKD. Ja zaznaczyłem między innymi działalność spirytystyczną oraz działalność wróżbitów - przyznasz, że jest to dość szerokie spektrum. Prowadząc firmę, trzeba globalnie patrzeć na swoje życie, więc w ramach Alohy robię dużo rzeczy. Działalność artystyczna jest w tym wszystkim bardzo ważna, a firma jest też poniekąd ochroną mojej artystycznej intymności. Dzięki temu łatwiej jest mi świadomie rozwijać swoje zajawki i karierę muzyczną, w połączeniu z szerokopojętą działalnością biznesową.

Jak po tej dekadzie całościowo oceniasz Alohę?
Jak to kiedyś powiedział mój przyjaciel: albo od razu stajesz się bohaterem, albo musisz iść swoją drogą watażki. Ja jako człowiek i artysta jestem przykładem raczej tej drugiej opcji. Z jednej strony były chude lata dla Alohy, ale były też tłuste momenty. Nie rozpocząłem działalności w jakimś szczególnie mlekiem płynącym okresie dla rynku hiphopowego. Trzeba też mieć na względzie wizerunek wytwórni i przede wszystkim naszą ofertę muzyczną. Nigdy nie starałem się wejść szeroko w mainstream, a polem moich zainteresowań są nisze muzyczne i od zawsze chciałem robić muzykę dla rówieśników, co oczywiście przekłada się na ilość sprzedanych płyt czy wyświetlenia teledysków.

Reklama

Przez te dziesięć lat  jednak Aloha zaistniała w świadomości odbiorców polskiego hip-hopu i choć jedni się nią jarają, inni uważają za jakąś drugoligową markę, to wszyscy wiedzą, że takie wydawnictwo funkcjonuje. Uważam, że nakładem Alohy ukazało się parę pozycji, które można uznać za klasyki polskiego hip-hopu sceny alternatywnej - jak, na przykład, "Materiał Producencki" Quiza. Myślę, że uczciwie ocenić dorobek mojej wytwórni będzie można dopiero za kolejnych dziesięć lat, bo mam taką nadzieję i wierzę w to, że wtedy świadomych słuchaczy będzie jeszcze więcej.

Widzisz aż tak odległą przyszłość dla firmy?
Jeśli spojrzymy na historię działalności gospodarczej w Polsce i na świecie, to może się okazać, że wiele firm działa znacznie dłużej niż dziesięć lat (śmiech).

Jasne, ale mówimy o dość specyficznej branży.
Bardziej kontrowersyjnym tematem jest: czy Proceente będzie nagrywał kolejne płyty za dziesięć lat? Ja myślę, że tak - natomiast jeżeli chodzi o Alohę, to sądzę, że naturalne jest to, że ta firma będzie dalej działać i będzie dużo większa niż jest teraz. Nie chcę, żeby Aloha zamieniła się w zakład dla emerytów i rencistów. Widzę wiele płaszczyzn, na których dokonuje się szybki postęp, wydawnictwo staje się coraz dojrzalsze. Zaczynaliśmy jako banda dzieciaków i melanżowników, którzy mieli buntownicze podejście do życia, a o sprawach biznesowo-księgowych nie mieliśmy zielonego pojęcia i nie były one dla nas ważne. Nie myśleliśmy o tym na zasadzie: dobra, to za pięć lat chcemy mieć biuro.

Reklama

A teraz już macie?
Mamy, i to fajnie zlokalizowane, blisko Tatrzańskiej - tam, gdzie wychowywał się Grzesiuk. Przez wiele lat pracowałem w domu, co zawsze wiązało się z pewnymi patologiami. Od kiedy mamy ze wspólnikiem biuro, na pewno wygląda to dużo lepiej.

Mówiłeś, że skupiasz się na niszowych produkcjach. Jak ci się żyje gdzieś na uboczu sceny?
Ma to swoje plusy i minusy, ale cenię sobie niezależność i odpowiada mi bycie takim trochę outsiderem.

Wiadomo, byłoby miło, gdybym za zyski z muzyki mógł kupić sobie trochę lepszy samochód niż dziesięcioletnie Volvo, ale nie chciałbym osiągnąć tego za cenę zmiany filozofii artystycznej. Wydaje mi się, że nawet działając w niszy można osiągnąć sukces, ponieważ najważniejsze jest to, żeby działać profesjonalnie i konsekwentnie robić swoje, wkładać dużo pracy, serca i racjonalnego myślenia w swoje projekty, uczyć się na własnych błędach oraz współpracować z mądrymi i ciekawymi ludźmi.

Mam wrażenie, że rynek zmienia się w takim kierunku, że to właśnie nisze będą miały coraz większe znaczenie. Dla przykładu, wędkarze będą oglądać TV Łowię Ryby zamiast szukać programu o łowieniu ryb na TVP.

Nie żałuję niczego - to zresztą jedno z moich życiowych motto. Oczywiście, czasem jest tak, że najpierw wymyśla się motto, a potem stara się pod nie nagiąć rzeczywistość - dlatego warto wybrać sobie dobre motto (śmiech). Ja takie sobie wybrałem i z perspektywy czasu jestem dumny, że wszystkie te alohowe rzeczy udało się zrobić - jak chociażby trzypłytowy album "Aloha 40%", na którym zebrało się stu gości. Do dziś nie wiem, w jakim musiałem być twórczym amoku, żeby to ogarnąć. Ten materiał jest zresztą najlepiej sprzedającym się tytułem w historii wytwórni.

O samej twojej wytwórni można gadać jeszcze długo, ale chyba powoli czas nas goni…?
Sorry, gaduła jestem. Na spokojnie mamy jeszcze z piętnaście minut, to może jeszcze o nowej płycie coś?

Album jest na bitach Wrotasa, do tego jeszcze doszedł bonus track na bicie Metro z Numerem Razem i Emazetem. Z Wrotasem spotkaliśmy się w studiu jakoś na przełomie grudnia i stycznia i wtedy powstał muzyczny zarys płyty. On jest takim gościem, że zawsze ma gotowych mnóstwo bitów i robi projekty z różnymi ludźmi. Tak się składa, że ja mam nieco inną stylówkę niż raperzy, z którymi Wrotas na co dzień współpracuje, ale wśród jego produkcji znalazłem muzykę, której kompatybilność była dla mnie objawieniem. Idealnie pasowała pod to, co chciałem nagrać i jestem mega szczęśliwy, że udało się tę współpracę doprowadzić do końca. Maciek jest młodszy ode mnie o jakieś trzynaście lat i reprezentuje zupełnie inne podejście do świata niż ja jako Michał, ale mimo to całkowicie rozumiemy się jako Wrotas i Procent. To jest magia hip-hopu - nawijając na tych bitach czułem się, jakby Wrotas był co najmniej moim przyrodnim braciszkiem (śmiech).

Ze Staszkiem Koźlikiem, który zmasterował całą płytę, uważamy, że jest to najlepsza płyta, jaką udało mi się do tej pory nagrać i na pewno jest mega świeża w porównaniu z tym, co, drodzy słuchacze, słyszeliście do tej pory. Dla mnie to laidbackowa petarda. Tytuł albumu, czyli "Asamblaż", oznacza rzeźbę, która powstała z gotowych przedmiotów i jest nawiązaniem do mojego reporterskiego podejścia do świata oraz zdradza mocną inspirację dokumentem o Pablo Picasso.

Mówisz, że to najlepsza twoja płyta. Skąd to przekonanie?
Przede wszystkim włożyłem bardzo dużo pracy w to, żeby się odpowiednio do tego albumu przygotować. Wcześniej, mocno skupiając się na swojej twórczości, nieco odbiłem od tego, co się dzieje w muzyce i dopiero akcja Hot16Challenge uświadomiła mi, że teraz wszyscy nagrywają na trapowych bitach, podczas gdy "Zupynalefkisplify" niemal w całości były oparte na klasycznych podkładach (śmiech). To dało mi mocno do myślenia. Następnie, równolegle z realizacją płyty "Aloha-Grill", podjęliśmy próbę nagrywania wspólnej płyty ze Stoną, ale nasze ścieżki się rozeszły. Trening ze Stoną uważam jednak za kluczowy, jeżeli chodzi o podniesienie moich umiejętności, bo Tomek nie patyczkował się ze mną i surowo oceniał pierwsze wersje utworów - czasem miałem aż ochotę pojechać do niego na ten jego Śląsk i wytarmosić go ze złości (śmiech). Dziś jestem Tomkowi mega wdzięczny za to, że pomógł mi spojrzeć na pewne rzeczy bardziej krytycznie, a co za tym idzie - progresywnie.