Mój chłopak, gwałciciel

Gdy byliśmy w związku, mój chłopak mnie zgwałcił. Nie wchodząc w zbędne szczegóły, w pewnym momencie stwierdził, że nie potrzebuje mojej zgody, żeby się ze mną pieprzyć.

tekst Anonim
|
19 Czerwiec 2015, 7:46am
Ilustracja: Nick Skott

Wstydzę się siebie. Wcześniej myślałam, że to moja wina. Nie powiedziałam mu wprost „nie", więc uznałam, że przez to poczuł się upoważniony. Wmawiałam to sobie tylko po to, by tłumaczyć mojego chłopaka, który mnie – w sumie – zgwałcił.

„W sumie" jest tutaj słowem kluczowym, ponieważ przez długi czas nie mogłam wypowiedzieć słowa „gwałt" bez dodatkowych określeń. „Właściwie", „w sumie", „w pewnym sensie", „prawie" – użyłam ich wszystkich, aż uwierzyłam we własne pierdolenie. Znałam oczywiście definicję gwałtu, ale starałam się w nią nie wierzyć. To paradoksalnie prostsze, niż się wydaje.

Za każdym razem, gdy mój chłopak mnie gwałcił, poza lekkim szokiem, fizycznie nie różniło się to od zwykłego seksu. Z moją zgodą czy bez – bycie wyruchaną przez chłopaka to bycie wyruchaną przez chłopaka. W tym jednak kryje się cała esencja słowa na „g". Smutek. Tak, zabroniłam mu. Tak, zignorował mnie. Wielokrotnie. Ale pomimo tego aspektu przemocy psychicznej, nie był agresywny. To nie było to coś, czego „oczekiwałabym" od gwałtu. Nie miałam siniaków. Po wszystkim trzymałam swojego gwałciciela w ramionach. A on płakał.

Nawet jeśli kochasz swojego gwałciciela, w pewnym momencie zaczynasz ze strachem myśleć o tym, by jednak zgłosić się na policję. Ze mną nawet i tak nie było. Choć ten mężczyzna naruszył moje zaufanie w sposób wcześniej dla mnie niewyobrażalny, wierzyłam, że naprawdę żałuje. Obiecywał, że to już nigdy się nie powtórzy. A potem znów to zrobił. Ponownie obiecał, że się zmieni. I uwierzyłam mu po raz kolejny.

Nie tylko nie poszłam na policję, ale przez długi czas nawet nikomu o tym nie powiedziałam. Teraz to się zmieniło. Wybaczałam mu, patrząc przez pryzmat ślepego zaufania i desperackiego aktu nadziei. Tak, ranił mnie, ale w głębi duszy nie chciałam, żeby coś mu się stało, nie chciałam, by miał przeze mnie kłopoty. W takiej sytuacji mógł stracić pracę. Stwierdziłam wtedy, że nie chcę rujnować mu życia. Popełnił przestępstwo, ale podświadomie czułam, że jeśli zostałby ukarany, to z mojej winy. Gdy okazywał wyrzuty sumienia, porzucałam pomysł podjęcia jakichkolwiek kroków.

Kochałam go.

Okazało się, że moje osobiste przemyślenia na temat tego, czym jest „prawdziwy" gwałt, dotyczą czegoś znacznie poważniejszego. Całe społeczeństwo ma głęboko zakorzeniony problem ze zjawiskiem gwałtu. Badania na studentach jednego z amerykańskich uniwersytetów pokazały, że 31,7 proc. mężczyzn „zmusiłoby kobietę do stosunku seksualnego", ale tylko 13,6 proc. „zgwałciłoby kobietę".

Rozbieżność między tymi wynikami jest zatrważająca. Nasuwa się więc pytanie: czy jesteśmy w stanie zatrzymać przyszłych gwałcicieli, skoro sami nie postrzegają swoich teraźniejszych lub przyszłych czynów jako przestępstwo?

Bez ogródek. Polub fanpage VICE Polska, żeby być z nami na bieżąco

Wielu mężczyzn biorących udział w tym badaniu przyznało, że użyliby siły wobec kobiety, ale dla 18,1 proc. „z pewnością nie byłby to gwałt". Tak, to niestety nie jest żart. To brak wiedzy i odpowiedniej edukacji seksualnej.

Czy to znaczy, że na całym świecie żyją setki milionów mężczyzn, dla których gwałt to jedynie nietakt lub co najwyżej złe zachowanie?

Nasze pojęcie, kim i czym jest gwałciciel, sprawiło, że ci wszyscy „mili koledzy z sąsiedztwa", „kochający chłopcy" czy „czuli mężowie" są nieświadomi zła, które wyrządzają. Jest im wygodnie, gdy myślą: „To przecież nie to samo", mimo że statystycznie gwałt w ciemnym zaułku dokonany przez obcą osobę to marginalny procent tego typu przestępstw. Błędne przekonanie nie dotyczy jednak tylko sprawców. Większość ofiar myśli tak samo.

Gdy zaczęłam pisać ten artykuł, rozmawiałam z wieloma osobami. Chciałam poznać ich opinię na ten temat i dowiedzieć się, czy same przeżyły coś podobnego. Ku mojemu zdziwieniu w ich opowieściach zobaczyłam odbicie własnych doświadczeń. Spotkałam dziewczyny, które mogły opisać to, co mi się zdarzyło, lepiej niż ja sama. 21-letni chłopak Kate wykorzystał ją, gdy miała 16 lat. „Siedzisz przed telewizorem, oglądasz wiadomości i seriale o przypadkach wykorzystywania. Mówisz sobie, że ty od razu zerwałabyś taką relację, po prostu byś odeszła. Potem stajesz przed faktem dokonanym, ale rzeczywistość jest zupełnie inna. Tłumaczysz to przed samą sobą. Wmawiasz sobie, że to zupełnie inny przypadek albo że to cię w ogóle nie dotyczy, chociaż boisz się, nie masz do niego zaufania i – co najważniejsze – nie kochasz go".

Ja i Kate byłyśmy bardzo wrażliwe – to, czym naprawdę jest gwałt, było dla nas oczywiste. Jednak w momencie, gdy stał się częścią naszego życia, nasz światopogląd zmienił się o 180 stopni. Stare przekonania zostały zasypane wątpliwościami i przykryte miłością. Nie byłyśmy jednak wyjątkami. Ankieta przeprowadzona na Uniwersytecie Technologii w Massachusetts pokazała, że podczas gdy 17 proc. kobiet było (zgodnie z definicją „niechciane czynności seksualne") seksualnie wykorzystywanych, tylko 11 proc. z nich odpowiedziało „tak" na pytanie, czy były zgwałcone lub wykorzystane. Bez względu na to, czy definicja gwałtu zostaje zmieniona z powodów kulturowych, czy jest wyparta przez ofiarę – takie rzeczy się dzieją. I to się nie zmieni, a przynajmniej nie od razu.

Sądzimy, że gwałt jest pełen agresji, bólu i kryje się w ciemnych uliczkach. Myślimy o nieznajomych. O rękach zasłaniających usta. O broni. I choć za 90 proc. gwałtów w Wielkiej Brytanii odpowiedzialni są mężczyźni, to większość z nich, w tym również mój gwałt, związana jest z dyskomfortem psychicznym, ale nie z przemocą fizyczną. Nadal jest to jednak gwałt. Nie taki, jakbyśmy sobie go wyobrażały – tu nie ma użycia siły i co najgorsze często przytrafia się w kochających i szczęśliwych związkach. O tym się nie mówi, ale osoby, które to przeżyły wiedzą, że jeśli gwałt zdarzył się raz, nie będzie już odwrotu; krótko mówiąc – przejebane.

Wiele ofiar woli myśleć o „gwałcie w wersji light", niż radzić sobie z problemem, jakim jest miłość do gwałciciela. Łatwiej odrzucać taką sytuację, niż ją zaakceptować

Tak, to prawda, wiąże się to z serią kolejnych upokorzeń. Wciąż ciężko mi się pogodzić z tym, że tkwiłam w związku z moim gwałcicielem. Jeszcze gorsze jest to, że nie żywię do niego nienawiści i że – mimo problemów w łóżku – było mi z nim dobrze.

Jeżeli kogoś kochasz, użycie wobec niego słowa „gwałt" jest praktycznie niemożliwe. Czujesz się, jakbyś go zdradzała. Dziwnie się czujesz? Czy to nie przypadkiem poczucie winy za oskarżenia wobec chłopaka? Szukając innych poszkodowanych, zauważyłam, że nie tylko ja się z tym borykam.

I chociaż nie chciałam myśleć o problemie, wiedziałam, że mój gwałciciel był świadomy tego, co zrobił. Czułam się więc jeszcze gorzej. Wiedział, że mnie rani, mimo to nie przestawał. Ignorował moje zdanie. Nie wiem, czy zrobi to innym kobietom. Nigdy nie poszłam z tym na policję. Dlaczego? Ponieważ nie dałabym rady. Nie chciałam przywoływać tych wszystkich pogmatwanych wspomnień i uczuć, które żywiłam do swojego chłopaka. Wciąż czuję przez to wstyd. Czy jestem odpowiedzialna za kolejne gwałty z jego strony na innych kobietach? Nie wiem. Wiem natomiast, że powinnam coś z tym zrobić, ale czy wtedy będę mogła się od niego całkowicie uwolnić?

Gdyby gwałt w związkach jest globalną epidemią, chorobą jest partner. Przez długi czas myślałam, że muszę się z tym pogodzić. Myliłam się. Lekarstwem była szczera rozmowa, w której nie chodziło jedynie o przeprosiny. Rozmawiając z moim chłopakiem w ciągu dnia, zrozumiałam, co się tak naprawdę stało. Tysiące, a nawet miliony kobiety śpią koło swoich gwałcicieli każdej nocy i zastanawiają się, co się stało i dlaczego ich partner tak się zmienił. Jedynym wyjściem z takiej sytuacji jest rozmowa, wyrzucenie z siebie wszystkiego. Gwałciciel nie ucieknie przed twoim głosem. A jeśli jesteś w stanie, idź z tym na policję. Powiedz o wszystkim, co się stało.

Nie można tłumaczyć gwałtu. Nie można wybaczyć gwałtu z miłości. W końcu to do mnie dotarło. Mój gwałciciel wie, co zrobił, i jestem święcie przekonana, że większość z nich wie. To przerażające. Młodzi ludzie powinni więcej rozmawiać na ten temat w szkole, powinno się to nagłaśniać w telewizji, internecie. Jeśli tego nie zrobimy, nic się nie zmieni.

Jeśli zostałaś zgwałcona lub znasz taką osobę, zadzwoń na niebieską linię: 22 668 70 00