Newsy

​PiS podwyższył płacę minimalną. Czy zniszczy polską gospodarkę?

Według liberalnych ekonomistów wyższe płace spowodują wzrost bezrobocia i szarej strefy. Koszty prowadzenia biznesu wzrosną, gospodarka zahamuje, wzrośnie dług publiczny. Czy tak będzie w istocie?
11 Lipiec 2016, 8:33amUpdated on 11 Lipiec 2016, 3:54pm

Fot. Maciek Piasecki

Głosami PiS-u w zeszły czwartek Sejm przyjął ustawę o płacy minimalnej, najprawdopodobniej szybko przyjmie ją także Senat, a Prezydent od ręki ją podpisze. Od stycznia 2017 r. zgodnie z prawem pracownikowi będzie trzeba płacić 12 zł za godzinę na umowie zleceniu, a 13 na umowie o pracę (to oznacza podwyższenie płacy minimalnej do 2000 zł brutto).

Jak można się było spodziewać, liberalni ekonomiści – i osoby, które podzielają ich światopogląd – wyrazili niepokój. Według nich spowoduje to wzrost bezrobocia i szarej strefy. Koszty prowadzenia biznesu będą wyższe, gospodarka zahamuje, pogłębi się dług publiczny. Tego typu argumenty są już niemal kliszą. Złośliwie można zauważyć, że podobne głosy oburzenia podnoszone są co najmniej od czasów wprowadzenia zakazu pracy dzieci na przełomie XIX i XX wieku. Spróbujmy odpowiedzieć zatem na wątpliwości dotyczące płacy minimalnej, rezygnując z siania efektownej paniki.

Czy wzrośnie bezrobocie i szara strefa?

Wiele argumentów ekonomistów mainstreamowych opiera się na specyficznym założeniu – o którym pisał m.in. zmarły niedawno prof. Kazimierz Łaski – że praca, a więc pracownik, jest towarem (u Łaskiego: koń). Taka jest konsekwencja twierdzenia, że kiedy obniży się pensje, to zwiększy się popyt na pracę. Jednak w Polsce bezrobocie spada – w tym roku może być rekordowo (po 1992 r.) niskie.

Z punktu widzenia biznesu to może być niepokojące: kurczy się marksowska „rezerwowa armia pracy". To raczej brak gotowych podjąć pracę – a nie bezrobocie – staje się problemem. Do pewnego stopnia sytuację dla pracodawców z pewnych sektorów ratują setki tysięcy Ukraińców, którzy już w Polsce pracują i miliony, które to rozważają. Projekt ustawy zakłada równoprawność zatrudnienia obcokrajowców (tj. nie będą oni mogli zarabiać mniej, niż Polak na podobnym stanowisku). Ma to przeciwdziałać zjawisku zarobkowego dumpingu – wielu cudzoziemców jest gotowa podjąć pracę za mniejsze pieniądze. Uwagę zwraca na ten problem m. in. resort pracy.

Problem nie ma charakteru ściśle prawnego – już teraz trzeba płacić obcokrajowcom tyle samo, co Polakom. Jednak ze względu na patologiczny charakter niektórych sektorów rynku pracy i dzięki działalności agencji pracy tymczasowej, zatrudnianie Ukraińców na skandalicznie niskich stawkach było możliwe z dwóch powodów: braku określonej stawki minimalnej w umowach zlecenie (a na takich pracuje się m.in. w gastronomii) oraz niewydolności i zbyt małych kompetencji inspekcji pracy. Teraz obcokrajowcy będą musieli konkurować na innych polach, niż wysokość stawki. Jednocześnie Ministerstwo Spraw Wewnętrznych upraszcza dla nich formalności związane z pozwoleniem na pracę– postępuje też reforma systemu poboru podatków. To mają być sposoby przeciwdziałania ucieczce części firm w płacenie pracownikom pod stołem.

Jak to wygląda za granicą?

Raport NBP wskazuje, że znane są przypadki korzystnego lub neutralnego wpływy podwyższenia płacy minimalnej na sytuację na rynku pracy. Dzieje się tak, gdy równocześnie z reformą istnieją efektywne i skuteczne służby inspekcji pracy i kontroli podatkowej. Doświadczenia krajów Europy Środkowo-Wschodniej pokazują, że gdy tego nie ma, rzeczywiście rośnie szara strefa.


Czysty zysk: polub fanpage VICE Polska i bądź na bieżąco


Bardzo ciekawych rezultatów dostarcza przykład chiński. Wprowadzenie minimalnego wynagrodzenia faktycznie spowodowało skutki dla gospodarki: zarobki i konsumpcja skoczyły, a bezrobocie nie wzrosło. Przede wszystkim wzrosła jednak produktywność gospodarki. Czemu? Bo pracownicy w większym stopniu traktowany był jako inwestycja, poza tym wzrost płacy sprzyja wydajności). Dzięki temu wiele firm urosło i zwiększyło obroty, były więc w stanie wchłonąć pracowników, którzy utracili pracę w związku z plajtą małych firm, dla których wzrost wynagrodzeń okazał się zabójczy. Wyższe zarobki powodują bowiem, że firmy, których budżety spinają się tylko przy założeniu niskich kosztów pracowniczych, mogą wylecieć z rynku. Zanim zaczniemy za nimi rozpaczać trzeba się zastanowić, czy jest taki interes publiczny, który nakazywałby ich bronić. Mówiąc brutalnie: czy ktoś, kto nie jest w stanie zapłacić pracownikowi 1460 zł na rękę za pełnoetatową pracę powinien funkcjonować na rynku?

Ciekawym eksperymentem socjoekonomicznym okazało się też wprowadzenie federalnej płacy minimalnej w Niemczech. Krytyka tradycyjnie głosiła, że spowoduje to wzrost bezrobocia. Tak się nie stało: bezrobocie dalej spada, a sytuacja najgorzej opłacanych pracowników realnie się polepszyła, a gospodarka zyskała.

Jakie będą skutki dla przedsiębiorców?

Problemy mogą pojawić się w najbiedniejszych regionach. Jak wiadomo, w różnych województwach zarobki za tę samą pracę są zróżnicowane. Podwyżka płacy minimalnej najmocniej uderzy w firmy w Warmińsko-Mazurskim, Podlaskim, czy Świętokrzyskim. Efekty będą minimalne w Warszawie, Krakowie, Gdańsku, czy Poznaniu.

Nie bez znaczenia dla biznesu będzie jednak wzrost obrotów i konsumpcji detalicznej, które wynikają z tego, że pracownicy mają więcej pieniędzy na wydatki. Paradoksalnie wzrost kosztów płacy dla większości przedsiębiorców może oznaczać większe zyski.

Wyższe pensje minimalne mogą też osłabić efekt „odpływu" kobiet z rynku pracy, co jest jednym z możliwych skutków programu 500+. Niektórzy przewidywali bowiem, że wsparcie finansowe dzieci zmniejszy motywacje matek do pracy za 1400 na rękę. Teraz ta kwota wzrośnie, co może częściowo zahamować ten odpływ pracownic.

Czy Polskę na to stać?

Oczywiście nie jest tak, że pensje minimalną można ustanowić na dowolnie wysokim poziomie, a gospodarka i tak to „przełknie". Umiarkowani krytycy słusznie zwracają uwagę, że wzrost płacy minimalnej powinien być związany z produktywnością w gospodarce.

Jak jest w polskim przypadku? Wzrost płacy minimalnej ma też na ogół pozytywny wpływ na kwestie nierówności dochodowych. W ostatnich latach udało się osiągnąć pewien rodzaj konsensusu wokół tezy, że pogłębiające się rozwarstwienie majątkowe i dochodowe powoduje szereg katastrofalnych skutków społecznych, politycznych i gospodarczych.

Po podwyżce stosunek płacy minimalnej do średniej krajowej będzie wynosił ok. 47,5%. W UE ten ważny wskaźnik w 2014 r. wahał się między ok. 33-50%. Zarobki najsłabiej zarabiających Polaków wzrosną.

W latach 2001-2012 produktywność pracownika rosła w średnim tempie 3% rocznie. Wynagrodzenia były daleko w tyle – co roku zwiększały się średnio o 0,9%. Oznacza to w uproszczeniu, że każde miejsce pracy w tym okresie zyski przedsiębiorców rosły ponad trzy razy szybciej, niż płace ich pracowników. Było to akceptowane przez rządzących jako dyskretna forma walki z skutkami kryzysu finansowego Zachodu: tzn. akceptowano stagnacje pensji w interesie kapitału. W ostatnich latach płaca minimalna rosła już szybciej i podwyżka do 2000 zł brutto nie ma charakteru rewolucyjnego. Wzrost płacy minimalnej można więc potraktować jak na kilka lat zawieszoną zasłużoną podwyżkę. Wyłącznie na umowach za najniższą krajową pracuje 700 tys. Polek i Polaków; dla kolejnych 400 tys. to dodatkowe istotne źródło utrzymania. Tak naprawdę to właśnie oni odczują podwyżkę.

Czy to się uda?

Powodzenie reformy będzie w ogromnym stopniu zależeć od otoczenia prawnego. Mowa szczególnie o sprawnie działających służbach podatkowych i inspekcjach pracy. Minister finansów Paweł Szałamacha deklaruje, że pracę nad utworzeniem Krajowej Administracji Skarbowej intensywnie trwają. Mniej wiadomo o wzmocnieniu Państwowej Inspekcji Pracy – to musiałoby się wiązać ze zwiększeniem nakładów na jej działalność.

Reklama