Naprawdę nie chciałem się spóźnić na to spotkanie, zwłaszcza, że w słuchawce telefonu usłyszałem: „Przygotowujemy się do koncertu i mamy tylko pół godziny wolnego, bo w kościele obok trwa nabożeństwo i nie chcemy ich zagłuszać.” Pędząc na złamanie karku, kilkukrotnie skręcając nie w tę uliczkę co trzeba, zastanawiałem się, jak w tak krótkim czasie uda mi się czegokolwiek dowiedzieć o nowym muzycznym projekcie Pauliny Przybysz, znanej m.in. z duetu Sistars? - Chcesz napić się wina, mamy czerwone wytrawne? - usłyszałem na miejscu i zrozumiałem, że nie będzie tak źle.
VICE: W czerwcu wyszła wasza pierwsza wspólna płyta, chociaż znacie się jeszcze…
Paulina Przybysz: …ze szkolnych ławek. Rzeczywiście pierwszy raz spotkaliśmy się, kiedy byliśmy jeszcze dziećmi. Najpierw chodziłam do podstawówki z Pawłem i Piotrkiem, potem, w szkole na Bednarskiej poznałam Remka. Remek z Kasią znają się z podstawówki. W tamtych czasach oczywiście nikt z nas jeszcze nie przypuszczał, że będziemy kiedyś wspólnie grać w zespole. Kto zainicjował ten pomysł?
PP: To ja skontaktowałam się z resztą. Od jakiegoś czasu rosła we mnie potrzeba tworzenia czegoś nowego, więc zanim doszło do pierwszej wspólnej próby, już istniały wstępne szkice utworów. Komponowałam wtedy sama, nagrywając dźwięki domowego pianina, starej radzieckiej wiolonczeli, a za instrumenty perkusyjne wykorzystywałam np. szklanki, filiżanki itp.
Piotr Zalewski: Oczywiście materiał, który znalazł się na płycie zarejestrowaliśmy grając już na profesjonalnych instrumentach. Mówię o tym, bo to strasznie wkurza, kiedy w artykułach pojawiają się informacje, że do naszych piosenek wykorzystywaliśmy przedmioty domowego użytku. To bzdura.
Jakich dźwięków możemy spodziewać się spodziewać od Rity Pax?
PZ: Na pewno połączenia żywych instrumentów z domieszką elektroniki. Dodatkowo, oprócz gitar, perkusji i instrumentów klawiszowych, będzie można usłyszeć też m.in. smyczki i vibrafonette. Każdy z nas dodał w procesie tworzenia coś od siebie, więc na krążku można znaleźć mieszankę klimatów bluesowych, retro i rock’n’rolla.
Remek Zawadzki: Najtrafniej można określić to muzyką eklektyczną. Paulina, kojarzona jesteś z zespołami Sistars i Pinnawela. Czym ten projekt różni od poprzednich?
PP: Mimo że pracujemy w zespole, to czuję, że jest to mega autorska muzyka, w której nie słychać kompromisów. Ani między nami wewnętrznie w zespole ani między Ritą Pax, a słuchaczem. Tym ten projekt różni się od wszystkich poprzednich, w których brałam udział. OK, ale dlaczego na okładce płyty jest ilustracja pochwy, z której wydobywa się tęcza, a może to tylko moje chore skojarzenie?
PP: Skojarzenie jest trafne, chociaż wolę określenie tęczowa cipka niż pochwa, jakoś radośniej to brzmi. Wszystko, co udało nam się razem zrobić, można nazwać takim „porodem kreatywności”. Autorem okładki jest Konrad Wullert, każdy może interpretować ją na swój sposób, poród, tęcza to mocne symbole. Czuję, że po urodzeniu dzieci dostałam żywe dowody na to, że mogę sprowadzić na świat coś pięknego i idealnego i to w jakiś sposób dało mi też większą miłość do swoich piosenek. Całe życie człowiek boryka się z autokrytycyzmem, ale myślę, że jestem już za stara na porównania i udawanie. Nie chcę, żeby moje dzieci musiały spełniać jakieś konkretne standardy, chcę żeby były naturalne i tego też życzę swoim piosenkom. To mniej więcej symbolizuje dla mnie ta okładka.Miley Cyrus to jest punkJUŻ ŚNIĄ MISIE PIOSENKINIENAWIDZIMY WSZYSTKIEGO, A NAJBARDZIEJ SIEBIE. JESTEŚMY THE STUBS
Paulina Przybysz: …ze szkolnych ławek. Rzeczywiście pierwszy raz spotkaliśmy się, kiedy byliśmy jeszcze dziećmi. Najpierw chodziłam do podstawówki z Pawłem i Piotrkiem, potem, w szkole na Bednarskiej poznałam Remka. Remek z Kasią znają się z podstawówki. W tamtych czasach oczywiście nikt z nas jeszcze nie przypuszczał, że będziemy kiedyś wspólnie grać w zespole. Kto zainicjował ten pomysł?
PP: To ja skontaktowałam się z resztą. Od jakiegoś czasu rosła we mnie potrzeba tworzenia czegoś nowego, więc zanim doszło do pierwszej wspólnej próby, już istniały wstępne szkice utworów. Komponowałam wtedy sama, nagrywając dźwięki domowego pianina, starej radzieckiej wiolonczeli, a za instrumenty perkusyjne wykorzystywałam np. szklanki, filiżanki itp.
Piotr Zalewski: Oczywiście materiał, który znalazł się na płycie zarejestrowaliśmy grając już na profesjonalnych instrumentach. Mówię o tym, bo to strasznie wkurza, kiedy w artykułach pojawiają się informacje, że do naszych piosenek wykorzystywaliśmy przedmioty domowego użytku. To bzdura.
Reklama

PZ: Na pewno połączenia żywych instrumentów z domieszką elektroniki. Dodatkowo, oprócz gitar, perkusji i instrumentów klawiszowych, będzie można usłyszeć też m.in. smyczki i vibrafonette. Każdy z nas dodał w procesie tworzenia coś od siebie, więc na krążku można znaleźć mieszankę klimatów bluesowych, retro i rock’n’rolla.
Remek Zawadzki: Najtrafniej można określić to muzyką eklektyczną. Paulina, kojarzona jesteś z zespołami Sistars i Pinnawela. Czym ten projekt różni od poprzednich?
PP: Mimo że pracujemy w zespole, to czuję, że jest to mega autorska muzyka, w której nie słychać kompromisów. Ani między nami wewnętrznie w zespole ani między Ritą Pax, a słuchaczem. Tym ten projekt różni się od wszystkich poprzednich, w których brałam udział. OK, ale dlaczego na okładce płyty jest ilustracja pochwy, z której wydobywa się tęcza, a może to tylko moje chore skojarzenie?
PP: Skojarzenie jest trafne, chociaż wolę określenie tęczowa cipka niż pochwa, jakoś radośniej to brzmi. Wszystko, co udało nam się razem zrobić, można nazwać takim „porodem kreatywności”. Autorem okładki jest Konrad Wullert, każdy może interpretować ją na swój sposób, poród, tęcza to mocne symbole. Czuję, że po urodzeniu dzieci dostałam żywe dowody na to, że mogę sprowadzić na świat coś pięknego i idealnego i to w jakiś sposób dało mi też większą miłość do swoich piosenek. Całe życie człowiek boryka się z autokrytycyzmem, ale myślę, że jestem już za stara na porównania i udawanie. Nie chcę, żeby moje dzieci musiały spełniać jakieś konkretne standardy, chcę żeby były naturalne i tego też życzę swoim piosenkom. To mniej więcej symbolizuje dla mnie ta okładka.Miley Cyrus to jest punkJUŻ ŚNIĄ MISIE PIOSENKINIENAWIDZIMY WSZYSTKIEGO, A NAJBARDZIEJ SIEBIE. JESTEŚMY THE STUBS
