Fisz opowiada o najważniejszych płytach w jego życiu

Od Kraftwerk po Anthrax – Waglewski wybrał 11 płyt, które powinieneś znać

|
10 Luty 2017, 10:14am

Pamiętacie jego debiut? Był 2000 rok, Bartek miał wówczas 22 lata, a na rynku ukazała się jego pierwsza solowa płyta Polepione dźwięki. Szmat czasu. W trakcie tych 17 lat nagrał kilkanaście płyt (nie tylko solowych), zagrał kilkaset koncertów. No i założył rodzinę. A wreszcie zaczął prowadzić autorską, rodzinną audycję Magiel Wagli w radiowej Trójce, w której co środę, wraz z ojcem, Wojciechem Waglewskim prezentują swoje muzyczne fascynacje. Kiedy jednak namówiłem go na opowieść o „tych 10 najważniejszych płytach w jego życiu", to poprosił o chwilę namysłu. Ale kiedy już wybrał swoją ukochaną „dyszkę" (a raczej jedenastkę), to... aż się uśmiechnąłem. A może nawet trochę wzruszyłem. Zresztą - zobaczcie sami!

Kraftwerk: Computerwelt, 1981

Zacznę od płyty której nie kupiłem sam. Usłyszałem ją w czasach, kiedy w domu słuchało się dużo klasycznej muzyki reggae. No i jazzu, czyli muzyki, której nie trawiłem, bo wydawało mi się wtedy, że to jest granie tylko dla snobów - nie miała melodii, ani harmonii. Natomiast pierwszy albumem, który sam wybrałem i często katowałem – ale nie na winylu, CD czy kasecie, a na taśmie-szpuli – był właśnie Computerwelt. To jedna z płyt, którą słucham cały czas. Co nie jest takie częste, bo też tych fascynacji muzycznych miałem w życiu bardzo wiele. A Kraftwerk był ze mną cały czas. I jest do dziś. A wracając do pierwszego spotkania z Computerwelt – będąc dzieckiem miałem bujną wyobraźnię i przez długi czas myślałem, że to jest muzyka grana przez prawdziwe roboty, generowana przez nie na jakichś automatach. W tamtych czasach nie było teledysków, internetu, nawet okładki tej płyty nie widziałem, więc nie miałem z czym skonfrontować moich wyobrażeń. Niedawno, szykując audycję Magiel Wagli w radiowej Trójce wygrzebałem znowu ten album i z przyjemnością go posłuchałem jeszcze raz. A zwłaszcza utwór Numbers – często cytowany i samplowany. I bardzo ponad czasowy.

Talking Heads: Remain In Light, 1980

Drugim zespołem, który odkryłem w młodości i nadal słucham go z wielką przyjemnością – zresztą jak chyba cały świat – jest Talking Heads. A ich Remain In Light to kolejny album z półki mojego taty – po prostu puścił go pewnego dnia i zostałem nim z miejsca kupiony. Doceniam znakomitą produkcję Briana Eno – on był postacią łączącą pokolenie ojca z ludźmi zapatrzonymi w muzykę elektroniczną. Talking Heads to również pierwszy zespół, którego poznałem z twórczości teledyskowej czy koncertowej – a przede wszystkim dzięki filmowi Stop Making Sense z kasety VHS. Pamiętam, jak bardzo podobał mi się ten ich przemyślany, artystowski sposób na siebie, na wizerunek, na oprawę koncertów. Cytaty z właśnie takiego grania znajdziecie na naszym Mamucie.

Resztę ulubionych płyt Fisza znajdziesz na Noisey Polska