Recenzje

Bitamina - Kawalerka

Istnieją na tym świecie płyty, których nie wolno słuchać poprzez serwisy streamingowe.

tekst Dawid Bartkowski
03 Marzec 2017, 7:30am

Wskazanie najbardziej oryginalnego polskiego zespołu nie stanowi dla mnie żadnego problemu. Oczywiście mowa tylko o tych, które powiązane są w pewien magiczny sposób z hip-hopem. Takich akurat próżno szukać w wydawnictwach takiego Instant Classic (Alameda 5 na propsie), które zapewne byłoby liderem pod tym względem.

O płytach z krakowskiego labelu może będzie mi dane napisać kiedy indziej, bo dzisiaj na warsztat biorę Bitaminę i ich "Kawalerkę". Powodów ku temu jest co najmniej kilka, tym bardziej że ostatnie miesiące są dla zespołu nadzwyczaj ciekawe. Może nie aż tak, jak muzyka, którą tworzą, ale ich konsekwencja i zgrabne poruszanie się po gatunkach ciągle imponuje. Takie właśnie jest najnowsze wydawnictwo zespołu - najbardziej przebojowe w ich dorobku, ale zarazem też takie, które wymaga największego skupienia.

Zaczęło się tak niewinnie. Dwanaście lat temu na aktorskim obozie Machulskim skrzyżowały się drogi Amara i Vita. Jakiś czas później dołącza do nich Piotr Sibiński i... powstał zespół, którego oryginalność bije prawie wszystko i wszystkich w tym antymuzycznym państwie. Koleś będący na co dzień aktorem w Niemczech oraz producenci ekologicznego sera i warzyw zaczęli nagrywać płyty, które w obecnych czasach wyróżniają się jedną piekielnie ważną cechą. Słucha się ich w całości. Nie żadnych pojedynczych tracków czy singli. W całości, bo to są niesamowite opowieści ludzi dokładnie takich samych jak ja, ty czy twój kolega.

"Listy Janusza" to był ciężki i trudny temat. Dużo spoken wordu podanego na maksymalnie eksperymentalnych beatach wystawiało słuchacza na próbę. Wokal Piotra Sibińskiego z trudnymi i wielowymiarowymi tekstami wymagał czasu i poświęcenia, żeby zrozumieć wszystkie swoje aspekty. Podobnie było z nagranym przed tamtym materiałem "Placem Zabaw", który na swoją szansę czekał dość długo. Prawie dwa lata "przeleżał" na Bandcampie i ożył dzięki Astigmatic Records, które wydało go na winylu.

W międzyczasie pojawiło się świetne "C", które do słuchaczy dotarło dzięki Kalejdoskop Records. Instrumentalny materiał, zaczynający się numerem opartym na niemenowym samplu z "Kwiatów Ojczystych", w pełni pokazywał hip-hopowy kunszt producencki chłopaków (a w zdecydowanej większości Vita). Nadszedł w końcu czas na nowe dzieło, najlepsze w ich dyskografii.

Kalejdoskop Records idealnie trafił z wydaniem "Kawalerki". Nie dość, że panowie wracają z nowym konceptem, będącym "dorosłą" kontynuacją "Placu Zabaw", to trafili w taki moment, w którym to Vito, Amar i Piotr Sibiński są na ustach fanów ambitnego undergroundu bez jakiegokolwiek podziału na gatunki. To właśnie tutaj jest największy przekrój stylistyczny z wszystkich ich dotychczasowych płyt i przy okazji "Kawalerka" muzycznie wyprzedza poprzedników o kilka długości.

Jest trochę dźwięków inspirowanych Brainfeederem ("Ciekawe Miejsce" spokojnie mógłby napisać Thundercat na spółę np. z Karriemem Rigginsem), ale nie w takim stopniu jak na poprzednich dwóch płytach. Jest też trochę hip-hopu lat 90., ale bez oklepanych i doskonale znanych sampli. Jest funkujący groove ("Pornosy"), jazz z mocną sekcją znany z "C" w postaci "Lustra i Golenia Twarzy" oraz delikatny indie rockowy wymiatacz w singlowym "Domu". Może i eksperymentalnie, ale jakże melodyjnie, stylowo i radiowo.

Muzyka będąca zbiorem wszystkich inspiracji jest świetna i nie inaczej jest z tekstami. Można nawet stwierdzić, że jest jeszcze lepiej, bo to właśnie one stanowią o głównej sile materiału. Już dawno nie było takiej płyty (pewno od czasów "Za Młodzi Na Heroda" Rasmentalismu), z którą niemalże w stu procentach może identyfikować się każdy 30-latek.

"Nie pytaj czy pamiętam o podatku / Dbam o to, by nie pozostawić spadku" to jeden z wersów, które najlepiej oddają klimat "Kawalerki" - opowieści z nowego mieszkania Mateusza o wchodzeniu w dorosłość, radzeniu sobie w nowych realiach oraz konfrontacji z nowymi problemami. Te stare, jak używki czy sprowadzanie dziwnego towarzystwa, odchodzą do lamusa. Przychodzą nowe: podatki, miłość, nieznane perspektywy i obawa. Wyjątkowości temu wszystkiemu dodaje wokal Vita. Rapu jest tutaj tyle co na lekarstwo, aczkolwiek da się znaleźć techniki składania wersów żywcem wzięte od rasowych MC's. Niech za przykład posłuży niepokojące i ujmujące "Niezmiernie Wysoko".

Czy to przeszkadza, że Bitamina, teoretycznie alternatywny zespół, nagrała tak przebojową płytę? Nie, bo te 17 m2 historii o wchodzeniu w dorosłe życie jest najmocniejszym odzwierciedleniem nas samych. Najlepszy w tej chwili polski zespół. Lepszego podsumowania nie potrafię napisać.

PS
Kupcie lepiej CD lub poczekajcie na winyl, bo w serwisach streamingowych póki co nie znajdziecie całej płyty.