Fot. Pixabay
W kwestii tego, kto się wzbogacił i o ile (bo wzbogacili się niemal wszyscy – takie są tendencje od wielu lat) w 2016 roku okaże się dopiero w 2017 roku, a niektóre dane będą do nas spływać latami. Mamy jednak kilka punktów zaczepienia. W oparciu o nie postarajmy się nakreślić mapę tego, jak bogaciła się Polska w 2016 roku.Zacznijmy od najbardziej rozpowszechnionego miernika bogactwa. Jeżeli jesteś średniakiem, to z pewnością żyje Ci się coraz lepiej. Tylko, że „średniak" to kategoria bardzo teoretyczna; zapewne mieszkasz w konkretnym, a nie uśrednionym mieście, zapewne jesteś w konkretnym wieku, masz konkretną płeć, konkretny staż zawodowy, urodziłeś się w konkretnym miejscu drabiny społecznej. Jeśli było to miejsce wysokie to miałeś szczęście – łatwo ci się wspinać, a trudno spaść; a jeśli niskie, to z uwagi na normy kulturowe obecne w twoim społecznym otoczeniu, zapewne nie czytasz tego tekstu. Zapewne – to znowu uśrednienie.Średnie wynagrodzenie w sektorze przedsiębiorstw w listopadzie 2016 roku według GUS wynosiło 4329 zł, czyli jakieś 3080 zł na rękę. W styczniu wynosiło 4101 zł brutto, a netto 2924 zł. Przybyło ci więc ponad 150 zł. To nie tak mało, zwłaszcza, że przez większość roku mieliśmy deflację, a nie inflację – to znaczy, że towary taniały, a nie drożały. Jest jednak kilka ale.Po pierwsze średnia w sektorze przedsiębiorstw liczona przez GUS miesięcznie dotyczy tylko osób zatrudnionych na umowę o pracę, a na takich umowach lepiej się zarabia. Po drugie średnia dotyczy tylko podmiotów, które zatrudniają powyżej 9 osób. A w mniejszych firmach zarabia się mniej, drastycznie mniej. W 2014 w firmach zatrudniających do 19 osób (tylko takie dane są dostępne) średnie wynagrodzenie wynosiło 2926 zł. To ledwie ponad 2100 na rękę. Najwięcej zarabiały osoby z dużych korporacji zatrudniających od 2000 do 4999 osób – średnio 5496 zł brutto. O średniej z całej gospodarki (czyli również z budżetówki i z mikrofilm) będziemy wiedzieć dopiero w 2017 roku. Ale zapewne i ona wzrosła.Mamy inne ciekawe dane dla 2014 roku. Na przykład, im jesteś młodszy tym mniej zarabiasz. Pracownicy do 24 lat średnio zarabiali 2652 zł brutto, w grupie wiekowej 25-34 lata – 3787 zł brutto, w grupie 35-44 lata – 4548 zł brutto, a starsi i tak nie czytają tego artykułu. W 2014 mediana wynagrodzeń, czyli kwota poniżej której połowa Polaków zarabiała mniej, a połowa więcej, wynosiła 3291 zł brutto – na rękę około 2360 zł. Poniżej tej kwoty połowa z nas musiała nie tylko kupić jedzenie i opłacić rachunki, ale też kupić ubrania na zimę, kupić dzieciom plecak i książki i spłacić chwilówki. Mediana z racji tego, że dzieli społeczność na równe połowy znacznie lepiej oddaje obraz zarobków niż średnia, którą (i powyżej której) zarabia około 30 proc. pracujących.Dla biednych, bogatych i średniaków. Polub fanpage VICE Polska i bądź na bieżącoDlaczego skupiamy się na roku 2014, skoro mamy podsumowywać 2016? Bo solidnych danych za 2016 jeszcze nie mamy. Dane dotyczące mediany za 2016 rok będziemy mieli najprawdopodobniej w… 2018. Dlaczego tak się dzieje? GUS, który najdokładniej bada zarobki Polaków ma pewne zlecone zadania. I do tych zadań nie należy częsty pomiar mediany. Ale z tych danych można wyciągnąć pewne informacje: jeżeli pracujesz w mniejszej firmie, to zarabiasz mniej; jeżeli jesteś młodszy to zarabiasz mniej; jeżeli jesteś kobietą, to zarabiasz mniej.Bogacisz się, nawet dość szybko. Według Diagnozy Społecznej najbiedniejsze trzy decyle (decyl to 1/10 część społeczeństwa podzielonego na grupy ze względu na zarobki) w latach 2011-2015 bogaciły się najszybciej. Ale procentowo, nie nominalnie. Dostajesz podwyżki, które procentowo do twoich dochodów są umiarkowanie wysokie, ale jeśli chodzi o pieniądze do ręki, no cóż, nie jest najlepiej. Przybliżmy - żeby dostać podwyżkę w wysokości np. 300 zł brutto na rękę musisz procentowo znacznie szybciej się bogacić jeśli jesteś biedniejszy, niż jeśli jesteś bogatszy. 300 zł to 6 proc. 5000 zł, ale 11 proc. 2600 zł. A w tym tempie (11 proc. rocznie) mało kto się bogaci w Polsce. Więc statystycznie, jeśli jesteś bogatszy, to nominalnie bogacisz się szybciej, niż jeśli jesteś biedniejszy. Chociaż to oczywiście też kwestia względna – możesz być biednym, ale za to młodym i zdolnym człowiekiem, po dobrych studiach, mieszkającym w dużym mieście i w ciągu roku twoje zarobki mogą się podwoić. No ale statystycznie niewiele jest młodych, zdolnych po dobrych studiach mieszkańców dużych miast.Eurostat ostatnio opublikował interesujące dane na temat zarobków społeczeństw Unii Europejskiej. Chyba nikogo szczególnie nie zdziwi, że jesteśmy jednym z najbiedniejszych społeczeństw na kontynencie. Mediana zarobków wynosiła u nas 4,3 euro na godzinę. Biedniejsi są Łotysze (3,1 euro), Litwini (3,4 euro), Węgrzy (3,6 euro), Rumuni (2 euro) i Bułgarzy (1,7 euro). Po przeciwnej stronie wykresu są Duńczycy z medianą 25,4 Euro – zarabiający niemal 6 razy więcej.Jeszcze ciekawiej wygląda porównanie najbogatszych i najbiedniejszych decyli między poszczególnymi krajami. Niemal memem stał się cytat z artykułu Rafała Hirsha odnoszącego się do ustaleń Eurostatu: „Średni dochód wśród 10 procent najlepiej zarabiających Polaków w 2014 wynosił 10,6 euro za godzinę. Z kolei średni dochód wśród 10 procent najgorzej zarabiających Duńczyków to 17,1 euro za godzinę. Czyli najsłabiej zarabiający Duńczycy dostają średnio 61 procent więcej niż najlepiej zarabiający Polacy." Tak, w kontekście europejskim jesteśmy biedni; bardzo, bardzo biedni. Ale są też umiarkowanie dobre strony tego stanu rzeczy. Jako społeczeństwo biedne bogacimy się szybciej niż społeczeństwa bogate. Wciąż zbieramy - jak to mawiają ekonomiści-poeci – nisko rosnące owoce wzrostu.Najlepsze z VICE w twojej skrzynce. Zapisz się do naszego newsletteraZbliżamy więc się do europejskiej średniej; zbliżamy się bo bogacimy się szybciej niż oni. I w długim terminie być może dogonimy zasobnych sąsiadów zza zachodniej i północnej granicy. Ale, jak mawiał John Maynard Keynes, w długim terminie wszyscy będziemy martwi. Dlatego tak wielu z nas zdecydowało się przerwać czekanie i po prostu uciekło tam, gdzie za pracę można sobie kupić życie. W 2015 los emigranta wybrało 2,4 mln Polaków. To sporo.Biednemu nie zawsze wiatr w oczy. Jeżeli jesteś rodzicem, najlepiej dwójki, lub większej liczby dzieci, to twój dochód od kwietnia zauważalnie wzrósł. To przez rządowy program 500+ złośliwie nazywany zrzucaniem pieniędzy z helikoptera. Ale złośliwość to tylko estetyka, a nie kwestia merytoryczna. Bo te 500, 1000, czy 1500 zł to ogromna zmiana materialna w życiu, zwłaszcza mniej zamożnych ludzi.Mówi, się że bogactwo bierze się z pracy. Tylko że to nieprawda.Bogactwo jest wynikiem tysięcy czynników instytucjonalnych, systemowych, prawnych takich jak: zdolność do tworzenia organizacji o wysokiej produktywności (więcej zarobi właściciel fabryki szpilek, gdzie pracę wykonują maszyny, a nie tej, w której pracują najzdolniejsi i najprecyzyjniejsi ludzie), kontrola migracji (to, że w Szwecji kierowca autobusu zarabia kilkunasto- lub nawet kilkudziesięciokrotność zarobków kierowcy autobusu w Wybrzeżu Kości Słoniowej, nie oznacza, że ten pierwszy pracuje kilkanaście razy lepiej), siły związków zawodowych, innowacyjności całej gospodarki.Utarło się oskarżać ludzi ubogich o to, że są ubodzy. Tymczasem osoby biedniejsze pracują zazwyczaj ciężej i dłużej niż osoby zamożniejsze. Tylko że pracują w segmentach rynku pracy, w których po prostu nie da się godnie zarobić. Właśnie dla tych ludzi – oraz dla ich dzieci – program 500+ zrobił naprawdę dużą różnicę. W tej chwili nie są znane dokładne dane, możemy posługiwać się symulacjami: na przykład Bank Światowy mówi o redukcji ubóstwa absolutnego w Polsce o 33 proc. To naprawdę duża zmiana. Według prof. Ryszarda Szarffenberga zajmującego się kwestiami biedy, 500+ zredukuje liczbę dzieci w ubóstwie absolutnym z 770 tys. do 130 tys. To coś w rodzaju zniesienia ustawą ubóstwa.
Mityczna średnia krajowa
Reklama
Mediana, czyli życie za mniej niż 2360 zł miesięcznie
Reklama
Reklama