Reklama
rozrywka

Sacha Baron Cohen to wciąż najwspanialszy troll świata

Nawet w erze kłamstw, fake newsów i ekstremizmu, „Who Is America?” potrafi zaskoczyć swoim brutalnym i przezabawnym obrazem społeczeństwa

tekst Eve Peyser
24 Lipiec 2018, 4:30am

Screen via Showtime

Kiedy w 2000 roku na HBO zadebiutował program Sachy Barona Cohena Da Ali G show, idea wkręcania polityków i głów państwa w powiedzenie czegoś głupiego przed kamerą wydawała się czymś zupełnie nowym. Jednak nawet w obecnej trumpowej czy też może dudowej antyutopii, czyli świecie zdominowanym przez jawne oszustwa, fake newsy i inne formy zakłamania, serii Cohena pt. Who Is America? wspaniale udaje się wznieść ponad przeciętną satyrę polityczną i naprawdę wywołać u widza wybuch śmiechu. Chociaż światem rządzą trolle, Cohenowi bije ich wszystkich na głowę.

Jeszcze przed pierwszym odcinkiem Who Is America?, którego premiera odbyła się w zeszłą sobotę, usłyszeliśmy głosy oburzonych republikanów, których nabrał Cohen. To była najcudowniejsza reklama, o jakiej mógł zamarzyć program – Sarah Palin (była kandydatka na wiceprezydenta), Roya Moore (okryty hańbą kandydat na senatora Alabamy), a także Joe Walsh (były kongresmen) zabrali głos na mediach społecznościowych i zganili komika za to, że podstępem nakłonił ich do pojawienia się w tym programie.

Ale nawet po tym, jak Showtime – czyli stacja produkująca program – wypuściło filmik, w którym Cohen namówił Dicka Cheneya do podpisania zestawu służącego do waterboardingu [rodzaj tortury polegający na wywoływaniu u ofiary wrażenia topienia się; bardzo często wykorzystywany w Guantanamo – przyp. red.], nadal wątpiłem, że Who Is America? rzeczywiście sprosta oczekiwaniom. Jakby na to nie patrzeć, od czasów Busha polityka stała się bardziej podstępna niż kiedykolwiek. A przekonanie, że politycy ukrywają swoją prawdziwą, ohydną naturę, również przestało być aktualne, odkąd Donald Trump wygrał wybory dzięki otwartemu byciu potworem. Co więc mógł ujawnić Cohen? Jak się okazało, całkiem sporo.



Who Is America? otwiera prezentacja jednego z czterech nowych wcieleń Cohena, doktora Billy’ego Wayne’a Ruddicka Juniora, miłośnika Trumpa, który nienawidzi zakłamanych mediów, prowadzi stronę internetową o nazwie truthbrary.org oraz jeździ na wózku inwalidzkim „dla zabawy”. W pierwszym wywiadzie próbuje wkręcić podejrzliwego od samego początku Berniego Sandersa, który ewidentnie węszy w tym jakiś podstęp. W odróżnieniu od republikanów, których w dalszej części programu Cohen mistrzowsko wkręca, Sandersowi udaje się nie wyjść na kompletnego głupka. Cała scena stanowi dowód największego daru politycznego senatora z Vermont (co mogę zresztą potwierdzić jako osoba, która w przeszłości przeprowadziła z nim wywiad) – jego nie są w stanie wyprowadzić z równowagi nawet najbardziej kuriozalne okoliczności.

„Namaste, nazywam się doktor Nira Cain-N'Degeocello. Jestem cisseksualnym, białym, heteroseksualnym mężczyzną, za co przepraszam” – mówi Cohen, przedstawiając swoją następną postać, która nosi koszulkę NPR [National Public Radio, zbiór lewicujących amerykańskich rozgłośni radiowych – przyp. red.] i charakterystyczny dla amerykańskich lewaków różową, dzierganą czapkę z kocimi uszami. Cain-N'Degeocello, łysiejący facet, który zbiera resztę włosów w skromny kucyk, zjadł kolację z dwójką członków Partii Republikańskiej z Południowej Karoliny – lub, jak sam ich opisał, „parą, która cierpi z powodu białego przywileju”. W trakcie wywiadu Cohen poinformował ich, że aby walczyć z seksizmem, zmusza syna do sikania na siedząco, a córkę na stojąco, oraz tłumaczy, w jaki sposób pogodził się z romansem jego żony z delfinem. Potem poznajemy trzecie wcielenie Cohena, Ricky’ego Shermana, który spędził kilkanaście lat w więzieniu i jest aspirującym artystą, używającym płynów ustrojowych zamiast farb. Spotyka się z konsultantką sztuki o imieniu Christy, którą zachwyca oparta na kale sztuka Shermana – do tego stopnia, że daje mi kilka włosów łonowych, aby mógł zrobić z nich pędzel.

Jednak Who Is America wychodzi poza zwykły trolling, gdy poznajemy czwarte oblicze Cohena, byłego agenta Mosadu o nazwisku Erran Morad. Udaje się mu przekonać wielu znanych republikanów i działaczy dążących do zwiększenia dostępności do broni, aby publicznie poparli program „gunimals”, czyli produkcję pistoletów udających pluszowe zabawki. W wywiadzie z Larrym Prattem, emerytowanym członkiem lobbystycznej grupy Gun Owners of America, Cohen pyta z mocnym izraelskim akcentem „Czy sądzisz, że liberałowie wykorzystują strzelaniny w szkołach do promowania swoich przekonań?”. (Pratt odpowiada: „Tak, próbują”).

Potem Cohen prosi o Pratta, żeby spojrzał w kamerę i powiedział: „Małe dzieci są czyste. Nie są zepsute przez fake news i homoseksualizm. Nie zastanawiają się, czy strzelenie do obłąkanego umysłowo napastnika jest politycznie poprawne. Po prostu to robią. Jak udowodniono, program »gunimals« jest niezawodny. Dzieci poniżej piątego roku życia mają podniesiony poziom feromonu Blink 182, który produkuje część wątroby znana jako Rita Ora. To pozwala impulsom podróżującym po sieci neuronowej Cardi B dotrzeć o 40 procent szybciej do Wiz Khalify”.

Absurdalna inicjatywa Cohena zyskała poparcie wielu bardzo szanowanych osób. Kongresmeni Dana Rohrabacher z Kalifornii i Joe Wilson z Południowej Karoliny, a także były republikański Lider większości Senatu Stanów Zjednoczonych Trent Lott, radośnie poparli program zapewniający dzieciom dostęp do pistoletów udających przytulanki. W sumie najbardziej zaskakujące jest w tym to, że republikańscy kongresmani sami nie wyszli wcześniej z taką inicjatywą.

Były republikański kongresman Joe Walsh, który w programie mówi: „Za niespełna miesiąc, za mniej niż miesiąc, przedszkolaki mogą mieć granaty (urocza gra słów: „In less than a month, less than a month, a first grader can become a first grenader”), twierdzi, że został oszukany, a przez komika poleciał wręcz do Waszyngtonu, gdzie rzekomo miano mu wręczyć „nieistniejącą nagrodę dla Przyjaciela Izraela”.

„Muszę z tym żyć” – skwitował na Twitterze.

Faktycznie musi.

Who Is America? zachwyca najbardziej, gdy Cohen używa podstępu, aby pokazać prawdziwe oblicze tych wpływowych konserwatystów – to grupa ludzi, których mózgi zostały tak zniszczone przez szaleństwo współczesnego dyskursu politycznego, że można ich wręcz wkręcić w wyrażenia poparcia dla programu zapewniającego dzieciom dostęp do broni palnej. Jak napisał Charlie Warzel z BuzzFeeda: „Oglądanie tego, jak Cohen namawia [zwolenników dostępu do broni] do nakręcenia spotu, w którym reklamują broń palną dostosowaną do dzieci, w pewien ponury sposób utwierdza nas w tym, że od początku mieliśmy rację”.

Najnowszy projekt Cohena i jego wyjątkowy talent do wyszydzania fake news nie jest przeznaczony dla osób, które można łatwo obrazić. Nie nadaje się również dla tych, którzy szukają komedii okraszonej dawką aktywizmu – styl Cohena nie polega na szerzeniu jakiegokolwiek politycznego przesłania, tylko raczej na wykorzystaniu istniejącego chaosu, aby uzyskać możliwie najlepszy materiał. Mimo że najwięcej uwagi przyciąga jego trollowanie konserwatystów, sam Cohen nie kieruje się żadnym szczególnym kompasem ideologicznym, a jego program nie ma podnoszącego na duchu przesłania – po prostu zabiera nas w podróż po świecie, demaskuje jego absurdalną naturę i zaprasza do śmiechu. Bo co właściwie innego możemy zrobić?

Możesz śledzić autora tekstu na jego Twitterze oraz Instagramie.

Tekst pierwotnie ukazał się na VICE US.

Czytaj też: