Na zdjęciu od lewej: Adrian, Maciek, Maciek. Fot: Paweł Mączewski

Polscy fani pożegnali Lil Peepa w Warszawie

Puszczanie balonów w niebo, wspólne śpiewanie piosenek i zapalone świeczki ułożone w napis „Lil Peep” – fani tragicznie zmarłego artysty żegnali go w sobotni wieczór pod Warszawską Syrenką

|
gru 4 2017, 1:52pm

Na zdjęciu od lewej: Adrian, Maciek, Maciek. Fot: Paweł Mączewski

„Byłem wtedy w szkole, kiedy dowiedziałem się o jego śmierci. Koleżanka powiedziała mi: »hej, umarł jeden z tych twoich raperów, Lil Peep«. Zestresowałem się. On tworzył muzykę, która pomagała ludziom z problemami, z depresją – dawał im spokój, czuli w nim wsparcie. To tak jakby stracić ojca. Lil Peep był autorytetem. Jego muzyka sprawiała, że nie czułem się sam" – mówi mi Adrian. Ma 14 lat i jest fanem tragicznie zmarłego artysty. Razem z grupką kilkudziesięciu osób przyjechał pod Warszawską Syrenkę, miejsce wydarzenia zatytułowanego na Facebooku Lil Peep Memorial Poland.

„Zrobiłam ten event, bo wspólnie chcieliśmy upamiętnić życie i twórczość Lil Peepa" – tłumaczy mi 16-letnia Blanka, współorganizatorka spotkania, którym w sieci interesowało się ponad pięć tysięcy osób. Rzeczywistość mocno zweryfikowała frekwencje, ale można było odnieść wrażenie, że na miejscu pojawili się ci najbardziej oddani z fanów. Znakiem rozpoznawczym dużej części z nich był charakterystyczny wzór tatuażu nad brwią, który oryginalnie miał Peep – jeden z uczestników wykonał i rozdawał innym zmywalne kalkomanie.

Świeczki dla Lil Peepa

„Był dla nas wsparciem. Mimo tego, że się nie znaliśmy” – dodaje Blanka. Pytam ją, co sądzi o słabości muzyka do narkotyków: „Nie patrzę na to, czy ktoś bierze, czy nie, ale ta sytuacja pokazuje, że narkotyki są zakazane nie bez przyczyny, więc ktoś może to odebrać, jak przestrogę".

Na zdjęciu Blanka

W tłumie dostrzegam dwie kobiety, które wyróżniają się wiekiem na tle pozostałych uczestników. Szybko dowiaduje się, że to dwie matki, które przywiozły tu swoje córki – przyjechały z Siedlec i Gdyni. „Córka bardzo chciała przyjechać we wrześniu na jego koncert, kiedy grał w Warszawie, ale bilety bardzo szybko zostały wyprzedane. Z mężem wtedy obiecaliśmy, że pojedzie na następny koncert. No niestety, już nie pojedzie” – tłumaczy mi matka 15-letniej fanki Lil Peepa i dodaje: „Moja córka teraz wie, do czego prowadzą narkotyki. Dotknęła tego tematu w tak trudnym wieku”.


Bądź z nami na bieżąco. Polub nasz fanpage VICE Polska na Facebooku


Podchodzę jeszcze do młodych dziewczyn, siedzących u podnóża Syrenki. Pytam o emocje, jakie im towarzyszyły, gdy dowiedziały się o śmierci muzyka: „Przez pierwsze dwa tygodnie to do mnie w ogóle nie docierało, wmawiałam sobie, że on żyje, nadal mam takie uczucie. Potem się tym kompletnie załamałam, nie wiedziałam, jak sobie poradzić z tym bólem. Był dla mnie kimś więcej niż tylko ulubionym artystą, był inspiracją – dzięki niemu odnalazłam siebie, swój styl. Wcześniej nie wiedziałam, kim jestem. Zrozumiałem też, że temat choroby psychicznej nie jest tematem tabu i trzeba rozmawiać o depresji, o samobójstwie” – podsumowuje Melisa.

Lil Peep (tak naprawdę Gustav Åhr) zmarł 15 listopada w wieku 21 lat. Przyczyną śmierci miało być prawdopodobne przedawkowanie xanaxu. Był określany jako „jeden z najbardziej intrygujących przedstawicieli hip hopu młodego pokolenia”.

Śledź autora tekstu na jego profilu na Facebooku

Od lewej: Natasza, Melisa i Julka
Autor tekstu (w środku) z fanami Lil Peepa pod Warszawską Syrenką
Więcej VICE
Kanały VICE