Czego o ludzkości nauczyła mnie praca w kostiumie Spongeboba
Fot. Rafael Ben-Ari via Alamy Photos
praca

Czego o ludzkości nauczyła mnie praca w kostiumie Spongeboba

Fizyczne i werbalne poniżenia to standard w zawodzie maskotki, ale każdy ma swoje granice wytrzymałości
Tim Geyer
tekst Tim Geyer

Artykuł pierwotnie ukazał się na VICE UK

Wesołe miasteczka mają nieść wszystkim radość, ewentualnie wywoływać lekkie mdłości, ale rzecz jasna dla niektórych to po prostu miejsce pracy. Arne* od kilku miesięcy pracuje w parku rozrywki jako tzw. character performer, czyli coś w rodzaju maskotki ‒ chodzi przebrany za Wojowniczego Żółwia Ninja lub Spongeboba Kanciastoportego, pozuje do zdjęć z gośćmi, tańczy, bierze udział w pokazach i stara się jak może, by wszystkim było miło. Twierdzi jednak, że jego zawód w rzeczywistości ma wiele ciemnych stron.

Reklama

Dla wielu odwiedzających park nawet najlepsza obsługa to za mało. Rozmawiałem z Arnem o werbalnych i fizycznych poniżeniach, które każdego dnia musi cierpieć ze strony gości. Choć pogodził się już z faktem, że stanowi to część jego pracy, nie znaczy to, że łatwo mu przejść nad tym do porządku dziennego. Oto co mi opowiedział:

Przemoc werbalna

W ciągu tych miesięcy, jakie przepracowałem w tym parku, widziałem rzeczy, o których wcześniej nawet mi się nie śniło. To takie dziwne: nasz zawód polega na tym, żeby pomagać odwiedzającym miło spędzać czas, a jak dzień długi słyszymy same wyzwiska. „Dupek", „złamas" i „sukinsyn" to najlżejsze spośród nich.

Każdego ranka, na początku zmiany, nasz zespół spotyka się na zapleczu, żeby dowiedzieć się, kto dziś zakłada kostium, a kto eskortuje. Eskorta ma za zadanie sprawić, by maskotkom nie stało się nic złego. Potem idziemy do głównego wejścia do parku, żeby w chwili otwarcia powitać gości. Mniej więcej wtedy po raz pierwszy w ciągu dnia ktoś krzyczy do mnie: „Hej Spongebob! Ty jebana cioto!".

Gdy coś idzie nie po myśli rodziców, nie mają żadnych oporów, by obrażać nas na oczach swoich małych dzieci. Niedawno pracowałem jako eskorta w tym punkcie parku, w którym maskotki zbierają się co parę godzin, żeby pozować do zdjęć ze zwiedzającymi. Po tym, jak jedno z dzieci zrobiło sobie zdjęcie, jego matka podeszła do mnie i powiedziała, że jej zdaniem maskotka nie była dla niego wystarczająco miła. Odpowiedziałem, że porozmawiam z kolegą i na pewno z przyjemnością zrobi jeszcze jedno zdjęcie z jej synkiem. To dla niej było za mało. Tuż obok w kolejce do zdjęcia stały te wszystkie dzieci i wytrzeszczały na nas oczy, a ona zaczęła na nas krzyczeć, że mamy małe fiutki i wyzywać nas od dupków i skurwieli.

Reklama

Staram się podchodzić do tego, jak zawodowiec, ale czasem mnie to dojeżdża. Głównie dlatego, że nie rozumiem, czemu ludzie się tak zachowują. Domyślam się, że pewnie nie chcą mnie osobiście urazić ‒ pewnie po prostu wydaje im się, że w parku wszystko im wolno. Ale i tak nie pojmuję, dlaczego uważają, że to w porządku się tak zachowywać.

Fot. Laurie Goldfarb via Alamy Photos.

Przemoc fizyczna

W naszym parku trafiają się dwa typy ludzi, którzy potrafią fizycznie skrzywdzić pracowników. Ci, którzy za bardzo się podniecają i robią to przez przypadek ‒ nie chcą nam zrobić krzywdy, ale po prostu zbyt ostro obchodzą się z kostiumem albo maską. Każde uderzenie boli bardziej, gdy czujesz je przez kostium. Gdy ludzie zdają sobie sprawę, że zachowują się zbyt gwałtownie, zazwyczaj starają się bardziej uważać. Czasem się jednak zastanawiam, czy rzeczywiście można zapomnieć, ze wewnątrz maskotki jest człowiek.

Niestety zdarzają się też tacy, którzy biją nas umyślnie. Niedawno przyklęknąłem do zdjęcia z jedną czterolatką, która też była przebrana. Nagle od tyłu podbiegł jakiś nastolatek i kopnął mnie w tyłek ‒ bo tak. Innym razem, podczas ostatniej oficjalnej sesji zdjęciowej tego dnia (w takiej sytuacji może się zrobić dość nerwowo, bo całe mrowie dzieci i dorosłych próbuje wykorzystać ostatnią szansę na fotkę) jakaś kobieta złapała jednego z aktorów za ramię i rzuciła go na ziemię.

Gdy jesteś w kostiumie, nie możesz zbyt wiele poradzić na taką agresję. Nie wolno nam wyjść z roli ani odzywać się do gości. Jedyne, co możemy, to starać się dać znać eskorcie, co się właśnie wydarzyło, ale to też nie jest takie łatwe. Nie możesz mówić, a niektóre kostiumy, jak np. Patryka Rozgwiazdy, nie mają nawet rąk i nóg. Eskorta też nie jest w stanie wszystkiego dostrzec, gdy maskotka wejdzie w tłum. Niektórzy odwiedzający są bardzo agresywni, zwłaszcza grupy nastolatków.

Reklama

W naszym parku jest jeden dom strachów, w którym niedawno zrobiło się naprawdę nieprzyjemnie. Wewnątrz nie wolno robić zdjęć ani nagrywać filmów, ale ostatnio przebiegła przez niego grupka trzech chłopaków i dwóch dziewczyn, a jedna z nich cały czas filmowała. Jedna z aktorek, wciąż pozostając w roli, poprosiła ją, by schowała telefon, a ta uderzyła ją w twarz i złamała jej nos.

Gdy dochodzi do tak poważnych incydentów, wychodzimy z roli i idziemy na zaplecze. Eskorta może próbować ująć winnego, ale zazwyczaj dawno już nie ma po nim śladu. Gdy jednak uda nam się go złapać, zapraszamy go do biura obsługi gości. Tam taki delikwent ‒ taki nastolatek, który walnął Spongeboba w lewy ząb, albo coś w tym stylu ‒ poznaje drobną dziewczynę, 160 cm wzrostu, która była wtedy wewnątrz kostiumu. Zazwyczaj gość w takiej sytuacji nie wie co powiedzieć.

Niewygody kostiumu

Wewnątrz kostiumów robi się koszmarnie gorąco, oczywiście nie ma żadnego obiegu powietrza. Po pół godziny noszenia kostiumu każdy z aktorów potrzebuje pół godziny przerwy. Podczas każdej zmiany wychodzimy z kostiumu pięć lub sześć razy. Zdejmujemy go na zapleczu, żeby wypuścić nagrzane powietrze. Kilka razy dziennie zmieniamy też przepoconą odzież sportową, którą mamy pod kostiumem.


Szanujmy się. Polub fanpage VICE Polska i bądź z nami na bieżąco


Ciuchy pod kostium są prane na następny dzień, a same kostiumy podlegają dezynfekcji po każdym użyciu. Od czasu do czasu są oddawane do profesjonalnego czyszczenia, by wywabić z nich smród. To trochę pomaga, ale i tak wiadomo, że nie ty pierwszy go zakładasz, co jest szczególnie nieprzyjemne, jeśli chodzi o ubranie pod kostiumem. Czasem wyraźnie czuć, że kilka osób pociło się w nich jak świnie.

Reklama

Granice wytrzymałości

Gdy goście parku nieustannie ci dokuczają i poniżają, istnieje ryzyko, że w końcu będziesz miał dość i komuś oddasz. Pewnego razu jeden odwiedzający przepchnął się przez kolejkę i gdy zwrócono mu uwagę, dał jasno do zrozumienia, że nie uważa, by musiał czekać na swoją kolej jak reszta. Zagwizdał na jednego z moich kolegów, by podszedł, tak, jak się gwiżdże na psa. Dla mojego kolegi tego było za wiele ‒ podszedł do niego i go popchnął. Nie za mocno ‒ w kostiumie nie da się nikogo tak naprawdę uderzyć ‒ ale to wystarczyło, żeby tamten zrozumiał. Oczywiście takie traktowanie gości jest absolutnie zakazane, ale szczerze mówiąc, poczułem się trochę lepiej, gdy zobaczyłem, że do typa w końcu dotarło, i to właśnie w taki sposób.

W parku przemoc i agresja zazwyczaj skierowana jest tylko w jednym kierunku ‒ na nas, pracowników. Obsługa kolejek i karuzel styka się z wyzwiskami i fizycznymi groźbami tylko dlatego, że wykonują swoją pracę i pilnują porządku w parku. Nie otrzymujemy właściwie żadnego wsparcia psychologicznego. Gdy coś cię naprawdę gryzie, możesz porozmawiać z kierownikiem zespołu, ale prawda jest taka, że to po prostu część naszego zawodu.

Słowo daję, cieszę się, że nasi goście nie są w stanie stwierdzić, czy w kostiumie jest kobieta, czy mężczyzna. Jestem pewien, że zwłaszcza aktorki doświadczałyby molestowania i przemocy seksualnej, gdyby było inaczej. Nawet bez tej wiedzy, odwiedzającym zdarza się macać nas po różnych częściach kostiumu ‒ często myślą, że to świetny żart.

Reklama

Koniec końców, ta robota naprawdę zmieniła to, jak postrzegam świat. Nauczyłem się, że nie można naiwnie spodziewać się po ludziach przyzwoitych, ludzkich zachowań. I chociaż ta praca może być fizycznie i psychicznie wyczerpująca, wciąż lubię to robić. Nie dla pieniędzy ‒ i tak zarabiamy minimalne stawki ‒ ale dlatego, że tak wiele pięknych chwil równoważy te złe. Naprawdę, nic nie jest w stanie przebić tego uczucia, gdy sprawisz, że dziecko na wózku inwalidzkim się roześmieje. Zastanawiam się jednak, skąd bierze się w naszych gościach tyle negatywnej energii. Przecież to wesołe miasteczko. Dlaczego niektórzy ludzie tak bardzo chcą być smutni i źli?

*Zmieniliśmy imię Arnego, by chronić go przed utratą prywatności i pracy. Nie określiliśmy dokładnie, w którym parku rozrywki pracuje z tego samego powodu.


Więcej na VICE: