Wiara

Jak dziś wygląda biblijny Eden

Niektórzy wierzą, że ten teren, znany również jako irackie bagna, był kiedyś miejscem pierwszej i jedynej ziemskiej utopii

tekst تمارا عبد الهادي
14 Maj 2018, 1:45am

Basna niesie świeżo uprane koce. Na mokradłach żyje od dziecka. Zdjęcia – Tamara Abdul Hadi

Tekst oryginalnie ukazał się na VICE US.

Tam, gdzie spotykają się rzeki Tygrys i Eufrat i co kiedyś było centrum starożytnej Mezopotamii, znajduje się bagno znane jako Ahwar w południowym Iraku. Miejscowi poruszają się tu drogami wodnymi za pomocą własnoręcznie zbudowanych łódek, bawoły wodne brodzą w wodzie. To tutaj pomiędzy IV a V wiekiem p.n.e. Sumerowie budowali swe domy z trzciny – zwyczaj, który przetrwał do dziś. Niektórzy wierzą natomiast, że ten teren, znany również jako irackie bagna, był kiedyś miejscem pierwszej i jedynej ziemskiej utopii – biblijnego Edenu.

Nawet jeśli to prawda, to dużo się zmieniło od wygnania stąd ludzi. W latach 50. ubiegłego wieku rząd postanowił wykorzystać ten teren pod uprawy, niedługo potem zaczęły się odwierty w poszukiwaniu ropy. Potem, w latach 80. i 90., Saddam Husajn, w stanie wojny z Iranem, kazał zniszczyć dużą część mokradeł, które stanowiły świetny teren do ukrywania się i walk partyzanckich. Dopiero po upadku reżimu Husajna podczas inwazji wojsk amerykańskich na Irak w 2003 roku pojawiły się próby odbudowy ekosystemu – postawiono tamy, wrócili mieszkańcy.

Dopiero ponad dekadę później, w 2016 roku, UNESCO wpisało ten teren na listę światowego dziedzictwa. Według World Heritage Outlook „trzy z czterech komponentów obiektu wciąż nie są objęte ochroną” i w sytuacji, kiedy rządowe pieniądze wydaje się na odwierty, a nie konserwację, pojawiają się problemy z dostępem do wody. Tutejsi ludzie – Arabowie Błotni – nie tracą jednak nadziei na odtworzenie tego, czym był ten teren dla ich przodków.

W mglisty poranek marca tego roku znalazłam się na tych samych irackich mokradłach u rodziny Sayyid Raad. Żyją z uprawiania ziemi, z daleka od nowoczesnych dogodności, jakie dają miasta. Nihaya (co po arabsku znaczy „koniec”), dziewczynka na oko dziesięcioletnia, chodziła po okolicy z pewnością i lekkością doświadczonego pasterza. Wydoiła jednego bawoła i zabrała się za następnego. Jej ojciec i jej starsze rodzeństwo – Hoda, Ahmad i Murtadha – robili dokładnie to samo. Szczególnie kobiety, jak Nihaya, są tutaj bardzo silne. Swoje dni spędzają na pracy – głównie wypasając i dojąc bawoły, zbierając trzciny na sprzedaż i łowiąc ryby.

Tę noc spędziłam w ich rodzinnym domu z trzciny. (Wiele rodzin z tego plemienia mieszka obok siebie w takich budowlach). Można powiedzieć, że bawół, który całą noc ocierał o drzwi swoim grzbiete, był ich głównym strażnikiem. Kiedy się obudziłam żona Sayyida Raada, Halima, robiła śniadanie dla całej rodziny, podczas gdy obok niej spało dwuletnie dziecko. Po posiłku wyszłam z domu i zorientowałam się, że wszystkie bawoły wyruszyły już w swoją codzienną wędrówkę po bagnach. Wrócą przed zmrokiem, jakby głęboko wierzyły, tak jak rodzina Sayyida Raada, w powrót do miejsca, które kiedyś było rajem.

Zawalony dom z trzciny na brzegu Eufratu.
17-letni Ali na mokradle.
Um Haider niesie trzcinę w rejonie Al-Chibayish.
Niedaleko jej domu, o wschodzie słońca, Nihaya siedzi na jednym z bawołów należących do rodziny.
Hamdiya płynie przez mokradła w poszukiwaniu trzciny na sprzedaż.
11-letni Jassem siedzi na trzcinach w okolicach swojego domu na bagnie Hammar.
W tym małym pomieszczeniu shermeni odpoczywają, jedzą i piją herbatę o poranku po nocnej zmianie.
Um Jassem łamie trzciny do pieca, w którym piecze się chleb. Okolice jej domu, wyspa na bagnie Hammar.
Młoda Irakijka zbiera trzciny, które następnie będą sprzedawać jej rodzice w Al-Chibayish.
14-letnia Zahra pozuje obok jednego z bawołów należących do jej rodziny. Rodzina wstaje o 4 rano, wypasa i doi bawoły, po czym dogląda kur i kaczek.
Um Mahdi sprzedaje sh przy drodze.
Dom z trzciny w Al-Chibayish.