festiwale

Szczęście i chaos na zdjęciach z Warsaw Comic Con

Andrzej Sapkowski zdradził, czy napisze kolejną powieść o Wiedźminie, Jakub Żulczyk mówił o presji przy tworzeniu kontynuacji Belfra, Swanski pokazał nam, jak wygląda impreza z samej góry, a Janusz Korwin-Mikke bawił się na stoisku VR

tekst Paweł Mączewski; zdjęcia: Izabela Szumen
24 Kwiecień 2018, 9:04am

Wszystkie zdjęcia: Izabela Szumen i Paweł Mączewski

Jeżeli spróbujesz objąć ogrom atrakcji tej imprezy za jednym razem, możesz odnieść wrażenie, że obserwujesz chaos spowodowany przeładowaniem popkulturowych tropów. Każdy metr tego miejsca to kolaż ze świata gier, filmów i komiksów – wszystko się przenika i walczy o twoją uwagę. Patrzę na lewo, a tam młoda dziewczyna w stroju Sylveona wykonanego na podstawie serii Pokemon robi sobie selfie z makietą Velociraptora z Jurrassic World; po mojej prawej widzę Kylo Rena, czyli Darth-wanna-be-Vadera z nowych Gwiezdnych wojen, który pozuje na tle Camaro – Bumblebee z serii Transformers. Przede mną dwie hale Ptak Warsaw Expo wypełnione tego rodzaju atrakcjami.

W ten weekend w podwarszawskim Nadarzynie odbyła się III edycja Warsaw Comic Con, święta geeków, gdzie pasje i zajawki łączą się z konsumpcjonizmem i wielkimi franczyzami. Na imprezę zaproszono szereg gości, głównie wschodzące gwiazdy popularnych amerykańskich seriali (m.in. Riverdale, Teen Wolf) lub trzecioplanowych aktorów z filmów Hobbit i Piraci z Karaibów (dla ciekawskich ich pełna lista TUTAJ).

Jako że nigdy nie byłem fanem zjawiska długich kolejek do znanych ludzi, którzy za określone sumy pieniędzy sprzedają hurtowo autografy, uściski i uśmiechy do zdjęć na ściance, postawiłem na dokładną eksplorację miejsca. Tak oto odkryłem, że nawet w tym mikroświecie komiksów, filmów o superbohaterach i gier znajdzie się miejsce na stoisko biura podróży i dla sprzedawców przyrządów do masaży.

Podążając tropem nieoczywistych elementów krajobrazu zdominowanego przez festiwal popkultury, trafiłem na spotkanie z prof. Leszkiem Balcerowiczem, który promował swoją książkę na trwającym tu także Warsaw Book Show.

W krótkiej rozmowie ze mną (którą w całości możesz obejrzeć TUTAJ) wytłumaczył m.in., że najbardziej lubi przemawiać właśnie do dzieci, że młodzi Polacy wcale nie mają gorzej niż ich rodzice, a jego ulubiony film to Trzy billboardy za Ebbing, Missouri.

Drugi dzień imprezy rozpocząłem spotkaniem z Andrzejem Sapkowskim, który oprócz przypomnienia, dlaczego uchodzi za buca, poinformował, że napisze kolejną książkę ze świata Wiedźmina. Zaraz po tym spotkałem się z Jakubem Żulczykiem, który opowiedział mi o presji przy tworzeniu kolejnego sezonu serialu Belfer, o najlepszych rzeczach, jakie w ostatnich latach wydarzyły się w mainstreamie oraz o tym, jakiego superbohatera zaprosiłby do Polski (całą rozmowę możesz obejrzeć TUTAJ).

Najmilej chyba jednak będę wspominał rozmowę z Pawłem Kozłowskim, autorem murali znanym bardziej jako Swanski, który w trakcie imprezy tworzył własną interpretacje Venoma (TUTAJ możecie obczaić świeżutki zwiastun tej produkcji) na ścianie. Pomimo mojego lęku wysokości nie mogłem przepuścić okazji, by wjechać z nim na wysokość pierwszego piętra, gdzie Swanski wytłumaczył mi, w czym widzi piękno tej imprezy – chociaż sam nie jest jej targetem.


Pomimo usilnych prób zrobienia lajwa z naszej rozmowy, wciąż przerywało połączenie, ostało się więc tylko nagranie na setkę, E-N-J-O-Y


W tym miejscu powinienem jeszcze oddać sprawiedliwość wszystkim cosplayerom, zwłaszcza uczestnikom walczącym w konkursie na najlepsze przebranie. Pamiętam, że jako kilkulatek biegałem po pokoju ze spiętym agrafką kocem na plecach, który miał imitować pelerynę Batmana – to najdalej, jak zaszedłem w dziedzinie przeistaczania się w swojego ulubionego herosa. Dlatego zdjąłem z głowy czapkę, w geście szacunku, widząc skalę pozytywnego popieprzenia uczestników i ich oddania idei, by stworzyć najlepszy strój z możliwych.


Fragment konkursu cosplay, na scenie Bartosz Kalista jako Boss Rider, własna interpretacja postaci ze świata gier Fallout


Jestem geekiem i jako taki potrafię poświęcić godziny na tłumaczenie, dlaczego Martwe zło to najlepszy cykl horrorów wszech czasów, gra Alien: Isolation opowiada lepszą historie niż większość filmów o Obcych, a DC Universe nie umie w ekranizacje – jednak wracając z imprezy, czułem się już dość staro. Najwyraźniej podobnych odczuć nie miał Janusz Korwin-Mikke, który odwiedził imprezę jej ostatniego dnia i bawił się na stoisku VR.

Podejrzewam, że chciał przekonać dzieciaki, jakim jest cool starszym panem, albo szukał w wirtualnej rzeczywistości miejsca dla swoich odklejonych poglądów politycznych.

Śledź autora na jego profilu na Facebooku