Moda

Jak Xanax i raperzy z Soundclouda wpływają na modę

Tacy artyści, jak Lil Pump, Lil Uzi Vert, Smokepurpp i niedawno zmarły Lil Peep, choć muzycznie się różnią, mają ze sobą wiele wspólnego. Ich wrażliwość znajduje odbicie w ubraniach, tatuażach i pigułkach, którymi się szprycują

tekst Emma Garland
16 Kwiecień 2018, 11:00pm

Ilustracje: Owain Anderson

Artykuł pierwotnie ukazał się na VICE UK

Niczym herby, narkotyki często reprezentują poszczególne subkultury: LSD hippisów, ecstasy fanów rave’ów z lat 90., a olbrzymie puszki Monstera pop-punkowców. Oczywiście wiadomo, że to tylko pewne uogólnienia – słuchanie Happy Mondays i łykanie MDMA wzajemnie się nie wyklucza. Jednak wiele można się dowiedzieć o charakterze danej subkultury, przyglądając się temu, w jaki sposób wyraża się ona poprzez narkotyki, muzykę i ubrania (te ostatnie mówią najwięcej, ponieważ można je zobaczyć gołym okiem). „Moda to żywy język” – powtarza Miuccia Prada. W takim wypadku warto się więc zastanowić, co mówi nam najpopularniejsza obecnie trójca – raperzy z Soundclouda, współczesna moda i Xanax.

Raperzy z Soundclouda, którzy wykorzystują tę platformę streamingową, aby uniknąć molocha, jakim jest współczesna branża muzyczna, inspirację czerpią przede wszystkim z trapu z Atlanty oraz charakterystycznych dla początku poprzedniej dekady pop-punku i muzyki emo. Ich ksywy brzmią jak imiona, które mogłyby nosić postaci z anime albo celebryci z Myspace’a. Oni sami wyglądają, jakby starali się o rolę w remake’u Street Fightera, a do tego wszyscy kochają – czasem bez wzajemności – benzodiazepiny. Choć muzycznie bardzo się różnią, artyści tacy jak Lil Peep, Lil Uzi Vert, Lil Pump i Smokepurpp mają ze sobą wiele wspólnego: wszystkim z nich, jedynie dzięki własnym staraniom, udało się wybić do mainstreamu – i to praktycznie bez konieczności wychodzenia z domu. Wiedzieli, że aby to osiągnąć, muszą wyróżniać się z tłumu.

Chociaż pragną wyglądać jak najoryginalniej, większość z nich postępuje według podobnego schematu: różnokolorowe włosy, ubrania łączące nieco obciachowy styl koszulek z nadrukami z obecnie modnym streetwearem oraz mnóstwo tatuaży na twarzy, szyi i dłoniach (tzw. job stoppers). Jak już zauważono w wielu artykułach, raperzy z Soundclouda mają wyraźnie punkową wrażliwość, która – zarówno w dźwięku, jak i prezentacji – może być postrzegana jako odrzucenie stylizacji na everymana, którą tak uwielbia Drake. Ich styl czasem wydaje się infantylny (patrz: Lil Pump rapujący w puszystej różowej bluzie i z plecakiem), czasami surrealistyczny (patrz: Lil Uzi Vert i wszystko, co z nim związane), ale każdy z tych artystów konsekwentnie sięga po skrajności, obok których nie sposób przejść obojętnie.

Niektórzy z nich potrafią okryć się (nie)sławą, zanim jeszcze wydadzą muzykę. Obecnie zhańbiony już raper z Bushwick, 6ix9ine, zyskał rozgłos latem ubiegłego roku, kiedy to jego selfie stało się popularnym memem. Kilka miesięcy później jego debiutancki singiel „Gummo” od razu trafił na 58. miejsce na liście Billboard Hot 100. Jego styl w zasadzie przypomina raperską wersję Dahviego Vanity – tęczowe włosy, kolorowy grillz i liczba „69” wytatuowana na całym ciele, zupełnie jakby był designerską torebką. Został również oskarżony o ohydne przestępstwo seksualne, do którego zresztą się przyznał, więc nie będziemy już więcej o nim pisać. Jednak stanowi on świetny przykład tego, że oryginalny wizerunek bardzo często poprzedza muzyczne osiągnięci raperów z Soundclouda. Ponieważ budują oni swoje kariery niemal wyłącznie za pośrednictwem mediów społecznościowych, wygląd i osobowość są w ich przypadku równie ważne, co sama muzyka – o ile nie bardziej. W rezultacie ich konta to niezwykle spersonalizowanie miejsca, gdzie własną markę budują poprzez promowanie swojej muzyki, sesje modowe i rekreacyjne łykanie Xanaxu. To ostatnie uchodzi już za coś tak normalnego, że gdy w czerwcu Lil Pump świętował przekroczenie miliona obserwujących na Instagramie, zrobił to, krojąc tort w kształcie tabletki Xanaxu.

Sesje modowe też nie powinny stanowić zaskoczenia – znane domy mody już od dziesięcioleci romansują z rapem. Kanye West, A$AP Rocky, Pharrell i Odd Future mają swoje marki odzieżowe, Lil Yachty w zeszłym roku dołączył do firmy Nautica jako projektant kreatywny, Raf Simons od lat projektuje, a w 1996 roku Tupac przeszedł się na wybiegu Versace. Relacja między Soundcloudem i modą przypomina to, co już wcześniej widzieliśmy: Vivienne Westwood i punk, Stone Island i grime.

Rap z Soundclouda oczywiście nie jest też pierwszą subkulturą, która ma swój „własny” narkotyk, ale Xanax w pewien sposób łączy specyficzną sceną muzyczną z problemami, z którymi zmaga się całe pokolenie.

Zanim w listopadzie ubiegłego roku Lil Peep, raper z Long Island, zmarł po przypadkowym przedawkowaniu trefnego Xanaxu wzmocnionego fentanylem, zdążył już zadebiutować na wybiegu VLONE oraz Marcela Burlona podczas pokazów kolekcji wiosna/lato 2018 (to z pewnością był pierwszy raz, kiedy po wybiegu przeszedł model z tatuażem „Daddy” wydziaranym gotycką czcionką na klatce piersiowej). Siedział także w pierwszym rzędzie na pokazach Balmain, Fendi i Haidera Ackermanna. Jednocześnie w „Vogue” bardzo często pojawiają się artykuły na temat stylu Lil Uzi Verta, głównie ze względu na jego „naprawdę zwracające uwagę stroje”, a Jeff Koons, prawdziwy patron kiczu, ostatnio opisał go jako „bardzo poetyckiego”. Z poodpryskiwanymi paznokciami i tatuażami handpoke, Peep swoim stylem przypominał nastolatków przesiadujących w centrach handlowych – był odważny, dynamiczny i nie dało się go przyporządkować do żadnej kategorii. To samo można powiedzieć o Lil Uzi Vercie, który przyznaje, że Hayley Williams z Paramore to jedna z jego największych inspiracji modowych. On sam ubiera się trochę jak Avril Lavigne, a jego włosy przypominają fryzurę feministycznej blogerki z 2012 roku. W stylu Lil Peepa i Lil Uzi Verta można dostrzec spore podobieństwa – ćwieki, chockery i opaski na głowę, a wszystko to zmieszane ze streetwearem i luksusowymi markami.

Ilustracja: Owain Anderson

Obaj mieli również problemy z Xanaxem. Kilka godzin przed śmiercią Lil Peep wstawił na Instagram film, w którym wrzucał do ust tabletki Xanaxu. Każda jego piosenka zawierała odniesienia do ćpania. Na wieść o przedawkowaniu Lil Peepa Lil Uzi Vert wrzucił na Twittera post o własnych doświadczeniach z Xanaxem i poinformował, że stara się go rzucić. Warto dodać, że jego przełomowy singiel XO Tour Lif3 zawiera słowa: „Xanny pomaga na ból / Proszę, Xanny, niech on zniknie / Jestem przywiązany, nie uzależniony, ale on mnie kontroluje / Cały ten ból, już go nie czuję / Przysięgam, że to mnie spowalnia”.

Wzrost popularności Xanaxu w Stanach Zjednoczonych i Wielkiej Brytanii należy przypisać pojawieniu się pokolenia wyniszczonego przez lęki i ogólne poczucie beznadziei, które daje upust swoim emocjom w mediach społecznościowych oraz poprzez leczenie się na własną rękę. Xanax, łatwy do wyłudzenia od psychiatrów lub kupienia na czarnym rynku, stanowi tanie i skuteczne lekarstwo na problem, który jest zbyt poważny i skomplikowany, aby powstało jego rozwiązanie. Nic więc dziwnego, że raperzy z Soundclouda – z których większość dopiero niedawno skończyła 20 lat – tak chętnie po niego sięgają. W wieku zaledwie 21 lat Lil Xan zdążył zbudować własną markę, bazując właśnie na doświadczeniach z Xanaxem, a następnie ją odrzucić. Obecnie jest już trzeźwy, działa pod własnym imieniem (Diego), a w jego biografii na Instagramie można znaleźć mnóstwo złamanych serc i słowa: „A, no i zaburzenia lękowe są kurewsko denne”.

Co zaskakujące, estetyką, poprzez którą wyrażają swoje pokoleniowe rozdarcie między nadzieją i beznadzieją, są tatuaże na twarzy. Nie stanowią one jednak odważnych deklaracji skierowanych do całego świata, tylko reprezentują coś znacznie bardzo intymnego. Dla wielu raperów z Soundclouda takie tatuaże to pewnego rodzaju motywacja i sposób na powiedzenie, że nie ma już odwrotu. „To bodziec, aby dalej walczyć o sukcesy w branży muzycznej” – wyjaśnił Lil Peep w wywiadzie dla GQ. „Trudniej jest znaleźć pracę, kiedy ma się twarz pokrytą tatuażami”.

Arnoldisdead – producent i raper w kolektywie Xanarchy, w skład którego wchodzi również Lil Xan – powiedział coś podobnego, wyjaśniając, dlaczego ma na policzku ogromny portret Anne Frank (lub „Xan Frank”). „Istnieli ludzie, którzy nie mieli kontroli nad swoim życiem i nie mogli robić rzeczy, na które naprawdę mieli ochotę. Zostać zamkniętym w domu, a potem umrzeć… Ja umieram, kiedy nie tworzę. Tak to właśnie postrzegam”. Nawet w filmie dokumentalnym VICE, Xanxiety: The UK's Fake Xanax Epidemic, brytyjski raper Clayton mówi: „To logika do or die, rób albo giń”. Clayton pokrył całą swoją twarz tatuażami, aby powstrzymać się przed powrotem do „wyścigu szczurów”.


Polub fanpage VICE Polska i bądź z nami na bieżąco


Od wielu z tych artystów bije nihilizm i prawdziwa wrażliwość, co przejawia się chociażby w tym, jakie ubrania noszą i jakie piguły łykają. Chociaż po części stanowi to element pewnego przedstawienia – wielu porównuje ich raperskie persony do postaci odgrywanych przez zapaśników – większość z tego jest naprawdę autentyczna i stanowi rodzaj autoekspresji. To najbardziej dramatyczny sposób uzewnętrznienia własnej osobowości; znajdowanie wewnętrznej ciszy poprzez bycie możliwie najgłośniejszym.

„Kiedy wspominam Lil Peepa, myślę o wielkim, złamanym sercu, które zostało lekko połatane, spięte agrafkami i z powrotem złożone do kupy. On miał serce na dłoni” – powiedziała znana instagramerka Josephine Pearl Lee w rozmowie z HypeBeast. „To widać we wszystkim, czego się dotknął i czym podzielił się ze światem, poczynając od jego muzyki i sztuki, a kończąc na osobistych relacjach i stylu. […] Miał poczucie humoru i uśmiechał się nawet w najgorszych chwilach. Nosił w sobie nostalgię za zeszłą dekadą i miłość do 2017 roku. Jego ubraniami była muzyka, serce i dusza”.

Chociaż nie każdego rapera z Soundclouda kreci Xanax, a nie każdy dzieciak, który go łyka, jest soundcloudowym raperem, istniejący między nimi związek widać gołym okiem – i wpływa on zarówno na modę uliczną, jak i haute couture. Lil Uzi Vert czuje się równie pewnie na okładce „Vogue”, co na portalu muzycznym „Pitchfork”. Lil Peep płynnie przechodził z palenia na zdezelowanej kanapie w ciuchach własnej marki do siedzenia obok Carine Roitfeld w zdobionej złotem kurtce Balmain, i miało to jakiś pokręcony sens. Wystarczy wejść na dowolną stronę z ubraniami, chociażby ASOS, żeby zobaczyć niekończącą się paradę mężczyzn z tatuażami na szyi, którzy pozują w bluzach z rękawami w szachownicę. Część tego stylu to kwestia pokoleniowa – nawet Liam Payne, najbardziej pozbawiony wyrazu mężczyzna na świecie, ma tatuaże na dłoniach – i m.in. wynika z istnienia mediów społecznościowych, które umożliwiają każdemu, kto fajnie wygląda lub brzmi, dotrzeć do szerokiej publiczności. Jednak wygląd à la raper z Soundclouda jest osiągalny dla każdego i reprezentuje coś więcej niż tylko markę – a to cecha charakterystyczna dla całego pokolenia.

Przypomina to trochę związek między grunge'em i heroiną w latach 90. To właśnie grunge’owa, bezkształtna androginia zainspirowała Marca Jacobsa do stworzenia w 1992 roku kolekcji dla Perry'ego Ellisa, a następnie ubrania Naomi Campbell, Kristen McMenamy i Nadji Auermann w jedwabne koszule naśladujące flanele, szyfonowe sukienki wyglądające jak poliester i dziergane czapeczki za 175 dolarów. Wtedy okazało się to spektakularną klapą – „New York Magazine” napisał „Grunge: 1992-1993, R.I.P.”, a Jacobs stracił pracę. Dziś jednak kolekcję tę określa się mianem rewolucyjnej, a redaktorka Vogue Lynn Yaeger uznaje ją za „wczesny przykład czerpania mody bezpośrednio z ulicy”. Teraz wszyscy – i sklepy vintage i wielcy projektanci – zarzucają nas kardiganami oversize, flanelowymi koszulami, zwiewnymi, przypominającymi halki sukienkami i koszulkami babydoll.

Popularność zyskał wtedy nie tylko ponadczasowy, grunge’owy antystyl, ale też nihilizm. Gdy rok później, w 1993 roku, Calvin Klein po raz pierwszy zaprosił na wybieg Kate Moss, w magazynach prawie od razu zaczęły królować modelki o wielkich, przenikliwych oczach, które w stylowych kamizelkach paliły papierosy. Pod koniec dekady moda ta wywołała taką panikę moralną, że sam Bill Clinton skrytykował w telewizji „heroinowy szyk” za gloryfikowanie zażywania narkotyków. Nie trzeba dodawać, że oczywiście nie spowodowała tego muzyka grunge. Apatia i nienawiść do siebie samych, które charakteryzowały kulturę młodzieżową lat 90., w połączeniu z nagłym wzrostem popularności heroiny – która przestała być postrzegana jako „zło wcielone”, odkąd po epidemii AIDS ludzie zaczęli ją wciągać, a nie przyjmować dożylnie – wpłynęła nie tylko na to, jak tamta dekada brzmiała, ale i jak wyglądała. Możliwe, że dokładnie to samo ma teraz miejsce z pokoleniem Z i Xanaxem.

Lubimy tworzyć kategorie i umieszczać w nich poszczególne rzeczy oraz zjawiska, bo dzięki temu mamy wrażenie, że świat jest choć trochę uporządkowany. Być może przyjęcie z otwartymi ramionami raperów z Soundclouda mówi więcej o zmianach w branży modowej niż o czymkolwiek innym, ale tak naprawdę zmieniają się tylko szczegóły. Widzieliśmy już dokładnie tę samą relację pomiędzy hip-hopowcami i purple drank [napój z syropu na kaszel – tj. kodeiny – sprite’a i landrynek], która wciąż ma się świetnie i zdefiniowała kariery Lil Wayne’a, Future’a, A$AP Rocky’ego, a wcześniej DJ-a Screw. Jako że teraz pojawiło się młodsze pokolenie artystów i „nowszy” narkotyk, kultura raperów z Soundclouda niejako jest mniejszą, „lil” wersją tamtej subkultury.

Koniec końców, gdyby nie był to Soundcloud, jego miejsce zajęłaby inna platforma. Gdyby nie rap, to jakiś inny gatunek. A jeśli nie Xanax, to inne prochy. Nie zmienia to faktu, że obecnie Xanax stanowi ważny element kultury młodzieżowej, a ta znacznie częściej kształtuje główny nurt niż na odwrót. Po śmieci Lil Peepa coraz więcej raperów z Soundclouda zrywa z Xanaxem. Jednak na Etsy nadal możesz kupić łańcuszek kulkowy z zawieszką w kształcie tabletki Xanaxu – i to za całe 240 złotych.


Więcej na VICE: