Film

Jaki jest nowy Dumbo, latający słoń Disneya

Tekst zawiera recenzję oraz dwa opisy filmu: jeden dla niepoprawnych marzycieli pielęgnujących swoje wewnętrzne dziecko, drugi dla konsumentów w późnym kapitalizmie. Wybierz swoją postać i sprawdź, czy Tim Burton wrócił do formy

tekst Paweł Mączewski
28 Marzec 2019, 6:00am

Scena z filmu „Dumbo”, reż. Tim Burton. Prod. Walt Disney Pictures

Dumbo, czyli historia słonika z przerośniętymi uszami, dzięki którym potrafił latać, po raz pierwszy trafiła na duże ekrany w 1941 roku. Była najkrótszą animacją w historii wytwórni Walta Disneya. Podobno była też ulubioną przez samego szefa wytwórni, chociaż w trakcie powstawania filmu wybuchł strajk animatorów. Słonik miał nawet trafić na okładkę „TIME”, ale akurat wydarzyła się wojna i zbombardowano Pearl Harbour.

Animowany Dumbo powstał na podstawie ilustrowanej książeczki Dumbo the Flying Elephant autorstwa Helen Aberson z pracami Harolda Pearla, wydanej w 1939 roku. Podobno inspiracją do jej stworzenia była prawdziwa historia pewnego słonia o imieniu Jumbo, który całe życie przeżył w niewoli, gdzie pojono go alkoholem, by przytłumić jego ataki paniki i który zginął w wypadku pod kołami pociągu.

Oczywiście nic z tej tragicznej historii nie trafiło do bajki dla dzieci. W końcu bajka ma bawić i mieć jakiś morał. A czego uczy nowy film Tima Burtona, dzięki któremu słonik Dumbo powraca na duży ekran po 80 latach? Tego dowiecie się poniżej. Tekst zawiera recenzję filmu oraz jego dwa opisy: dla niepoprawnych marzycieli pielęgnujących swoje wewnętrzne dziecko oraz dla konsumentów w późnym kapitalizmie. Wybierz swoją postać i sprawdź, czy Tim Burton odzyskał swoje dawne mojo.

Opis filmu dla niepoprawnych marzycieli pielęgnujących swoje wewnętrzne dziecko: Cyrk braci Medicich, prowadzony przez jednego z nich – Maxa (sympatyczny DeVito) – swoje najlepsze lata ma już za sobą. Brakuje rąk do pracy, a oferowane atrakcje ściągają pod namiot niewymagającą, wręcz prostacką publiczność. Ciężki los trupy odmienić ma niedawno zakupiona przez Mediciego słonica, a właściwie jej młode, które zaraz przyjdzie na świat i rozbawi motłoch. W tym samym czasie do cyrku, swojego dawnego domu wraca z wojny Holt Farrier (jak zwykle strapiony Colin Farrell), weteran, który stracił na froncie rękę. Na miejscu dowiaduje się, że jego żonę zabrała choroba, a on sam musi zaopiekować się swoimi dziećmi Milly (operująca jedynie dwoma grymasami twarzy Nico Parker) oraz Joe (nijaki Finley Hobbins). Na dodatek jego kalectwo nie pozwala na wykonywanie dawnych sztuczek z udziałem pędzących koni, więc pomimo protestów Holt zostaje oddelegowany do zajmowania się słoniami. Wtedy na świat przychodzi słoniątko z wielkimi uszami. Kiedy okazuje się, że pocieszny bobas potrafi dzięki nim nie tylko unosić się w powietrzu, ale wręcz latać wokół areny („paliwem” jest tu wciągnięte przez trąbę piórko) – malec staje się ogólnokrajową sensacją i szansą na przetrwanie jego właścicieli. Nie trwa długo, nim w progach Cyrku braci Medicich staje niejaki Vandevere (jak zwykle świetny Michael Keaton), cyrkowy magnat, król rozrywki, wizjoner, który proponuje połączenie sił w zamian za występy Dumbo w jego wesołym imperium.

Nie trzeba dysponować IQ Dody, by przewidzieć, że nie wszystko złoto co się świeci i lukratywna propozycja Vandevere'a niesie ze sobą gorzkie konsekwencje: natychmiast pozbywa się starej trupy cyrkowej, a oczekując szybkich zysków z nowo nabytej „atrakcji”, ryzykuje zdrowie i życie Dumbo oraz swojej uwodzicielskiej partnerki Colette Marchant (pracująca już chyba na pełnym etacie u Burtona Eva Green), zmuszając ich do przedstawienia, jakiego świat nie widział.

Czy zatem uda się powstrzymać bezdusznego Vandevere'a i uratować cyrk braci Medicich? Czy Dumbo będzie znowu szczęśliwy? Czy wszyscy będziemy znowu szczęśliwi? Czy to ważne? Tutaj też nie trzeba być specjalnie rozgarniętym, by przewidzieć koniec historii.

Opis filmu dla konsumentów w późnym kapitalizmie: przechodząca kryzys firma, cierpiąca na braki kadrowe, które wpływają na jakość oferowanych usług, niespodziewanie staje się posiadaczem innowacyjnego assetu, dzięki któremu rewitalizuje gałąź przemysłu, którym się trudni. Nagły wzrost przychodów, jak i częściowy rebranding podyktowany potrzebami rynku, daje szansę na pertraktacje z konkurencyjną, przodującą marką, których celem jest fuzja. Ma to zaowocować podniesieniem efektywności, a także wzrostem stopnia koncentracji i siły rynkowej przedsiębiorstwa. Szybko jednak okazuje się, że stara firma nie spełnia wymogów uwzględnionych w celach rozwoju, co skutkuje redukcją strat i grupowymi zwolnieniami. To natomiast powoduje masowe protesty, połączone z aktami sabotażu, nieposłuszeństwa i samowolnych działań nieprzewidzianych w podpisanych wcześniej kontraktach obu stron. Wszystko to jednak w walce o lepsze jutro.


By być z nami na bieżąco: polub nas, obserwuj i koniecznie zaznacz w ustawieniach „Obserwuj najpierw”. Jesteśmy też na Twitterze i Instagramie.


Pozostaje jeszcze zapytać: Czy Tim Burton odzyskuje swoje utracone mojo, czyli dawną jakość? Cóż, z pewnością widać, że to jego film. Przez lata przyzwyczaił nas do specyficznego stylu z pogranicza psychodelicznej baśni i sennego koszmaru. A w dobie odświeżania przez Disneya swoich starych bajek, tyle że w wersjach fabularnych, jego nazwisko dawało nadzieje, że dostaniemy historię wyższych lotów – zwłaszcza jeśli mowa o latającym słoniu.

Sęk w tym, że to często powtarzające się hasło w materiałach promocyjnych przy jego nazwisku „wizjonerski” – coraz bardziej odnosi się tylko do warstwy wizualnej. Burton z pewnością cieszy się, gdy może kręcić cyrkowe występy, cyrkową trupę i sam cyrk – da się wyczuć, że to trochę jego świat. Chociaż pozbyto się antropomorficznych zwierząt (jakie występowały w oryginalnej animacji) i zastąpiono je ludzkimi postaciami – cała reszta w tym filmie jest bardzo przewidywalna, nie wykraczająca poza margines bezpieczeństwa i komfortu; prosta, jak na bajkę przystało. Co nie znaczy, że Dumbo jest bezdusznym kinowym produktem, jakich teraz wiele na rynku. Z pewnością podczas seansu można się na chwilę zapomnieć. Swoisty reunion Burtona, Keatona i DeVito po 27 latach (panowie ostatni raz spotkali się na planie filmu Batman powraca), też cieszy. A skoro – jak wspomniałem wyżej – jest to bajka, to niesie ze sobą pewien morał. I ten jest w tutaj najważniejszy: czerpanie przyjemności z cierpienia zwierząt nie jest okej. I jeśli ty czerpiesz przyjemność z patrzenia, jak cierpią zwierzęta, jesteś nie okej. Bardzo, kurwa, nie okej.

Film wchodzi do polskich kin w piątek, 29 marca.

Śledź autora tekstu na jego profilu na Facebooku