Wszystkie zdjęcia: Rebecca Rütte

Dzięki nagiej jodze zaprzyjaźniłam się z wszystkimi zakamarkami mojego ciała

„Maty są ułożone w półkole – kiedy uprawiasz jogę na golasa, z oczywistych względów nie chcesz siedzieć za kimś innym”

|
19 stycznia 2018, 10:02am

Wszystkie zdjęcia: Rebecca Rütte

Artykuł pierwotnie ukazał się na VICE Germany

Do Berlina przeprowadziłam się w kwietniu 2017 roku po zerwaniu z partnerem. Wykorzystałam tę zmianę otoczenia, aby zastanowić się nam moim życiem i spróbować nowych rzeczy. Niektórzy powiedzieliby, że starałam się „odnaleźć samą siebie”, ale ja wolę myśleć o tym inaczej: w końcu wybrałam się na mój pierwszy festiwal muzyczny i wzięłam udział w buddyjskich sesjach medytacyjnych. Zostałam też weganką (na krótko). Na mojej liście następna była naga joga.

Po raz pierwszy usłyszałam o nagiej jodze, kiedy trafiłam na konto @nude_yogagirl. Zawsze uwielbiałam jogę – nie tylko jest piękna, ale również stanowi doskonały sposób, aby stać się silniejszą, bardziej giętką i wypracować lepszą równowagę. Jak tylko staję na macie, od razu czuję się lepiej sama ze sobą.

Chciałam się jednak przekonać, jak na jogę wpływa nagość i idące za nią poczucie bezbronności.

Znalezienie i zapisanie się na odpowiednie zajęcia nie zajęło mi dużo czasu. Kiedy tylko przeczytałam opis sesji na stronie na Facebooku, byłam nakręcona i chciałam jak najszybciej znaleźć się na sali. Przeczytaj to i powiedz mi, że ciebie też by to nie zaintrygowało: „Wykorzystajmy wewnętrzną wrażliwość naszego ciała, umysłu i ducha. Pozwólmy sobie w pływać w seksowności kryjącej się pod »maskami«, które codziennie zakładamy”.

Grupa składała się z czterech kobiet i instruktorki w wieku od 25 do 35 lat

Właśnie dlatego siedzę teraz w studio jogi w Kreuzbergu w południowym Berlinie. Właśnie wybiła 7.45 i wciąż jestem ubrana. Nerwowo popijam herbatę. W zajęciach uczestniczą cztery kobiety i instruktorka. Nasz wiek waha się od 25 do 35 lat . Maty są ułożone w półkole – kiedy uprawiasz jogę na golasa, z oczywistych względów nie chcesz siedzieć za kimś innym. W jednym z rogów tej ogromnej, białej sali stoją małe świeczki (jak te z Ikei) i posążki Buddy. Kadzidełka wydzielają mocną woń, która wypełnia całe pomieszczenie. To wszystko sprawia, że atmosfera zen wydaje się nieco wymuszona, ale w porządku, jestem gotowa to zignorować.

Siedzę na moim kocu do jogi. Kobieta obok mnie zapomniała o swoim, więc pożyczam jej ręcznik. „Jesteś pewna, że nie masz nic przeciwko?” – pyta, wiedząc, co wkrótce wydarzy się na sali. Zapewniam ją, że nie mam z tym żadnego problemu. Nieco niezręcznie układa go na niebieskiej macie, która należy do studia. Na zewnątrz wciąż jest ciemno. Zasuwamy zasłony, przez które widzimy teraz jedynie poświatę jaskrawo czerwonej lampy świecącej na przeciwległym budynku. Zamykam oczy i słucham elekroniczno-szamańskich dźwięków sączących się z małych głośników. Wkrótce będę w stanie myśleć jedynie o tym, jak bardzo czuję się naga.


Na razie nasza instruktorka Danielle wciąż ma na sobie legginsy w panterkę i różowe getry. Mówi nam, że naga joga pomogła jej lepiej poznać swoje ciało i poczuć dumę ze swoich krągłości. W trakcie swoich zajęć ma nadzieję pokazać „transformacyjną moc nagiej jogi” innym kobietom.

Kilka chwil później nadchodzi moment, którego się obawiałam. „Możecie powoli się rozebrać” – mówi Danielle. Szczerze mówiąc, nie wiem, od czego zacząć. Powoli zdejmuję bluzę, a potem szybko wyskakuję z koszulki, sportowego stanika, spodni do jogi, skarpet i bielizny. Mam wrażenie, że pozostałe kobiety zdjęły swoje ubrania w ciągu kilku sekund, podczas gdy ja powoli ściągam kolejne części garderoby.

Kiedy kończę, zaczynam się nerwowo uśmiechać. Nie mam się za czym ukryć, a cała sytuacja nagle wydaje mi się dziwaczna. Przypomnijcie mi, proszę, dlaczego właściwie siedzę teraz z gołymi kobietami na matach do jogi? Mój wzrok zaczyna mimowolnie wędrować po innych uczestniczkach. Zauważam ich tatuaże, dziwne znamiona oraz sutki o różnych kształtach i rozmiarach.

S
Z każdym kolejnym ćwiczeniem coraz bardziej doceniałam moje ciało

„Zacznijcie wodzić rękami po swoich ciałach” – mówi nam Danielle. „Skupcie się na tym, jak czujecie się w swojej skórze”. W końcu zaczynam się rozluźniać. Zajęcia są naprawdę trudne, więc mój nerwowy uśmiech szybko ustępuje miejsca wyrazowi pełnego skupienia. Zanim się orientuję, zapominam o całym świecie i przestaję się przejmować tym, że na golasa wyginam się w pokoju pełnym innych nagich kobiet. Dopiero przybierając pozycję Szczęśliwego Dziecka, podczas której kładziemy się na plecach, chwytami rękami za stopy i rozciągamy rozwarte nogi w powietrzu, przypominam sobie, jak bardzo odsłaniam się przed moimi nowymi koleżankami.

Wielu moich znajomych joginów niezmiernie się zirytowało, kiedy powiedziałam im, że mam zamiar wypróbować nagą jogę. Uznali to za debilną, instagramową modę, którą zachwycają się uprzywilejowane białe dziewczynki. I chociaż nie mogę powiedzieć, żeby takie opinie nie były nieuzasadnione, naga joga to naprawdę coś więcej. Jak wyjaśniła nam Danielle, praktyka ta polega na lepszym poznawaniu własnego ciała i nawiązaniu z nim lepszej relacji. Faktycznie, na mediach społecznościowych przyciąga ona głównie zboczeńców i podglądaczy, ale tak naprawdę nie ma w niej nic seksualnego. Zgadzam się z tym. Bardzo łatwo to zrozumieć, kiedy stoisz goła na sali i naciągasz wszystkie mięśnie, próbując ułożyć się w jakąś skomplikowaną pozę. Biorąc pod uwagę to, jak wiele kobiet nie akceptuje swojego ciała, uznanie tego rodzaju praktyk – które niezwykle zwiększają pewność siebie – za jakieś bezsensowne trendy, wydaje się nieco pochopne.

Dwie uczestniczki stoją na głowie podczas zajęć

Zauważam, kiedy jestem naga, wszystkie pozycje wydają się znacznie bardziej intensywne. Do tego wyglądają zupełnie inaczej. Możesz zobaczyć, jak porusza się twój brzuch, jak działa twoje ciało, jak napinają się twoje mięśnie. Widzisz, kiedy rozciągają ci się ścięgna. Jednocześnie stajesz się znacznie bardziej świadoma wszystkich swoich niedoskonałości.

W pokoju jest około 25 stopni – Danielle na samym początku podkręciła ogrzewanie, żebyśmy nie zamarzły. Całe moje ciało pokrywa warstewka potu. Kiedy wykonujemy pozycje na brzuchu, na mojej macie zostawiam ślad, który przypomina obraz Yves’a Kleina. Niektóre z kobiet wzdychają podczas rozciągnięć, co jest zupełnie normalne podczas jogi, ale kiedy wszystkie ćwiczymy nago, wydaje mi się lekką przesadą. Co mnie jednak zaskakuje, nie mam żadnego problemu z tym, że instruktorka nas dotyka, aby poprawić naszą postawę.


Polub nasz fanpage na facebooku i trzymaj formę z VICE Polska


Podczas pozycji relaksacyjnych Danielle każe nam założyć skarpetki, co oznacza, że przez chwilę na sali znajduje się pięć kobiet w pozycji Savasana (tzw. pozycji nieboszczyka) – leżymy z wyciągniętymi rękami i nogami, nagie, ze skarpetkami na stopach.

Po wszystkim zaczynamy się ubierać. Zakładam spodnie do jogi, trampki i grubą kurtkę, która chroni mnie przed berlińską zimą. Coś jednak uległo zmianie. Może to zabrzmi banalnie, ale naprawdę mam wrażenie, jakbym była nieco lepiej dostrojona do otaczającego mnie świata – cokolwiek miałoby to oznaczać. Czuję się naprawdę dobrze i, o dziwo, seksowna. Naga joga chyba naprawdę działa.


Więcej na VICE:

Więcej VICE
Kanały VICE