rozmowa

Poznaj asystentkę „Doktora Śmierci”, która preparuje ludzkie ciała

Plastynacja ludzkich zwłok sprawia, że stajemy się nieśmiertelni. Gdzie jednak przebiega granica pomiędzy profanacją a nauką?

tekst Natalie Mayroth, tłumaczenie Jan Bogdaniuk
21 Marzec 2016, 4:00am

Artykuł ukazał się pierwotnie na VICE Deutschland

Poznałam Sarę na imprezie. Gdy zapytałam, czym się zajmuje, powiedziała mi, że pracuje jako taksydermistka dla Gunthera von Hagensa. Von Hagens wynalazł plastynację — technikę konserwacji ciała lub jego części; jest też pomysłodawcą Body Worlds, kontrowersyjnej wystawy ukazującej oskórowanych, zakonserwowanych nieboszczyków, w tym kobiety w ciąży, zdeformowane płody i ludzi uprawiających seks. W 2002 roku von Hagens przeprowadził w londyńskim teatrze pierwszą od ponad 170 lat otwartą dla publiczności sekcję zwłok. To kilka z powodów, dla których w mediach przylgnęło do niego przezwisko „Doktor Śmierć".

Warsztat plastynacji von Hagensa zwany Plastinarium mieści się w Gubinie, mieście granicznym pomiędzy Polską a Niemcami. Tam właśnie pracuje Sarah. Von Hagens, który ma już 71 lat i cierpi na chorobę Parkinsona, w dużej mierze wycofał się z kierowania gabinetem i usunął w cień. Przekazane do celów naukowych zwłoki wciąż jednak napływają do Gubina, gdzie są sumiennie konserwowane.

Opracowana przez von Hagensa w 1977 roku Uniwersytecie w Heidelbergu technika plastynacji polega na wymianie płynów komórkowych na syntetyczną żywicę. Z punktu widzenia biologii powstałe w ten sposób modele stanowią pełnoprawne pomoce naukowe. Trudno jednak uznać układanie ludzkich zwłok tak, by podtrzymywały własną podkasaną skórę albo jechały na martwym koniu za rzetelne wprowadzenie do anatomii. Pojawia się pytanie: czy doktorowi brak poszanowania dla śmierci i integralności ludzkiego ciała? Władze Berlina uważają, że tak. W 2014 roku berliński magistrat wstępnie nakazał von Hagensowi zamknąć jego Muzeum Człowieka, argumentując decyzję pogwałceniem obowiązujących zasad pochówku zmarłych. Wystawę wciąż można zwiedzać, lecz jej przyszłość jest niepewna. W grudniu 2015 roku sąd wyższej instancji podtrzymał decyzję władz, jednak dopóki nie zapadnie ostateczny wyrok, muzeum pozostaje otwarte.

Gubin leży dwie godziny jazdy pociągiem od Berlina. Gdy wysiadam na położonej w pasie ziemi niczyjej stacji mam trochę ściśnięty żołądek. „Przejdź się lepiej do Polski, jeśli chcesz coś zobaczyć" - doradza mi przyjazny, siwowłosy taksówkarz. Zapytany o Plastinarium potrząsa przecząco głową.

Po wejściu do dawnej fabryki kapeluszy natykam się na śmierć w postaci martwej, skrzydlatej żyrafy wspinającej się na palmę. Towarzystwa dotrzymują jej jeszcze dwie żyrafy: jedna z nich jest pokrojona na części, czaszka drugiej rozwija się w trzy płaty. Biorę kilka głębokich wdechów i dalej czekam w holu na przybycie Sary. W powietrzu unosi się dziwny zapach.

Po przywitaniu Sarah prowadzi mnie obok poddanych plastynacji nieboszczyków, przezroczystych przekrojów anatomicznych, przesiąkniętych formaliną okazów w słojach oraz poszczególnych organów i części ciała. Wchodzimy do przeszklonego, skąpanego w świetle pomieszczenia, gdzie puste stoły do autopsji czekają na materiały do nauki anatomii. Wszystkie ciała służące von Hagensowi za tworzywo od 1982 roku trafiają do jego pracowni za pośrednictwem tego samego programu dawców.


Nie tylko o śmierci. Polub fanpage VICE Polska i bądź z nami na bieżąco


Zwłoki, które docelowo trafią pod skalpel Sary i jej kolegów po fachu muszą najpierw przez rok leżakować w formaldehydzie, który zatrzymuje proces rozkładu i konserwuje tkanki. Cała procedura od kąpieli w acetonie po zaimpregnowanie zajmuje w sumie 1500 godzin pracy; w rezultacie gotowe eksponaty składają się w 70% z tworzyw sztucznych. Rozmawiałam z Sarą o tym, jak to jest pracować ze zmarłymi.

Stanowisko pracy Sary.

VICE: Jak to się stało, że zaczęłaś pracować jako taksydermistka?
Sarah: Poznałam kiedyś artystę, który chciał wypychać zwierzęta. Byłam zafascynowana tym, co mi opowiedział o taksydermii. Czułam, że to dokładnie coś dla mnie, zarówno z technicznego, jak artystycznego punktu widzenia. Obdzwoniłam wszystkich taksydermistów w Berlinie, aż w końcu znalazłam wolne miejsce pracy, w którym przez rok uczyłam się zawodu.

Czy trudno jest zostać taksydermistą? Ile gabinetów oferuje praktyki?
W Niemczech obecnie istnieje tylko jedna szkoła zwierzęcej taksydermii, w Bochum. W Norwegii jest więcej takich placówek. Do jednej z nich wybrałam się z pewnym artystą. Gdy dowiedziałam się, że pod Berlinem działa laboratorium taksydermii od razu zaaplikowałam i zostałam zaproszona na rozmowę.

Jak doszło do tego, że przerzuciłaś się ze zwierząt na ludzi?
Podczas okresu próbnego preparowałam węże, ale nie mam żadnych uprzedzeń, mogę pracować zarówno na zwierzętach jak ludziach. Nie dyskryminuję ze względu na gatunek.

Wypreparowany wąż.

Jaki jest najbardziej nieprzyjemny aspekt twojej pracy?
Cały dzień spędzam, wąchając formaldehyd. Olejek z mięty trochę pomaga.

Narzędzia pracy.

Nad czym teraz pracujesz?
W tej chwili zajmuję się stopami przyszłego eksponatu. Za pomocą skalpela usuwam tkankę tłuszczową (to żółtawe) i odkrywam złożone struktury, takiej jak mięśnie, nerwy i naczynia krwionośne.

Czerwone to żyły, żółtawe to tłuszcz.

Czy masz coś do powiedzenia w sprawie jego ostatecznego wyglądu?
Podczas pracy trzymamy się ściśle instrukcji, które mówią nam, jak model ma wyglądać. Obecnie pracujemy nad pomocami naukowymi dla szkół w Egipcie, Iranie i Iraku.

Czy dowiadujesz się czegokolwiek o ludziach, którzy przekazali swoje ciała?
Mogę się domyślić, ile mieli lat na podstawie ich skóry. Z samych wnętrzności nie da się wywnioskować wieku, wszystko zależy od tego, czy byli wysportowani. Czasem odkrywamy ślady chorób, np. guzy nowotworowe. Nie znam ich imion ani nic z tych rzeczy. W trosce o pracowników wszystko odbywa się anonimowo.

Codziennie stykasz się ze śmiercią. Jak sobie z tym radzisz?
Wiem, że któregoś dnia muszę umrzeć. Dla mnie to normalne, nie widzę w tym nic złego. Jestem dość wyluzowaną nihilistką.

Czy ciała czasem wydają ci się abstrakcyjne?
Pracując, w danej chwili skupiasz się tylko na małym fragmencie, zupełnie jak chirurg podczas operacji. Myślisz o anatomii i zapominasz, że to, nad czym pracujesz, kiedyś było osobą.

Sara pokazuje zestaw narządów, w rękach trzyma płuca.

Przygotowujecie też tzw. zestawy narządów. Możesz wytłumaczyć, z czego taki zestaw się składa?
Okej. Zobacz: tu na górze masz język, gardło, gruczoł ślinowy, tarczycę, dalej jest tkanka tłuszczowa i osierdzie, które otacza serce — nawiasem mówiąc, filmowcy nie mają pojęcia o anatomii i np. w horrorach o wampirach i zombie pokazują osierdzie w sposób zupełnie niezgodny z rzeczywistością... Płuca, przepona, wątroba a za nią woreczek żółciowy, żołądek — po jego rozmiarze można poznać czy ktoś był gruby — poniżej znajdują się jelita, całe 7 metrów, dwunastnica, okrężnica i odbyt... Tu widać aortę wychodzącą z serca. To jest przełyk. Zobacz, jak gruba warstwa ochronna tłuszczu osłania nerki. Tuż obok znajduje się nadnercze, które produkuje adrenalinę. Tutaj jest moczowód, który prowadzi do pęcherza moczowego. A tu aorta się rozdwaja i wchodzi do nóg...

Co fascynuje cię w pracy z ludzkim ciałem?
Chyba to, że umysł nie jest w stanie ogarnąć złożoności ludzkiego ciała. Widać to po reakcjach większości zwiedzających. Parę tygodni temu ktoś powiedział mi, że wolałby być wypełniony cukierkami niż wyobrażać sobie, że tak właśnie wyglądają jego wnętrzności. Uświadomić sobie, że to na co patrzysz to prawda i że przy życiu trzyma cię trochę parę organów i trochę mięsa — to może człowieka przytłoczyć. Uważam, że to fascynujące, jak ciało ludzkie całymi latami działa automatycznie. Co dzień widzę to na własne oczy, a wciąż nie mogę w pełni tego pojąć.

Ale przecież dopiero co wszystko mi to objaśniałaś.
Tak, ale opisać części ciała to jedno, a wyobrazić sobie, jak w każdej chwili to wszystko we mnie działa, nawet teraz... Nie, wolę tego nie robić.

Czy praca wywiera jakiś trwały wpływ na twoje życie?
Na pewno jestem bardziej świadoma swojego ciała. Zmieniłam też parę aspektów mojego życia. Na przykład nie rozumiem, jak moi koledzy mogą pracować cały dzień, preparując płuca palacza, a potem iść na papierosa.

Płuca.

Czy zaczęłaś bardziej obawiać się chorób?
Odkąd tu pracuję, lepiej orientuję się w ryzyku zakażenia i objawach chorób — sporo się napatrzyłam. Staram się o siebie dbać, ale wiem też, że niektóre choroby po prostu kończą się śmiercią. To daje do myślenia.