Foto

Dzień z życia klauna-iluzjonisty

Dla zawodowca takiego jak ja nie ma nic gorszego niż przyjść na urodziny i odkryć, że jubilat się go boi

tekst Julian Master, tłum. Jan Bogdaniuk
11 Czerwiec 2016, 3:20am

W tej odsłonie First-Person Shooter daliśmy dwa jednorazowe aparaty Henry'emu, iluzjoniście i klaunowi, który prowadzi także sklep z magicznymi akcesoriami Abracadabra w Nowym Jorku. Przez ostatnie 25 lat Henry wystąpił na niezliczonych urodzinach, weselach, komuniach i bar micwach od Queens po Staten Island i wie jak rozruszać nawet najbardziej drętwą publikę.

Oprócz zdjęć z dwóch przyjęć urodzinowych, na których pojawił się raz jako błazen, a raz jako prestidigitator, Henry uwiecznił swój „pokój zwierząt", w którym puszcza swoich kudłatych i opierzonych asystentów samopas, a podczas zmiany w Abracadabra spotkał też Rat Mana, ulicznego artystę z Times Square. Na koniec powiedział nam, jak przekonać iluzjonistę, by zdradził sekret swojej sztuczki (dobra rada: kup najpierw coś w jego sklepie).

VICE: Cześć Henry! Jak wyglądał twój piątek?
Henry, klaun-iluzjonista:
Wstałem o 8 rano i wyszykowałem się na dżoba o 11, gdzie zabawiałem dzieci jako klaun. Zaraz potem miałem dawać pokaz magii w Brooklynie. Po obu występach poszedłem do Abracadabra żeby nadgonić trochę zaległości w sklepie. Gdy już ze wszystkim się uporałem, zrobiło się dość późno, więc wróciłem do domu i umyłem moje króliki i gołębie. Trochę się brudzą w ciagu dnia, bo dzieci wciąż chcą je głaskać i przytulać.

Od jak dawna jesteś klaunem i iluzjonistą?
Od 26 lat. Zacząłem w 1989 roku, gdy miałem 14 lat. Byłem klasowym wesołkiem i na każdym kroku płatałem ludziom jakieś figle: poduszki-pierdziuszki, śmierdzące bomby, takie rzeczy. Zawsze wszystkich rozśmieszałem, w szkole i poza nią. Taki był ze mnie psotnik. Wpadałem często do sklepu z magicznymi sztuczkami po gadżety do kawałów no i oczywiście zacząłem się wkręcać w magię, kiedy właściciel nauczył mnie paru trików. Z kawalarza pomału przeistoczyłem się w iluzjonistę. Gdy występowałem przed ludźmi, ich reakcje motywowały mnie, bym uczył się coraz więcej sztuczek. Tego samego roku dałem mój pierwszy pokaz jako klaun-iluzjonista w bloku u mojej mamy. Zarobiłem 25 dolców.

Na paru zdjęciach pojawia się jakiś facet ze szczurami. Znasz go?
Nie, to losowy typ, który przyszedł do magicznego sklepu po papier błyskowy — to taki papier, który po podpaleniu znika bez śladu w nagłym rozbłysku. Zdarzają nam się różni ciekawi klienci. Wydaje mi się, że ten od szczurów jest ulicznym artystą z Times Square.

Wolisz występować jako klaun czy jako magik?
Lubię i to, i to, ale jeśli już mam wybierać, to wolę pokazy magii, bo mniej przy nich zachodu z charakteryzacją. Gdy wracam po pracy do domu, nie muszę zmywać z twarzy grubej warstwy makijażu klauna. Ludzie nie widzą tej strony moich występów. Muszę zdjąć z siebie cały kostium, więc nie mogę pójść od razu na następnego dżoba. Każdy w mojej branży zgodzi się ze mną w tej kwestii.

Dla kogo zazwyczaj występujesz? Czy publika na pokazach magii różni się od tej na imprezach z klaunem?
Wystąpię przed każdą publicznością — jak ktoś mi płaci, daję pokaz. Trzeba jednak przyznać, że mój chleb powszedni to kinderbale, gdzie robię sztuczki, błaznuję lub skręcam zwierzątka z balonów. 92 procent wszystkich moich występów to rodzinne imprezy.

Na zdjęciach widać, że sporo pracujesz ze zwierzętami. Jak sobie radzisz z ich transportem i utrzymaniem?
Przewożę moje króliki i gołębie w specjalnych klatkach. Poza tym mają u mnie w mieszkaniu swój własny pokój, w którym mogą sobie biegać samopas, hasać, i w ogóle robić to, na co mają ochotę. Moja dziewczyna pracuje w nowojorskim patrolu zwierzęcym i uwielbia się z nimi bawić.

Jak często występujesz?
Nie ma dnia, żebym nie występował — w tygodniu pokazuję sztuczki w sklepie, a w weekendy mam dżoby.


Na naszym Facebooku też co dzień dzieje się magia. Już dziś polub VICE Polska!


Czy zdarza ci się objaśniać swoje sztuczki?
Iluzjonista nigdy nie zdradza swoich sekretów. Co nie zmienia faktu, że utrzymuję się ze sprzedaży magicznych akcesoriów w Abracadabra. Jeśli ktoś kupuje w moim sklepie, oczywiście wytłumaczę mu każdą ze sztuczek, jakie znajdzie na półkach.

Czy kiedykolwiek zdarzyło się, że ktoś przestraszył się ciebie jako klauna?
Cóż, była taka książka Stephena Kinga (i oparty na niej film) pt. „To", przez którą wielu ludzi dziś boi się klaunów. Często słyszę, że „klauni są straszni", ale przecież jesteśmy zwykłymi ludźmi. Klaun to zawód jak każdy inny. Nigdy nawet nie postałoby mi w głowie, żeby kogoś straszyć. Zazwyczaj, gdy zacznę występ, ludzie szybko się do mnie przekonują, nieważne czy przedtem bali się klaunów, czy nie. Dla zawodowca takiego jak ja nie ma nic gorszego niż przyjść na urodziny i odkryć, że jubilat się go boi. Pracujemy na to, żeby ludzie się śmiali i za to bierzemy pieniądze.

Gdzie można zobaczyć twoje występy albo zamówić twój pokaz?
Mam swoją stronę internetową Tricky Henry. Jeśli chcesz, możesz się przez nią ze mną skontaktować, albo po prostu odwiedź mnie w sklepie Abracadabra.

Więcej prac Juliana Mastera znajdziesz na jego stronie i na Instagramie.