18+

​Jak wygląda praca w eleganckim sex shopie?

Ludzie przychodzą do nas, bo czegoś chcą: szczęśliwszego małżeństwa, twardszego fiuta, lepszego orgazmu. Ale w większości przypadków, nie wiedzą, jak to znaleźć. I wtedy do akcji wkraczam ja

tekst Larissa Pham, tłumaczenie Patrycja Śmiechowska
09 Październik 2015, 11:26am

Zdjęcie: Jacqueline Miller/Stocksy

14.00 we wtorek to nie jest godzina szczytu kupowania sztucznych kutasów w Park Slope na Brooklynie, ale kobieta stojąca przede mną czuła misję. Miała może ze 40 lat i brązowe włosy spięte w kucyk. Jej ciuchy były skrzyżowaniem stylu brooklyńskiej nonszalancji i mamy joggerki. W jej energicznych oczach widziałam zdenerwowanie. Otworzyłam sklep z nadzieją na kolejny dobry dzień i wciąż jeszcze liczyłam pieniądze w kasie. A ona podeszła prosto do mnie.

– Mam romans – oznajmiła mi bez tchu.

– Gratuluję...?

– To najlepsze, co zrobiłam dla swojego małżeństwa – dodała.

Pracuję w eleganckim sex shopie w Park Slope o nazwie Please. Otworzył się w marcu. Sprzedajemy produkty do ciała, książki, świeczki, olejki zapachowe i mnóstwo zabawek, które możesz sobie wsadzić albo włożyć w nie kutasa. Oprócz tego mamy bardziej hardkorowe rzeczy, które zadowolą amatorów BDSM: klipsy na sutki, baty, uprzęże i liny. Właścicielka Please ma na imię Sid – to pracująca w medycynie kobieta, zwolenniczka otwartości pasjonująca się seksem. Za każdym razem, gdy się ze mną kontaktuje przez sklepowy telefon, przeprowadza radosną, 7-minutową, motywującą rozmowę. Sklep jest jasny i na tyle elegancki, że często zostaje pomylony z bardziej tradycyjnym butikiem. Noszę tu prosty strój: coś czarnego i obcisłego, a do tego obroża.

Praca jest łatwa. To jak pomoc w odnalezieniu rozkoszy. Ludzie przychodzą do nas, bo czegoś chcą: szczęśliwszego małżeństwa, twardszego fiuta, lepszego orgazmu. Ale w większości przypadków, nie wiedzą, jak to znaleźć.

I wtedy do akcji wkraczam ja.

Zdjęcie: Ben Sutherland/Flickr.

Kobieta mająca romans chodzi po sklepie, bierze do rąk różne zabawki i je włącza. Zostawiam ją samą, liczę drobne w kasie, ale widzę, że czegoś szuka. Decyduje się na kajdanki – dość standardowy pierwszy zakup, coś, co zawsze polecam ludziom, którzy chcą spróbować czegoś nowego. Ale ona pragnie... czegoś więcej.

Właśnie tego oczekują wszyscy, którzy odwiedzają sex shopy – nieważne, czy mówią to wprost, czy nie. Chcą czegoś niesamowitego, nieznanej im wcześniej drogi do przyjemności. Forma, jaką ta przyjemność przybierze, może być oczywiście bezkształtna i mglista jak sen. Swoje nieokreślone fantazje zaspokajają tylko dzięki filmikom z PornTube. Pragną seksu tak wspaniałego i dzikiego, że nawet nie mają słów, by to wyrazić. Chcą niesamowitego seksu, nie zawsze wiedzą jakiego, ale wiedzą, że go pragną. Czasem ludzie wchodzą do sklepu i pytają: „Co jest najlepsze?", jakbym miała wiedzieć za nich.

– Chcę coś specjalnego – powiedziała mi.

– Coś, czego nie robiłam z mężem. Coś nowego.

– Co panią interesuje? – pytam.

„Macałam więcej dildosów niż większość ludzi pomaca w ciągu całego życia".

W sex shopach ludzie zwierzają się z różnych spraw. Cóż, w końcu jestem tylko uroczą sprzedawczynią, której może więcej nie spotkają – chociaż mamy sporo stałych klientów. Ale przeważnie, gdy mówisz o seksie, przy okazji wspominasz też o wielu innych sprawach. Ludzie opowiadają mi o swoim pierwszym razie, partnerach, marzeniach i obawach, o tym, czego chcieliby nie lubić. A najczęściej mówią, czego chcą: czego zawsze chcieli spróbować, o czym zawsze myśleli, ale czego nigdy nie udało im się osiągnąć.

Tak staję się ich przyjaciółką, przyjaciółką ich dziewczyn, a nawet ich dziewczyną. Kiwam głową, gdy mówią, bawię się kółkiem w mojej obroży. Słucham zwierzeń i sprawiam, że czują się dobrze i bezpiecznie. I najczęściej właśnie wtedy sprzedaję im coś, co ich zadowoli (przeważnie wibrator Picobong dla nowicjuszy). To bardzo amerykańskie rozwiązanie równie amerykańskiej niemocy – seks nie rozwiązuje życiowych problemów, ale lepsze życie erotyczne sprawia, że życie też staje się lepsze.

Razem z tą kobietą przeszłam przez całą listę rzeczy, których nie chce robić ze swoim nowym kochasiem. Nie interesuje jej pegging [kobieta z przypiętym dildo penetruje swojego partnera – red.] ani podwójna penetracja, pierścienie erekcyjne czy zabawy z woskiem. Jestem rozczarowana, ale wciąż zdeterminowana, by jej pomóc, więc chodzimy razem po sklepie. Zatrzymuje się przy stole obok naszej wystawy lubrykantów i bierze dildo Pure Wand marki Njoy. To prawie kilogram stali nierdzewnej, wygięty, by idealnie masować punkt G.

– Co to jest? – spytała mnie zaskoczona jego wagą.

– A, to Pure Wand, jest świetny – odpowiadam szybko. – Każda kobieta ma dzięki niemu wytrysk. Miała pani kiedyś wytrysk?

Zaświeciły jej się oczy.

– Nie – powiedziała oburzona swoimi brakami (zawsze tak jest, gdy ktoś odkryje, że może osiągnąć przyjemność, jakiej wcześniej nie znał). – Ale chcę! Jak to działa? Jak tego się używa?

„Seks nie rozwiązuje życiowych problemów. Ale lepsze życie erotyczne sprawia, że życie też staje się lepsze".

Praca w sex shopie sprawiła, że przyzwyczaiłam się do naśladowania ruchów frykcyjnych z entuzjazmem. Więc z zapałem prezentuję jej Pure Wand. Trzymam sprzęt w jednej ręce, a z drugiej dłoni tworzę obręcz. Bujam Pure Wand rytmicznie w jedną i drugą, jakbym pieprzyła moją niewidzialną dziewczynę.

– Dzięki tej wadze nawet łagodne ruchy zapewniają intensywne doznania – wyjaśniam.

Klientka wygląda na zainteresowaną.

– Jest tak wygięty, aby trafiać dokładnie... (tu dźgnęłam mocniej) ...w... (i jeszcze mocniej) ...punkt G.

Od razu ją przekonałam, więc pakuję jej zakupy. Klientka wręcza mi kartę. Kwota na rachunku jest trzycyfrowa, ale w ogóle jej to nie rusza, bo uważa te zakupy za klucz do szczęścia.

– Bardzo ci dziękuję – mówi.

– Proszę wrócić i powiedzieć, jak było – rzucam na pożegnanie.

Żartowałam, ale parę tygodni później, ta sama kobieta wpada do sklepu, żeby mi powiedzieć, że było super. I przez moment czułam taką dumę, że aż się zarumieniłam.

Z każdym nowym klientem tworzy się pewną osobliwą intymność, bliskość, na którą nie przygotujesz się na żadnym szkoleniu. Łatwo można się nauczyć reklamowania produktu, nawet jeśli to trochę dezorientujące. Nasze przyrządy mogą wibrować, być wkładane i zgniatane na wiele sposobów, a mogą być wykonane z rozmaitych materiałów. Zachęca się nas, byśmy brali do rąk różne zabawki, żebyśmy wiedzieli, jak działają. Dlatego gdy zaczęłam tę pracę, włączałam wszystkie wibratory po kolei i testowałam wszystkie tryby, aż w palcach ciągle czułam wibracje. Macałam więcej dildosów niż większość ludzi pomaca w ciągu całego życia. Ale to ważne, żeby wiedzieć, jakie zastosowanie ma każda zabawka, żeby móc z kimś porozmawiać i rozgryźć, co ta osoba chce poczuć.

Czasem ta bliskość jest fizyczna. Jakieś trzy, cztery razy dziennie (częściej w bardziej pracowite dni) przeprowadzam coś, co nazwałam wielkim testem lubrykantów. Wielu ludzi szuka dobrego środka, bo w końcu zorientowali się, że astroglide zawiera mnóstwo dziwnych substancji chemicznych, a wazelina jest jeszcze gorsza. Znów pytają mnie: „Co jest najlepsze?", jakbym znała ich pragnienia.

– Sprawdźmy – mówię.

„Praca jest łatwa. To jak pomoc w odnalezieniu rozkoszy".

Zawsze zadaję im kilka pytań: gęsty czy rzadki? Na bazie wody (dobrze działa z silikonową powierzchnią większości zabawek, ale szybciej wysycha) czy silikonu (wystarcza na dłużej, ale jest bardziej tłusty)? Czasem trzeba też uważać na alergie i preferencje. A potem następuje najdziwniejsza i najbardziej intymna część, która z czasem wcale nie staje się ani mniej dziwna, ani mniej intymna: wyciskam trochę lubrykantu na swoją dłoń i trochę na dłoń klienta.

– Dotknij go – mówię, zataczając palcem małe kółka na swojej dłoni.

Jedne mają gładką konsystencję, niektóre są gęste, inne tłuste.

– Rozetrzyj go. Tak? Podoba ci się? Okej, a co myślisz o tym? – podaję klientowi chusteczkę i testujemy kolejny produkt.

Ostatnio w naszym asortymencie doliczyłam się 12 różnych lubrykantów, więc wielki test może trochę potrwać.


Zobacz nasz dokument o cyfrowym seksie:


Ale częściej ta intymność dotyczy emocji. Czasem zastanawiam się, czy nasi klienci po prostu szukają kogoś do rozmowy. Niektóre zwierzenia brzmią tak: „Zawsze chciałem spróbować peggingu", „Mój chłopak wczoraj mnie związał, było świetnie", „Macie jakieś książki... o analu?". Takie zdania są wypowiadane niepewnie, jednym tchem, jakby ci ludzie całe życie czekali, żeby z kimś się tym podzielić. W końcu mogą to z siebie wyrzucić.

– Okej, czego potrzebujesz? Aha, fajnie. Tak, sprzedajemy liny do wiązania.

Parę tygodni temu wszedł do sklepu pewien starszy mężczyzna. Miał z 70 lat. Gdy go zobaczyłam, zamarłam. Trafiają się oblechy i cała sztuka polega na tym, by wykopać ich, zanim w ogóle zdążą przekroczyć próg Please. Ale wtedy ten pan powiedział mi, czego szuka. Był rozwiedziony i miał nową dziewczynę – gorącą 65-letnią laskę. Była od niego o 12 lat młodsza. Też rozwiedziona. A on pragnął sprawić jej przyjemność. Chciał być z nią delikatny, ale nie wiedział, od czego zacząć.

„Praca w sex shopie sprawiła, że przyzwyczaiłam się do naśladowania ruchów frykcyjnych z entuzjazmem".

Przegadaliśmy chyba z godzinę. Oprowadzałam go po sklepie, a on pytał o wszystko. O uprzęże, doczepiane penisy i mnóstwo innych zabawek, które mamy w sklepie. Zachwycał się każdym kolejnym odkryciem.

– Trudno uwierzyć, że można się kochać aż na tyle sposobów – powiedział zdumiony. Pamiętajcie, że on pochodzi z pokolenia, w którym porno było albo mizoginistyczne, albo nie było go wcale. Służył też w marynarce wojennej, gdzie wszyscy mężczyźni byli podli w stosunku do kobiet (to jego słowa).

Więc przedstawiłam mu wszystkie sposoby, za pomocą których może wprowadzić do ich życia czułość, a on opowiedział mi, jak bardzo kocha swoją wybrankę. Jaka jest piękna i czarująca i jak bardzo boi się, że ją straci. Podczas rozmowy, gdy wyjaśniałam mu wszystko – pokazałam olejki do masażu, świeczki, pióra i kolekcję przeznaczoną specjalnie dla ludzi w jego wieku – czułam, że jego horyzonty się rozszerzają.

– Nie wiedziałem, że tak można – powiedział. – Ty wiesz o tym wszystko.

– To moja praca – odparłam.

W końcu sprzedałam mu wibrator – taki jej wymyślił prezent. Wybraliśmy prosty, miękki, z jedną prędkością, na baterie. Ładnie go zapakowałam i przewiązałam wstążką. Był zachwycony, wręcz przytłoczony możliwością takiej czułości. Wychodząc, bardzo gorąco mi dziękował. Prawie uroniłam łzę. Chciałam ogłosić światu, że „prawdziwa miłość istnieje!", ale zamiast tego napisałam o tym na Twitterze.

Jak to z większością rzeczy na tym świecie: seks jest przeważnie tylko przykrywką, odbiciem czegoś innego – kryzysu w małżeństwie, braku pewności siebie, lęków, problemów finansowych... cokolwiek cię gnębi, objawia się to w seksie. A w tym zawodzie wyczuwam to jak medium – to pragnienie, by być lepszym, naprawić coś, sprawić, by się udało. Ludzie przychodzą z wieloma nadziejami i marzeniami. Są bezbronni, a ja staram się być delikatna. Wiem, że sprzedanie komuś dildosa nie rozwiąże życiowych problemów, ale przysięgam, że czasem pomaga.