Nie jedz bliźniego swego

Tanzania słynie z wielu rzeczy, a w szczególności ze znakomitej kuchni. To stamtąd pochodzi kisamvu, czyli jarzyny podawane z ryżem; bamia, lub inaczej mięsny gulasz z dodatkiem piżmianu jadalnego; i mchicha – rodzaj curry z orzeszkami ziemnymi.

|
04 Marzec 2013, 2:20pm


Ten w kapeluszu to Gamariel Mboya 

Tanzania słynie z wielu rzeczy, a w szczególności ze znakomitej kuchni. To stamtąd pochodzi kisamvu, czyli jarzyny podawane z ryżem; bamia, lub inaczej mięsny gulasz z dodatkiem piżmianu jadalnego; i mchicha – rodzaj curry z orzeszkami ziemnymi. Wielu Tanzańczyków za prawdziwą rozkosz dla podniebienia uważa jednak inne lokalne specjały- te przyrządzane z włosów, krwi i kości osób cierpiących na bielactwo.

Miejscowi znachorzy i szamani od dawna wierzą, że poszczególne części ciała albinosa mają właściwości lecznicze; dlatego właśnie stanowią nieodzowny składnik przyrządzanych przez nich magicznych mikstur. Wyznawcy muti –mordów rytualnych, które mają mieć uzdrawiającą moc- są przekonani, że ich „lekarstwa” są w stanie uleczyć chorych, a biednym zapewnić oszałamiające bogactwo.  Nie od dziś wiadomo, że mężczyźni, którzy są nosicielami wirusa HIV albo chorują na AIDS, porywają i gwałcą młode albinoski, głęboko wierząc, że dzięki temu wyleczą się z nękających ich chorób. Rybacy nierzadko płacą myśliwym za upolowanie ludzkiej zwierzyny. Umieszczona w sieci noga czy ręka, która niegdyś należała do albinosa, zwiększa w ich mniemaniu szanse na owocny połów.

W przeciągu ostatnich sześciu lat zamordowano ponad 71 osób z bielactwem. W tym miesiącu okaleczono siedmiolatka, kiedy wracał do domu ze szkoły; zaatakowało go kilku mężczyzn, którzy mieli chrapkę na jego rękę. 

Stojący po jasnej stronie mocy obywatele i obywatelki Tanzanii postanowili położyć kres tym odrażającym praktykom. Powstały grupy aktywistów, składające się zarówno z albinosów, jak i osób nie dotkniętych tym schorzeniem. Udało mi się porozmawiać z Gamarielem Mboya, sympatycznym Tanzańczykiem- albinosem, który dobrze zna ten temat.

VICE: Mógłbyś nam opowiedzieć o sobie?
Gamariel Mboya:
Nazywam się Gamariel Mboya i cierpię na bielactwo. Pochodzę z górzystych terenów na południu Tanzanii, z regionu o nazwie Mbeya. Mam 29 lat i jestem żonaty. Mam córkę i pracuję w organizacji charytatywnej Under the Same Sun (Pod tym samym słońcem, przyp.tłum.).

Jak dorastało ci się w Tanzanii?
Nie było łatwo. Osoby z bielactwem nie otrzymują od społeczeństwa odpowiedniego wsparcia. W rezultacie uczą się, żeby nikomu nie ufać. Nie traktuje się nas tutaj jak ludzi.

Raport Pew Forum ujawnił, że ponad 60 procent Tanzańczyków bezgranicznie ufa znachorom i uzdrowicielom, którzy wmawiają im, że osoby z bielactwem dysponują nadprzyrodzonymi mocami. Ludzie wierzą, że nasze kości, krew i włosy przynoszą szczęście, a stosunek z kobietą dotkniętą albinizmem może pomóc wyleczyć się z AIDS czy pokonać wirusa HIV.

Jak osoby dotknięte bielactwem reagują na określenie „albinos”?
Reakcje są różne, bo to słowo nabrało pejoratywnego wydźwięku. Kiedy dorastałem, ludzie, którzy doskonale wiedzieli, jak mam na imię, woleli zwracać się do mnie per „albinos”. Tak użyte określenie odczłowiecza. Z drugiej strony, wiele osób z bielactwem używa tego pojęcia wobec siebie. 

Obecnie staramy się przekonywać ludzi do tego, żeby nie postrzegali nas przez pryzmat naszej choroby genetycznej.

W jaki sposób dochodzi do napaści na osoby z bielactwem?
Agresorzy zwykle wabią dzieci podarkami czy słodyczami, zachowując się z pozoru przyjaźnie. Uciekają się do najbardziej perfidnych podstępów. Czasami kryją się w krzakach, czekając na odpowiedni moment, żeby zaatakować.

Jeśli chodzi o kobiety, próbują je uwieść. Zapraszają je na randki i nawiązują z nimi głębsze relacje, starając się pozyskać ich zaufanie. Zdarzały się przypadki, kiedy tacy mężczyźni poślubiali kobiety z bielactwem tylko po to, żeby móc je później bezwzględnie wykorzystać. Taka sytuacja miała miejsce niedawno w jednym z górzystych regionów na południu kraju- kobietę zaatakował jej własny mąż wraz z bandą innych mężczyzn. 

Kiedy wszystkie te sposoby zawodzą, zawsze pozostaje użycie broni. 

Co dzieje się z tak pozyskanymi częściami ciała?
Często znajduje się je w domach znachorów. Czasem zakopuje się je w ziemi jako część rytualnej ofiary, ale najczęściej wykorzystuje się je do wykonywania amuletów. Kości kruszy się i mieli, a następnie przechowuje w talizmanie. 

Dlaczego policja czy władze kraju pozostają bierne? 

Po pierwsze, obowiązujący w tym kraju system prawny nie pozwala na sprawne egzekwowanie przepisów. Tanzańska Temida działa dość opieszale. Na ponad 100 zgłoszonych napaści i zabójstw, tylko w przypadku pięciu wydano wyrok skazujący, a w dwóch- uniewinniono oskarżonych. Po drugie, politykom nie chce się kiwnąć palcem w sprawie tych okrucieństw, a pomoc osobom z niepełnosprawnością nie należy do priorytetów rządu.    

Z drugiej strony, w niektórych przypadkach policja stara się pomóc. Potrafią być bardzo skuteczni. Sprawnie prowadzą czynności śledcze i dokonują aresztowań. Zdarzało się jednak i tak, że policjanci bronili sprawców i niszczyli dowody przestępstwa.

Wiele osób wierzy, że napaść na albinosa, obdarzonego nadprzyrodzoną mocą, to łatwy sposób na szybkie wzbogacenie się i zdobycie władzy. Stąd spora liczba zamożnych Tanzańczyków i ludzi ze świata polityki jest powiązana z mordami rytualnymi muti.

Media donoszą o tylu napaściach i porwaniach. Czy któryś z tych przypadków szczególnie tobą wstrząsnął?
Można by mówić o wielu, ale najsilniej zapisała mi się w pamięci tragedia Adama Roberta. Odrąbano mu palce u rąk i potwornie okaleczono ramię. Napadnięto go na progu jego własnego domu. Ojciec i macocha Adama byli tuż za drzwiami.

Adam jest drugim albinosem z rodzeństwa. Jego ojciec postanowił rozwieść się z matką Adama, ponieważ obarczał ją winą za urodzenie dwójki dzieci z bielactwem. Matka porzuciła rodzinę, a ojcu przyznano prawo opieki nad dziećmi. Zabronił im chodzić do szkoły, rzekomo z obawy, że mogłoby im się coś stać po drodze do znacznie oddalonej od ich domu szkoły. Odtąd dzieci zamiast się uczyć, zajmowały się domem, pracując w obejściu i przyrządzając posiłki.

Pewnego dnia, Adam zauważył podczas pracy w obejściu, że koło domu kręci się jakiś obcy facet. Zachowanie tego człowieka budziło niepokój, zaczął też zadawać dziwne pytania. Pojawiał się jeszcze wielokrotnie, aż Adam doniósł ojcu, że już wcześniej widywał tego człowieka, węszącego wokół ich domu. Ojciec zlekceważył tę informację. W końcu facet zaatakował Adama.

Ojca Adama aresztowano pod zarzutem zaniedbania, ale już zdążył wyjść na wolność. Obecnie Adam jeszcze bardziej boi się o swoje bezpieczeństwo.

Czy ty także padłeś ofiarą podobnej napaści? Czy doświadczałeś dyskryminacji na własnej skórze?
Na pewno poznałem, co to dyskryminacja. W szkole wyzywano mnie i dokuczano mi na różne sposoby. Przez całe życie żyłem na marginesie społeczeństwa ze względu na to, kim jestem. Wiele osób z bielactwem jest bezrobotnych; często nie zatrudnia się ich, bo są albinosami. 

Jak sobie z tym radzisz?
Milczenie to moja najpotężniejsza broń. Czasami jednak odgrywam mądralę i staram się uświadamiać uprzedzone wobec mnie osoby, na czym polega moje schorzenie.

Bardzo wspiera mnie moja rodzina, a szczególnie żona. Takie organizacje, jak „Under the Same Sun” też wiele mi dają.

Czy dyskryminacja osób z bielactwem jest bardziej powszechna w Tanzanii niż w innych krajach?
Osoby z bielactwem nie mają łatwego życia w praktycznie żadnym z afrykańskich krajów. Inna sprawa, że informacje na ten temat nie zawsze docierają do szerszej opinii publicznej, bo media w innych afrykańskich państwach nie mają takiej wolności, jak u nas.

W jaki sposób reaguje na to wszystko społeczność osób z bielactwem?
Istnieją ośrodki, w których można umieścić dzieci z bielactwem, ale tylko tymczasowo. Dostępne wsparcie jest niewystarczające. Ogólnie rzecz biorąc, nie istnieje żaden plan, strategia czy system, które służyłyby ochronie praw osób z bielactwem i zapewniały im opiekę.

Jak można twoim zdaniem polepszyć warunki życia osób z bielactwem?
Rząd musi uświadomić sobie rangę tego problemu, utworzyć odpowiedni program na rzecz osób z bielactwem i przeznaczyć stosowne środki na jego realizację. Ponadto powinniśmy zmieniać mentalność ludzi, zachęcając ich do pozbywania się uprzedzeń wobec albinosów. Należy raz na zawsze rozprawić się z różnymi mitami i zabobonami na temat ludzi dotkniętych bielactwem, które do tej pory były źródłem tylu nieszczęść. Jeśli to nam się uda, będzie to oznaczać prawdziwą zmianę na lepsze.

Życzę powodzenia, Gamariel.

Zobacz też:

Jadłem psa w Hanoi
Ganja armata
Nieudane samobójstwa są gorsze niż nieudane życia