Quantcast

Jak nie brać narkotyków jak totalny debil?


Nie bierzcie koksu. Dlaczego nie? Starczy na trzy minuty, podczas których bardzo będziecie musieli się wysrać, a zjazd trwa 24 godziny. Kokaina jest też kiepska na serce, w sposób w który (wspaniała) amfetamina nie jest.

Bruno Bayley

Bruno Bayley

KOKAINA

Nie bierzcie koksu. Dlaczego nie? Starczy na trzy minuty, podczas których bardzo będziecie musieli się wysrać, a zjazd trwa 24 godziny. Kokaina jest też kiepska na serce, w sposób w który (wspaniała) amfetamina nie jest. Mógłbym dokładnie wytłumaczyć dlaczego kokaina źle działa na serce, ale to trochę skomplikowane, musiałbym mówić o blokowaniu się kanałów jonowych, więc po prostu uwierzcie mi na słowo. No i, jeśli twoja radość z zażywania kokainy jest jakoś związana z tym przestarzałym wyobrażeniem, że to bardzo glamour, lepiej to sobie przemyśl. Koks jest tani, więc nie może być glamour. No i, koks robi z ludzi ćpuńska. Nie wyglądamy godnie próbując wyciągnąć od kogoś koks, jak jakiś kreskówkowy narkoman. Jeśli chcesz komuś zaimponować drogim i egzotycznym narkotykiem, zacznij przynosić ze sobą na imprezy gaz ksenonowy, albo po prostu wciągaj Ritalin, jak to robią dorośli. Tyle na ten temat.


PSYCHODELIKI

Dlaczego najciekawsza kategoria narkotyków znanych człowiekowi jest doceniana, prawie wyłącznie, przez najbardziej irytujących ludzi? Pozwólcie, że rozłożę to pytanie na czynniki pierwsze. Gdy bierzemy psychodeliki rośnie nasze poczucie własnej wartości, pozwalając zrozumieć boskie miejsce w kontekście ludzkości tych, którzy zawsze czuli się marginalizowani przez nasze powierzchowne, kapitalistyczne społeczeństwo. To nie jest dobre samo sobie, bo ci, którzy potrzebują tego wielokrotnie powtarzanego psychodelicznego potwierdzenia swojej ludzkiej ważności są często fizycznie zniekształceni, albo są przepoconymi, grającymi na cytrze terapeutami w wieku średnim. Widząc to, postronne osoby mylnie łączą psychodeliki z tą tandetną kulturą, która je otacza i stwierdzają, że te narkotyki są złe. A nie są. Zapalcie DMT i zobaczcie sami, ale róbcie to z wielką rozwagą. Jeśli wasze zamiary nie są czyste, spadnie na was gniew starożytnego azteckiego boga grzybów i na zawsze odebrany zostanie wam wstęp do jego królestwa.

HEROINA

Słuchanie o niej jest przygnębiające. Nienawidzę słuchać ludzi mówiących o heroinie, a niestety, dużo dzieciaków, które biorą herę, bardzo lubi się tym chwalić. Mówienie o swoim zażywaniu heroiny jest farmakologiczną wersją mówienia o tym, jak było się molestowanym w dzieciństwie; sprawia, że wszyscy czują się niekomfortowo, więc lepiej utrzymać to w tajemnicy. Jednakże, zażywanie narkotyków w tajemnicy = problem z zażywaniem, więc heroina to problem.


KONOPIE I KANNABINOIDY

Jest trochę prawdy w tych utartych stereotypach nt. związanego z konopiami zespołu amotywacyjnego – brak woli, wytrwania i ogólny negatywny wpływ na nastawienie. Sorry, to wszystko prawda. Nadmierne spożywanie zioła zamienia was w niepewne, spragnione pociechy, ludzkie poduchy. Jeśli palicie w nocy, cała architektura waszego snu jest zrujnowana, przestajecie śnić, budzicie się rano po czarnej, podobnej do śmierci, śpiączce. Jesteście osłabieni i nie pragniecie niczego innego niż więcej śpiączko-snu. Cały dzień jest nieproduktywny, a gdy zachodzi słońce chcecie powtórzyć to jeszcze raz. Sztuczka polega na tym, żeby nie palić dwa dni z rzędu. Robiąc tak pozostaniecie pracusiami, którzy też czasem carpe diem. Ale zaczekajcie! To tylko połowa całej sprawy – trawa, trawa jako roślina, jest w zasadzie przestarzała. Marihuanę zastąpił szeroki wybór syntetycznych kannabinoidów opartych na związkach aminoalkikowych, które ostatnio wypłynęły na rynek „dopalaczy”. Jest ich mnóstwo, próbowałem wszystkich. Niektóre, jak JWH-073 to niesamowite narkotyki, które przewyższają naturalną trawkę w każdy możliwy sposób: są stymulujące, psychodeliczne i są po prostu kupą zabawy, ale ich toksyczność nie jest znana, więc odradzam regularne używanie. Inne, jak JWH-250 nie mają żadnej przewagi nad ziołem, więc można o nich zapomnieć. Spadaj, JWH-250.


VALIUM, PROZAC, XANAX, ITP.

Benzodiazepiny to leki przepisywane na różne zaburzenia lękowe. Ludzie, którzy są z natury spokojni zazwyczaj nie mają z nich pożytku, ale ci bardziej zaburzeni biorą 10mg Valium i nagle otuleni są satynową, gładziutką euforią. Bycie uzależnionym od benzodiazepinów jest jak dziecięca wersja bycia uzależnionym od opioidów, bo nie kosztują tyle pieniędzy, nie są (aż tak) źle postrzegane przez prawo i nie mieszają tak bardzo w życiu, poza tym, że przestaje istnieć pamięć krótkotrwała. Ale ostrzegam! Rzucanie benzów jest niesamowicie trudne i doprowadzi do tygodni spędzonych na płaczu wywoływanym przez rzeczy z zerową zawartością emocjonalną, jak telewizyjne wykłady o paleontologii. Benzy wzmagają też hipnotyczne efekty alkoholu, do absurdalnych poziomów, co sprawia, że tracenie przytomności w niesprzyjającym momencie jest raczej pewne niż możliwe. Pamiętam przebudzenia na ławce z ustami pełnymi przeżutych ziaren kawy, które zjadłem (jak zakładam) w ramach daremnej próby pozostania przytomnym. Nie wiem skąd się wzięły i nie jestem nawet pewien, czy to były ziarna kawy.

Inhalacja złotą farbą ze skarpety, wstrzykiwanie temazepamu w gałkę oczną, namaszczanie żołędzi i/lub warg sromowych skopolaminą, picie płynu do płukania ust, wąchanie kleju modelarskiego, wciąganie fosforu zdrapanego ze środka jarzeniówek i inne, niegodne, desperackie i generalnie niepolecane kontakty z narkotykami. Koleś, studiujesz – prawda? Spróbujmy może utrzymać jakąś atmosferę dyskrecji wokół zażywania. Powyższe będą wydawać się znacznie lepsze gdy już rzucisz szkołę.

Zobacz też:

Poradnik dla dziewczyn: Jak kupować narkotyki?
Chemia z podziemia