Recenzje

Future & Drake - What A Time To Be Alive

Od wspólnego wydawnictwa Future'a i Drake'a należało wymagać wiele. Pod warunkiem jednak, że naprawdę solidnie by się do niego przyłożyli.

tekst Paweł Klimczak
07 Październik 2015, 10:00am

Kooperacje na szczycie rapowego światka mają różny wymiar zobowiązań - featuringi na mixtape'ach można śmiało pomijać, te na płytach potrafią zaskoczyć, zachwycić lub zawieść, albumów w duetach mamy chyba za mało. Czy Future, świeżo po swoim świetnym "DS2" i Drake, który po fenomenalnym "If You're Reading This, It's Too Late" nie musi udowadniać już nic, wnoszą nową jakość do konceptu hip-hopowych duetów?

Odpowiedzmy na to pytanie od razu - niestety nie. "What A Time To Be Alive" brzmi jak mixtape nagrany przy okazji sesji do "DS2" (Kanadyjczyk wspierał artystę z Atlanty w jednym utworze na tej płycie), niezobowiązująco, ale niestety nie luźno i naturalnie. Nie byłoby w tym nic złego, gdyby był to darmowy mixtape, ale jest to rzecz, za którą trzeba płacić - jeśli jesteście zatem fanami jednego i/lub drugiego artysty, polecam streamować całość i zapłacić tylko za wybrane utwory. A jest tutaj kilka pereł. Przede wszystkim rewelacyjny singiel "Diamond Dancing", interesująca, w pełni ukształtowana i dopracowana piosenka. Niestety, jedyna na płycie - panowie na swoich ostatnich albumach niemal porzucili śpiewanie, które wyniosło ich na szczyt i przenieśli ciężar na rapowanie (raczej z dobrym skutkiem). Do jasnych punktów na pewno należy zaliczyć też "Scholarships", w którym Drake stosuje swoje bluesowe zaśpiewy znane z "IYRTITL", "Change Locations" z chwytliwym refrenem i dwa zamykające utwory - mimo, że to solowe strzały, które równie dobrze mogłyby trafić na "DS2" w przypadku Future'a, lub "Thank Me Later" w przypadku Drake'a. Reszta numerów z mixtape'u potrafi zmęczyć - czy to niechlujnością nawijek (nie jest to niespodzianka u Future'a, z kolei głos Drake'a dawno nie brzmiał tak słabo i nosowo), czy refrenami bez pomysłów, czy generycznymi, epatującymi seksizmem i blingiem tekstami - które owszem, można akceptować w ramach pewnej konwencji, ale pod warunkiem, że są nawinięte ciekawie lub przynajmniej porządnie, co tutaj nie ma miejsca.

Mógłbym pastwić się nad tym mikstejpem jeszcze długo, ale wtedy włożyłbym więcej pracy niż sami artyści w jego nagranie. To nie jest niestety luźna nagrywka dla fanów, nie jest to też parszywy, chciwy ruch na portfele - sam nie wiem, czym jest "What A Time To Be Alive". Wiem, że poza kilkoma wyjątkami, które pokazują, na co stać taki superduet (serio, "Diamond Dancing" to petarda zrealizowanego potencjału), wieje tu nudą i wymęczonymi sesjami w studiu. Czy spodziewałem się więcej po tym materiale? Raczej nie, bo pojawił się znienacka. I raczej zniknie równie szybko, jak się pojawił. Szkoda.