Reklama
Recenzje

Chance the Rapper - Coloring Book

Różnorodnie, brawurowo, ale nie bez małych potknięć.

tekst Paweł Klimczak
13 Lipiec 2016, 10:27am

Chance od czasu absolutnie fenomenalnego mixtape’u (albumu?) "Acid Rap" wybił się na pozycję niezależnego bohatera, który bez wytwórni (za to z pieniędzmi z innych, równie szatańskich źródeł - np. od Apple’a) nagrywa fenomenalną muzykę przy wsparciu gwiazd z najróżniejszych konstelacji - od Kanyego po Justina Biebera. "Acid Rap" uzależniał milion razy bardziej niż LSD (który nie uzależnia wcale, więc zachęcam!) i oprócz wariackiego flow i głosu Chance’a oferował jukujące i jazzujące podkłady. Później razem z Donniem Trumpetem i zespołem Social Experiment wydali bardzo porządny album (mixtape?), który cierpiał na koszmarny miks, za to nadrabiał pięknymi piosenkami. Na "Coloring Book" Chance rozwija się w stronę śpiewu, ponownie zaprasza sporo znanych gości i znowu inżynierem miksującym materiał jest człowiek z uszkodzonym słuchem.

Nie będę ukrywał - wiedziałem, że artystę z Chicago poniosło w jezuskowe strony, co jako wojującego ateistę zjeżyło mi włosy na karku. Ale jeśli plugawa religia jest źródłem tak pięknych dźwięków, jak te z "Coloring Book", to moje racjonalne ostrze jest tępe jak ksiądz Oko. Album czerpie garściami z muzyki gospel, a obie części "Blessings" czy "Finish Line" są po prostu wzruszające. Chance nie zrezygnował z wokalnej brawury, a kiedy śpiewa "I made it through, made it through…" to łzy cisną się do oczu. Bo "Coloring Book" to płyta emocjonalna, czasem radosna, czasem wzniosła, a czasem bardzo zabawna. Wokalista dojrzał nie tylko artystycznie i mniej tu nawiązań do kwasowych tripów, a więcej rodzicielskiej refleksji. Oczywiście, Chance wciąż reprezentuje Chicago i jego problemy - a jak słychać w "Summer Friends", pod względem gangsterskiej przemocy niewiele się zmieniło.

Cieszą nawiązania - czy to muzyczne, jak w "Angels", czy to liryczne, jak w "Juke Jam" - do kultury juke/footwork, cieszy bogata instrumentacja, gęsto zagospodarowana przez Donniego Trumpeta i Social Experiment, cieszą piękne i wzruszające utwory, jak "Same Drugs", gdzie na tle niebiańskiego podkładu Chance pyta "when did you forget how to fly?". No i cieszą featuringi, bo każdy dał z siebie wszystko. Szczególnie pozytywnie zaskoczył mnie Young Thug, który w swojej zwrotce wchodzi w niemal bluesowe buty, Justin Bieber sprawdził się jako miły dodatek, Jay Electronica po raz kolejny pokazał, że nagrywanie albumu nie jest potrzebne do osiągania mistrzostwa, a Future po swojemu poleciał na kodeinowym dywanie. Różnorodność podkładów, garściami czerpiących z juke/footwork, gospelu, trapu, jazzu, a nawet house’u ("All Night" to banger, jakich mało, ale przecież Chance jest z Chicago, kolebki tej odmiany muzyki tanecznej), ich melodyjność, pomysłowość i pozytywna aura z nich płynąca, jest niemal tak uzależniająca, jak "Acid Rap". Nie zabrakło także i efektu pomieszkiwania wokalisty z Jamesem Blakiem - "Smoke Break" nosi na sobie nawet nie odciski palców brytyjskiego producenta, ale odlewy całych rąk.


Polub fanpage Noisey Polska, żeby nie przegapić żadnej recenzji



Niestety, "Coloring Book" cierpi na poważną wadę, która podcina skrzydła potencjałowi całej płycie. Miks jest koszmarny, czasami wręcz do groteskowych wymiarów. "All We Got" jest wyśmienitym numerem, szkoda, że armia Kanye Westów na autotunie atakuje nasze uszy jakieś 60 procent głośniej niż reszta elementów. Dęciaki rozsiane po całym albumie dodają mu głębi i kolorytu, ale brzmią jak cienka wtyczka MIDI. Ścieżki wokalne są czasami tak wypoziomowane, że bardziej słychać, jak drynda łańcuch Future’a, niż jego zwrotkę… Czy zabrakło budżetu i/lub czasu na lepsze zmiksowanie płyty, czy jest to jakaś undergroundowa dezynwoltura - ciężko stwierdzić. To prawdziwa zagadka, tym większa, że za ekskluzywny stream na platformie Apple’a Chance dostał niemały hajs. Takie podejście dość mocno szkodzi "Coloring Book", które jest naszpikowane gwiazdami, bogatymi aranżacjami i ma spory, przebojowy potencjał.

Pomijając jednak ten nieprzyjemny aspekty techniczny, Chance po raz kolejny wypuszcza świetny materiał. Z sercem i duszą, pomysłowością i talentem, którym mógłby obdzielić ¾ muzyków na świecie. Jeśli przejdziemy ponad technicznymi niedoróbkami (i jezuskowymi wtrętami), to dostajemy jedną z najbardziej pozytywnych, inspirujących i budujących płyt tego roku.


Chance the Rapper - Coloring Book, 2016, wyd. niezależne