Uczuciowe i kulturowe dziedzictwo muzyki z dwóch pierwszych części "American Pie"

"American Pie" to nie tylko film o wzwodach, pokazuje też przełomową chwilę, kiedy amerykańska alternatywa muzyczna (przez przypadek śpiewająca głównie o wzwodach) wyszła ze swoich garaży i podbiła świat.

|
18 Lipiec 2016, 7:00am

Artykuł oryginalnie ukazał się na Noisey UK.

W 2002 roku pierwszy raz tak konkretnie obmacywałam się z chłopakiem. Pamiętam, że siedziałam na rozlatującym się stole w młodzieżowym domu kultury, niedaleko naszego domu. Pamiętam, że był to jakiś koncert, a mój chłopak grał w jednym z zespołów (na gitarze, oczywiście). Pamiętam, że przypadkowo mieliśmy takie same bluzy z kapturem i logiem Nirvany - a nawet nie tyle pamiętam, co wiem, bo ktoś zrobił nam zdjęcie. Pamiętam, że w tle grało Blink-182. Albo i nie pamiętam, w końcu moja pamięć nie jest aż tak szczegółowa, ale to nadal może być prawda, ponieważ całe to doświadczenie i wywołane przez nie wspomnienia, są nierozerwalnie związane z ówczesnym fenomenem kulturowym dla nastolatków - serią filmów "American Pie".

Dziś jest to jedna z najbardziej dochodowych franszyz w dziejach kina, zaś dwie pierwsze części, wypuszczone w 1999 i 2001 roku, zajmują się życiem zwyczajnego, napalonego osiemnastolatka, który nieskutecznie próbuje zaliczyć trzecią bazę z jakąś laską. Coś jak "Szybcy i wściekli" tylko z rżnięciem zamiast wyścigów. Wraz z tymi filmami pojawiło się nowe pokolenie amerykańskiej młodzieży, definiowanej przez uwielbienie dla internetowego porno, jazdy na desce oraz koszulek wyszywanych sztucznymi błyskotkami. Ale "American Pie" to nie tylko film o wzwodach, pokazuje też przełomową chwilę, kiedy amerykańska alternatywa muzyczna (przez przypadek śpiewająca głównie o wzwodach) wyszła ze swoich garaży i podbiła świat. To prawdziwy wehikuł czasu, obrazujący narastającą popularność popowej odmiany punka, która zmiotła z list przebojów boysbandy i girlsbandy i stała się soundtrackiem nie tylko tych dwóch filmów, ale całego życia ówczesnych nastolatków.

Kontynuacja poniżej.


Polub fanpage Noisey Polska, żeby być z nami na bieżąco i nie przegapić żadnej ciekawej rozmowy czy genialnej premiery


Na ścieżce, złożonej z piosenek, przy których piło się WKD (jasnoniebieskie ohydztwo z wódą, sprzedawane tylko w Anglii) i obmacywało swoich pierwszych partnerów, pojawili się wykonawcy pokroju Blink-182, Sum 41, Sugar Ray, Goldfinger, Fenix TX, Green Day, Lit i Weezer, znani głównie ze swojego punkowego, anarchistycznego podejścia. To też był strzał w dziesiątkę. Blink-182 zagrali nawet w pierwszej części "American Pie", jako jedni z wielu widzów śledzących internetową relację z przedwczesnego wytrysku, który pogrzebał szanse Jima u Nadii. Na przełomie wieków wydarzyło się wiele dziwnych rzeczy, ale próba udowodnienia, że Tom Delonge był kimś więcej niż nadąsaną wersją Nicka Cartera z innym sponsorem i kolczykiem w wardze, to już naprawdę szczyt bezczelności. U progu lat 90., każdy stereotypowy pizduś mógł czuć się (pop) punkowcem. Jedynym elementem różniącym gości z siłki od tych, którzy kupowali "Kerrang!" i nosili krawaty również poza szkołą, była marka noszonych przez nich szortów. "American Pie" obrazuje apogeum tego zderzenia kultur, a jego przewodnia piosenka nosi tytuł "Laid".

Jeśli uznamy, że to wpływowy, choć szybko zdjęty z anteny serial Juda Apatowa "Luzaki i frajerzy", wyznaczył w 1999 roku nowe trendy w pokazywaniu nastoletnich rozterek, to "American Pie" jest bliskim, wyrośniętym kuzynem tego serialu, takim który w ramach rozładowania emocji, lubi się poocierać fiutem o kanapę. Postacie pokazane w tym filmie wyrosły w epoce, kiedy seks stał się tak ogólnodostępny, że przestał stanowić tabu i zaczęto mówić o nim otwarcie (choć w ograniczonym zakresie, sprowadzającym się do masturbacji, paranoicznego heteroseksualizmu, fetyszu na lesbijki i żartów o kobietach w średnim wieku). Co powiedziawszy, należy pamiętać, że nawet wtedy publika nie była gotowa na oryginalny tytuł scenariusza: "Erotyczna komedia dla nastolatków, którą da się zrobić za mniej niż dziesięć milionów dolców i większość ludzi ją znienawidzi, ale ty zapewne pokochasz".

Piękno "American Pie" wynika z tego, że każda z postaci (męskich przede wszystkim) jest wiarygodną łamagą. Na każdą opowieść o sukcesach Michelle mamy jakąś zmarnowaną szansę Jima albo Oza, wygłaszającego kolejną mądrość o kobietach ("Musisz im zadawać pytania i słuchać, co potem gadają"), które doskonale odzwierciedlają męczarnie nastolatków z przełomu wieków, zmuszonych do zmagania się ze swoją seksualnością w świecie nastawionym na powiększanie cycków i żarty z kutasów. To samo można powiedzieć o muzyce, która jednocześnie porusza emocje i jest strasznie chamska. Choć ideologiczny i komiczny ładunek "American Pie" staje się z roku na rok coraz bardziej niestrawny, to soundtrack z tego filmu zdefiniował pewną epokę. Po wpisaniu tytułu w wyszukiwarkę Twittera, znajdziecie deklaracje miłości do tego filmu, wrzucane codziennie od samego początku istnienia mediów społecznościowych. Możecie nawet wyłożyć dwadzieścia dolarów na koszulkę z hasłem "American Pie ma bardzo dobry soundtrack".


Trzeba jednak powiedzieć, że piosenki zgromadzone na ścieżkach z "American Pie", podchodzą do tematu płci z równie żenującą niezgrabnością. Od mentalnego striptizu w "Want You Back" Offspring, przez lamenty American Hi-Fi, którzy w "Flavor of the Weak" skarżą się na naiwność dziewczyny, zdradzanej przez ujaranego chłopaka po "Good (For A Woman)" Alien Ant Farm, w którym sam tytuł wystarcza za wszystko, każdy z tych kawałków jest równie subtelny jak Jason Biggs ruchający ciastko. Pop punk i heteroseksualna perspektywa znalazły w "American Pie" swoich najzagorzalszych obrońców - ale to wcale nie dzięki temu ta muzyka wciąż trwa w naszej pamięci.

Od brzmiącego niczym hymn "Fat Lip" Sum 41 po mniej popularne "Every Time I Look For You" Blink-182, kawałki zgromadzone na soundtrackach tych dwóch filmów doskonale odzwierciedlają męki i próby przez jakie musi przechodzić każdy nastolatek, uczący się życia w związkach z innymi osobami, poznający swoje i nieswoje potrzeby emocjonalne oraz seksualne. Choć tematem przewodnim filmów jest "Laid" manchesterskiej grupy James, większość ludzi kojarzy "American Pie" ze "Sway" Big Rungi. To słodka, jednoznacznie romantyczna piosenka o kompletnym zadurzeniu w jednej osobie, a każdy nastolatek pomiędzy 14 a 18 rokiem życia popełnił bez wątpienia przynajmniej jeden taki niewinny błąd. Znaczenie tego utworu dla fabuły było tak wielkie, że pojawił się ponownie w nakręconym w 2012 roku "American Reunion".

Niedojrzałość króluje w prawie wszystkich numerach - czy będzie to piosenka o rozstaniu ("Cheating" Jettngham), czy tekst o rozsiewaniu postkoitalnych plotek ("Susan" The Exit) czy łzawe kawałki ("Find Your Way Back Home" Dishwalla i "Always Getting Over You" Angeli Ammons). Ale da się znaleźć wśród tych utworów również w miarę trzeźwe spojrzenie na rzeczywistość - słodycz "Sway", rozpacz Michaelle Branch w "Everywhere", wściekłość Green Day w "Scumbag" i rzeczowość Third Eye Blind w "Semi Charmed Life" (który jak wiele innych utworów pojawia się w filmie, ale nie ma go na oficjalnie opublikowanych płytach).

Prawdziwa siła tych filmów leży w ich szczerym podejściu do kłopotliwych chwil oraz w naiwnym optymizmie, ale pamiętamy o nich oraz zespołach, które stworzyły do nich muzykę przede wszystkim dlatego, że wyrażały uczucia młodych, napalonych idiotów. Większość z nas nadal tak się czuje, choć młodość już odeszła.

Emma Garland jest na Twitterze.