Reklama
koncerty

Koncertowe szaleństwa Ariela Pinka

Którą kategorię muzycznych freaków lubicie najbardziej?

tekst Miłosz Karbowski
17 Listopad 2015, 9:55am

foto mat. prom.

Już dziś w stołecznych Hybrydach wystąpi Ariel Pink, promując swój pierwszy wydany nie pod nazwą Ariel Pink Haunted Graffiti album "pom pom". Powiedzieć, że Ariel Marcus Rosenberg (bo tak brzmi w pełni jego imię i nazwisko) to postać nietuzinkowa, to w zasadzie nic nie powiedzieć. Muzycznych szaleńców w zasadzie możemy podzielić na kilka kategorii:

a) miotacze - jak na przykład Kris Roe z The Ataris wyrzucający perkusję ze sceny czy Notorious B.I.G. próbujący ustrzelić butelką wody DJ Kapa;

b) mówcy - tu przoduje Courtney Love, która dość jasno powiedziała kiedyś, co myśli o Davie Grohlu i Foo Fighters, chociaż sam Dave kiedy się postara, to wcale nie ustępuje swojej znajomej po fachu;

c) sceniczni rozbójnicy - Billy Joel nie ma tu konkurencji.

Ariel Pink jednak zdecydowanie zapracował na własną definicję szaleństwa. A oto kilka przejawów jego koncertowej fantazji.

#1

Po co śpiewać, skoro można po prostu... być na scenie. Ariel raczej nie czuł się zmieszany. Co innego publiczność pod sceną.

#2

Boilerroomowi wyjadacze zapewne nie przywykli do tego rodzaju występów. A dla fanów Ariela to raczej standardowy występ, bez większych wynaturzeń. W zasadzie należałoby zauważyć, że Pink jest tu niestandardowo grzeczny.

#3

Istotnym elementem obecności Ariela na scenie są też fantazyjne kreacje. Ta akurat nie zjedna mu sprzymierzeńców wśród fanów zwierząt futerkowych. Klub Miłośników Tchórzofretek i Jenotów poproszony o komentarz odmówił zajęcia oficjalnego stanowiska w tej sprawie.

#4

Nieproszony gość na scenie? Nie szkodzi. Na koncercie Ariela Pinka nie dość, że nie zostanie wyprowadzony przez pracownika znanej dobrze wśród festiwalowej braci firmy ochroniarskiej Fort, to jeszcze może liczyć na wspólny wykon ulubionego utworu.

#5

Jak mówi stare sceniczne przysłowie, brak choreografii to też choreografia. A jeśli robisz to w tak stylowych okularach, to po prostu nie może się nie udać.

#6

Powierzylibyście Arielowi opiekę nad swoim dziesięcioletnim dzieckiem? Pan profesor Pink doskonale zapanował nad całą, dość liczną gromadką. Wszyscy wyglądają na zadowolonych, a całość, jak trzeba, została uwieczniona telefonem. Nie taki wilk straszny, co?

No to do zobaczenia w Hybrydach!