zdrowie

Ograniczenie dostępu do pigułki „dzień po” to dalsza próba kontroli nad Polkami

Minister Radziwiłł wciąż uważa, że tabletki „dzień po” są łykane przez nastolatki i kobiety jak cukierki. A ograniczenia mają być wprowadzane dla dobra Polek, które nie radzą sobie z tak skomplikowanymi środkami antykoncepcyjnymi

tekst Katarzyna Stupnicka
16 Luty 2017, 12:40pm

W Walentynki rząd pod nieobecność premier Beaty Szydło przegłosował  na posiedzeniu prowadzonym przez wicepremiera ministra Glińskiego projekt wprowadzający m.in. dostępność środków antykoncepcyjnych jedynie na podstawie recepty. Dotyczy to wszystkich środków antykoncepcyjnych hormonalnych, tak więc i również ellaOne, czyli tzw. pigułki dzień po która od 2015 roku była dostępna bez recepty na podstawie przepisów Komisji Europejskiej. Co w kilka miesięcy po objęciu urzędu przez Ministra zdrowia PiS Konstantego Radziwiłła zostało ograniczone do sprzedaży bez recepty jedynie osobom powyżej 15 roku życia.

Jak czytamy w oświadczeniu Ministerstwa Zdrowia, projekt, który przyjęto bez jakichkolwiek konsultacji, ma za zadanie pomóc pacjentom w bezpiecznej farmakoterapii. „Tabletki ellaOne powrócą do grupy leków, których wydawanie będzie się wiązało ze ściślejszą kontrolą lekarską. Uzasadniają to względy medyczne. Wydawanie leku na receptę to procedura, która ma na celu zapewnienie pacjentom maksymalnego bezpieczeństwa farmakoterapii. Tymczasem obecnie już bardzo młode osoby (nawet po 15. roku życia) mogą bez kontroli lekarskiej kupić i stosować ten środek".

Skąd Ministerstwo Zdrowia ma takie dane? Nie wiadomo. Powołać się można jedynie na wcześniejsze wypowiedzi Radziwiłła i jego akolitów jakoby tabletki dzień po były łykane przez nastolatki i kobiety jak cukierki. A ograniczenia mają być wprowadzane dla dobra Polek, które nie radzą sobie z tak skomplikowanymi środkami antykoncepcyjnymi. Równocześnie w mniej więcej tym samym czasie Radziwiłł zapowiedział z dumą wprowadzenie na polski rynek odpowiednika Viagry, który można kupować bez ograniczeń i recepty. Jednak ryzyka zażywania tego typu środków (np. ryzyko zawału serca) bez kontroli lekarza tym razem Ministerstwo Zdrowia nie brało już pod uwagę. 

W tej kontynuacji polskiego problemu tabletek ellaOne wyłaniają się dwa interesujące aspekty, które sugerują, że działania rządu i Ministerstwa Zdrowia w tym obszarze są jak najbardziej celowe i stanowią swego rodzaju plan zarządzania społeczeństwem (w szczególności kobietami). A nie jak sugeruje np. publicysta Polityki, są kwestią zwykłej ignorancji i niedouczenia rządzących. Po pierwsze jest to kolejna sytuacja, w której rząd i posłowie muszą się opowiedzieć w kwestii tzw. światopoglądowej. Co ciekawe kolejna, w której nie bierze udział premier Szydło. Przypomnijmy, że podczas głosowania nad odrzuceniem ustawy obywatelskiej „Ratujmy Kobiety" Beata Szydło obecna na sali, wyjęła kartę do głosowania, czyli nie brała w nim świadomie udziału. Podobnie we wtorek, rząd skorzystał z pobytu Szydło w szpitalu, aby przepchnąć kontrowersyjny przepis, tym samym szczelnie chroniąc ją przed wizerunkowym kłopotem. 

Po drugie rząd i w szczególności Ministerstwo Zdrowia jawnie operują propagandowym językiem podobnym do języka ruchów antykobiecych, sugerując publicznie, że kobiety są obywatelkami mniej zdolnymi do podejmowania decyzji dot. ich zdrowia i życia – w przeciwieństwie do mężczyzn. Oraz że należy stanowić nad nimi kontrolę, ponieważ mogą sobie – przyszłym matkom polskich obywateli tylko zaszkodzić. Musimy zawsze brać pod uwagę w kwestiach dotyczących rozrodczości kobiet w Polsce, że ich ciała to od lat 90. karta przetargowa pomiędzy rządzącymi a Kościołem Katolickim. Wycofanie ellaOne najprawdopodobniej jest formą politycznej zapłaty dla Episkopatu, który jawnie wspiera rządzącą partię. Warto zwrócić również uwagę, że Kościół sam wycofuje się, kiedy może stracić, tak jak było w przypadku projektu Ordo Iuris, którego projektu Kościół nie poparł ze względu na przepis dot. penalizacji kobiet. 

Co sam rząd ma z zarządzania kobietami? Wpływ na losy i decyzje życiowe ponad połowy kraju. Szczególnie w małych miasteczkach i wsiach, a takimi osobami i ich rodzinami łatwiej manipulować. Konserwatywny prawicowy rząd to również chęć do powrotu do tradycyjnego podziału ról w rodzinie i dawnego typu społeczeństwa, a ograniczone prawa reprodukcyjne sprzyjają takiemu modelowi. Minister Radziwiłł i rząd doskonale wiedzą zatem, że Polki nie łykają ellaOne jak cukierki, jest to zresztą tak nielogiczne, że nawet finansowo byłoby niewykonalne dla przeciętnej pracującej młodej dziewczyny. Wykazują to bardzo jasno również ostatnie badania nad tym kto i w jakim wieku kupuje tabletki dzień po. Prawicowy rząd musi mieć jednak jakąś narrację, którą będzie mógł wspierać swoje konserwatywne działania dążące do zmiany Polski, czego PiS przecież nie ukrywa.

Ilustracja Zappy's / Flickr

Tagged:
polska
kobiety
antykoncepcja
Dyskryminacja
Rząd
ellaOne
Pigułka dzień po