Film

Wszystko, co musisz wiedzieć o nowych Strażnikach Galaktyki

Totalnie nie dziwi mnie, dlaczego tak wiele osób pokochało pierwszą część filmu i zapewne polubi także sequel. Po raz kolejny dostajemy jeden z najstarszych motywów kina przygody...

tekst Paweł Mączewski
01 Maj 2017, 5:15am

Fot: Disney, Marvel

Uważaj, ten tekst zdradza drobne szczegóły fabuły, ale tak, by nie popsuć ci całej zabawy... lub totalnego zawodu nowym dziełem Jamesa Gunna.

Kosmos, kiedyś ostateczna granica, nieodkryta i niebezpieczna ‒ tutaj nieskończenie wiele światów i zamieszkujących je cudacznych ras. Trochę jak w Gwiezdnych wojnach, ale bez tego całego nadęcia (chociaż motyw konfliktu syna z ojcem jeszcze się pojawi, o tym później). Od pierwszych minut seansu zostajemy wrzuceni w ‒ co może się wydawać ‒ typowy dzień Strażników, czytaj: walkę z wielkim potworem z mackami, który rycząc, wypluwa z siebie barwy tęczy. Ok, to niecodzienny widok, nawet jak na kino sci-fi. Zaraz potem widzimy małego Groota, humanoidalne drzewko-dzidzię, członka drużyny, którego taniec w rytm lecącej w tle piosenki łudząco przypominał mi pląsy Christophera Walkena w pamiętnym klipie Fatboy Slim. Jeżeli podoba wam się, to co tu opisuję, dalsza część filmu Strażnicy Galaktyki Vol. 2 prawdopodobnie też przypadnie wam do gustu.

Jest widowiskowo i ma być zabawnie, stąd bohaterowie co rusz sypią jakimiś żarcikami, które mnie osobiście nie śmieszyły i wprawiały w stan irytacji. Może po prostu potrzebuję czegoś więcej, niż sceny, w której ktoś mówi słowo „penis"? Zresztą wszystkie dialogi w tym dziele zdają się tylko niewygodną koniecznością, doczepioną do kanonady fajerwerków.

Totalnie też nie dziwię się, dlaczego tak wiele osób pokochało pierwszą część filmu i zapewne polubi także sequel. Po raz kolejny dostajemy jeden z najstarszych motywów kina przygody ‒ grupkę mało rozgarniętych wyrzutków o złotych sercach, w której każdy ma jakieś nieprzepracowane kompleksy lub skrywane potrzeby. Do tego dochodzi jeszcze serwowany garściami sentyment do lat 80. i 90. (nawiązanie do retro gier lub starych serialów), dzięki czemu starsze dzieciaki docenią ten ukłon w ich stronę. Jestem jednym z nich i doceniam.

Na ekranie pojawia się mnóstwo ras i światów, co jest naprawdę super. Ich wygląd momentami nasuwa skojarzenie z pierwszymi odcinkami Star Treka, jeszcze z lat 60., kiedy praktycznie na każdej odwiedzanej planecie był tlen, a sam ich wygląd mienił się w całej palecie kolorów.

Jest też kilka gościnnych występów gwiazd kina i seriali. Marzy mi się, by Gunn wyreżyserował kiedyś w podobny sposób przygody Lobo Ostatniego Czarnianina ‒ ważniaka, który był tak zły, że wymordował całą swoją planetę, stając się jedynym w swoim rodzaju. Zwłaszcza że Strażnicy nie mają problemu w pokazywaniu sporej ilości (pięknie nakręconych) scen śmierci. Tak, dużo istot traci tu życie.

Nie tylko o filmach. Polub nasz fanpage VICE Polska

Nie ma sensu wchodzić w szczegóły fabuły, bo właściwie wszystko sprowadza się do starego dobrego ratowania kosmosu. Miłym dodatkiem jest tu jednak wątek, w którym dowiadujemy się, kim tak naprawdę jest ojciec Star Lorda, granego przez totalnie nijakiego Chrisa Pratta. 

Jeżeli lubicie kino superbohaterskie, nie znajdziecie tu filozoficznego pierdololo, jak chociażby Batmanie, który tłukł się z Supermanem. DC Comics jeszcze nie umie swoich postaci na dużym ekranie. Strażnicy to ładnie opakowana kanapka z fast foodu, po której zjedzeniu nie poczujesz do siebie obrzydzenia. To ponad dwie godziny biesiady, która pozwoli ci na chwilę zapomnieć o codziennych trudach i stanach lękowych. Serwując sobie takie danie, dobrze wiesz, czego się spodziewać, nie masz więc zbyt wygórowanych oczekiwań ‒ ma być ładnie, szybko i relatywnie smacznie. Strażnicy galaktyki Vol. 2 nie udają, że są czymś więcej, niż bezpretensjonalną rozrywką ‒ przez to łatwiej się to przełyka.

Film wejdzie do kin 5 maja.

Możesz śledzić autora na jego profilu na Facebooku