FYI.

This story is over 5 years old.

zdrada

Kobiety opowiadają, dlaczego zdradziły

Wszyscy zdradzają. Jeśli ktoś powie, że nigdy tego nie zrobił, albo nawet nie pomyślał o zdradzie, to znaczy, że kłamie
19.9.16

Artykuł pierwotnie ukazał się na VICE UK

Wszyscy zdradzają. Jeśli ktoś powie, że nigdy tego nie zrobił, albo nawet nie pomyślał o zdradzie, to znaczy, że kłamie. Naukowcy specjalizujący się w jednej z gałęzi biologii ewolucyjnej ostatnio przedstawili teorię, że kobiety są naturalnie zaprogramowane, by zawsze mieć na podorędziu zapasowego samca, i co za tym idzie, w razie potrzeby porzucić monogamię na rzecz wielu partnerów seksualnych. Studium wykazało, że heteroseksualne kobiety są skłonne do „utrzymywania »zapasowych partnerów«", na których się przerzucają, jeśli ich mężczyzna utraci swoją przydatność. Innymi słowy: jeśli kobieta zda sobie sprawę, że sperma jej partnera pozostawia wiele do życzenia, albo jeśli zapadnie on na chorobę, która uczyni go mniej niż idealnym, ona daje nogę.

Reklama

Przez pewien czas w opinii publicznej dość popularny był nacechowany płciowo pogląd, że to mężczyźni zdradzają, by rozsiać swoje nasienie po jak największej liczbie płodnych jajeczek. Jednak czy kobiety przyprawiają rogi z tak samo nieskomplikowanych powodów? Stosując bardzo naukowe podejście, zapytałam o to kilka pań.

„Widziałam przed sobą moje praktycznie nieistniejące życie seksualne"

Wyobraź sobie kogoś, kto od trzech lat żyje w związku zupełnie pozbawionym seksu. Zresztą nie musisz: wystarczy, że spojrzysz na mnie. Z początku niespecjalnie mi przeszkadzało, gdy powiedział, że nie wierzy w seks przedmałżeński – sama pochodzę z dość tradycyjnej rodziny. Myślałam jednak, że jakoś uda mi się go przekonać, żeby zmienił zdanie. Myliłam się: nic nie działało, nawet najbardziej wymyślne podchody.

Wstyd mi na myśl ile nocy zmarnowałam, zamartwiając się, że mu się nie podobam i jak nisko spadła moja samoocena. Na domiar złego planowaliśmy ślub niedługo po studiach, więc nie potrafiłam go tak po prostu kopnąć w tyłek po tym, ile już włożyłam w ten związek (nasi rodzice się poznali i nawet już zaczęliśmy organizować wesele).

Czułam się jak w potrzasku i widziałam, jak rozciąga się przede mną moje praktycznie nieistniejące życie seksualne. Więc gdy poszłam z koleżankami na drinka i zauważyłam, że wpadłam w oko jakiemuś facetowi, skorzystałam z okazji i się z nim przespałam. Nie było super, ale fantastycznie było czuć się pożądaną. Nawet nie obchodziło mnie, że to był jego pierwszy raz – choć dowiedziałam się o tym dopiero później. Miałam wyrzuty sumienia, ale niezbyt długo: okazało się, że mój chłopak zdradzał mnie z jakąś dziewczyną ze swoich studiów (tyle w temacie seksu tylko po ślubie). Na kilka miesięcy zeszłam się z moim już-nie-prawiczkiem, zanim doszłam do siebie po moim byłym.

Reklama

— Surjit*, 23

„Im bardziej chudłam, tym więcej mężczyzn się za mną oglądało"

Byłam raczej duża, gdy miałam dwadzieścia – dwadzieścia parę lat. Zawsze, gdy wychodziłam na miasto albo do klubu faceci nabijali się z mojego wyglądu, więc w końcu zaczęłam się zmieniać w odludka. Gdy zapanował szał na zdrowe odżywianie, dostałam potężnego motywacyjnego kopa, zaczęłam chodzić na siłownię i przestałam zamawiać „dwa w cenie jednego".

W ciągu roku zgubiłam prawie 20 kilo i zaczęłam wyglądać jak zupełnie inna osoba – czasem wciąż zdarza się, że ktoś mnie nie pozna na ulicy. Początkowo chciałam schudnąć dla zdrowia, ale zaczęłam zauważać też inne efekty: im bardziej chudłam, tym więcej mężczyzn się za mną oglądało. Z początku nie bardzo mnie to obchodziło – byłam już w długim, poważnym związku. Rowana* poznałam jeszcze na uniwerku, byliśmy ze sobą już dwa lata i chcieliśmy razem zamieszkać.

Jednak im więcej komplementów słyszałam, tym ciężej ćwiczyłam. Wkrótce zaczęłam odpowiadać na flirty. Myślałam, że to nieszkodliwa zabawa. W końcu nie chciałam zerwać z Rowanem: był ze mną przez cały czas, gdy byłam gruba i nie miałam najmniejszego zamiaru stać jedną z tych dziewczyn, które rzucają swojego faceta jak tylko się „wylaszczą".

Aż któregoś dnia poszłam na wernisaż do prywatnej galerii sztuki w Chelsea i poznałam pewnego dyrektora artystycznego, który był dość nieustępliwy. Był też naprawdę czarujący (i nieźle nadziany) więc w końcu dałam mu mój numer. Flirtowaliśmy przez SMS-y przez jakieś dwa tygodnie, aż w końcu umówiliśmy się na kolację. Gdy Rowan dowiedział się, że się całowaliśmy, nie musiałam nawet zbyt mocno się przed nim kajać – prawie od razu mi wybaczył i przyjął mnie z powrotem, więc straciłam do niego trochę szacunku. Wiem, że gdybym jeszcze raz coś takiego zrobiła, pewnie by mnie rzucił, ale czy czegoś mnie to wszystko nauczyło? Raczej nie. Dalej esemesuję z tym artystą i w przyszłym tygodniu mamy drugą randkę.

Reklama

— Samia*, 24

„To, że za mnie zapłacił, nie znaczy, że może mnie traktować, jak tylko mu się spodoba"

Mój chłopak zafundował mi bilety na festiwal Boomtown, jako że jestem chronicznie spłukana, więc czułam się zobligowana, żeby cały czas spędzić z nim. Ostatecznie nie udało mi się nawet spotkać z moimi znajomymi – a on niby żartem zagroził, że nie wpuści mnie do namiotu, jeśli „znowu gdzieś mu zniknę". Zaczęłam poważnie wątpić, czy taki związek ma przyszłość, skoro on uważa, że może mnie traktować, jak mu się podoba, tylko dlatego, że za mnie zapłacił. Ale nie chciałam też go tak ostatecznie zostawić.

Miałam do niego o to wielkie pretensje przez większość festiwalu, więc tego samego dnia, gdy wróciliśmy do Londynu, poszłam prosto do mojego ulubionego baru dla gejów, gdzie spotkałam Xaviera, przystojniaka z Hiszpanii. Prawda, był trochę młodszy ode mnie, miał 21 lat, ale niczego mu nie brakowało. Nie mogliśmy się od siebie oderwać i zaczęliśmy trochę rozrabiać na parkiecie, aż wszyscy zaczęli nam zwracać uwagę, że „to nie klub dla heteryków".

VICE uczy, VICE radzi, VICE przenigdy cię nie zdradzi. Polub nasz fanpage VICE Polska

Przez następne kilka dni ledwie mogłam ruszać szyją, która była cała w kompromitujących śladach. Na domiar złego akurat zrobił się upał, więc nie mogłam nawet założyć golfa. Nie miałam innego wyjścia i gdy spotkałam się z moim chłopakiem, włożyłam ten nieszczęsny golf. Na nic się nie zdał, bo mój chłopak od razu zobaczył malinki, zrobił się podejrzliwy i zaczął wypytywać, skąd się wzięły. Skłamałam, że to moja najlepsza przyjaciółka, która zaczęła się do mnie przystawiać w barze, bo nie jest do końca pewna swojej orientacji. Co dziwne, łyknął tę bujdę aż miło i dalej jesteśmy razem. Mam Xaviera w znajomych na Instagramie i co tu kryć, piszę do niego, gdy się trochę podniecę…

— Charlie, 25

Reklama

„Czy żałuję, że zdradziłam? Jasne, ale wynikło z tego też wiele dobrych rzeczy"

Pochodzę z bardzo religijnego środowiska. Gdy szłam na studia, nie radziłam sobie z moją tożsamością seksualną, a po moich skrajnie katolickich rodzicach miałam w sobie mnóstwo homofobii.

Na pierwszym roku mieszkałam z 12 dziewczynami i drętwiałam ze strachu na myśl, że któraś mnie „przyłapie". Niedługo potem zaczęłam się spotykać z jednym chłopakiem, głównie po to, żeby samą siebie przekonać, że jestem hetero. Nie bardzo pomogło, że on też był strasznym homofobem. Wkrótce poznałam pewną dziewczynę – o ironio, w kościele – która też zmagała się ze swoją seksualnością. Coś między nami zaskoczyło i zaczęłyśmy się spotykać.

Czy żałuję, że zdradziłam? Jasne, ale wynikło z tego też wiele dobrych rzeczy: po raz pierwszy w życiu czułam się dobrze sama ze sobą i niedługo po tym, jak się zeszłyśmy, powiedziałam o mojej orientacji większości przyjaciół i krewnych. Choć już nie jesteśmy razem, bardzo wiele jej zawdzięczam.

— Maria, 26

*Imiona niektórych osób zostały zmienione, by chronić ich prywatność lub godność.