Reklama
420

Radykalna organizacja na rzecz legalizacji marihuany, prowadzona przez byłych żołnierzy

Weteran marines wyciągnął i zapalił grubego, niezdarnie skręconego jointa. W 2004 roku wybuch bomby pułapki zmiażdżył mu prawy łokieć podczas misji patrolowej w Iraku. Paleniu marihuany daje mu wytchnienie

tekst Krishna Andavolu
28 Czerwiec 2016, 1:42am

Amerykański weteran na chwilę przed zapaleniem jointa w proteście przeciw polityce rządu wobec medycznej marihuany

Pewnego słonecznego, rześkiego ranka zeszłej wiosny pod stojącym na zachód od Kapitolu pomnikiem Ulyssesa S. Granta spotkałem sześciu weteranów, którzy dołączyli tam do demonstracji zorganizowanej przez Americans for Safe Access, czyli radykalną organizację na rzecz legalizacji medycznej marihuany. Protestujący zebrali się pod Kapitolem, by lobbować za zmianą prawa federalnego w kwestii medycznej trawki, jednak weterani postanowili zrobić to na swój sposób. Zamiast wysiadywać przed biurami kongresmenów w oczekiwaniu na audiencję, zdecydowali się zagrać na nosie agencji rządowej, przez którą czuli się najbardziej zdradzeni.


Ten artykuł pochodzi z drukowanego wydania VICE. Jeżeli chcesz dostawać to błyszczące cudo prosto do swojej skrzynki, tutaj możesz zamówić prenumeratę


Ich plan polegał na wypaleniu jointa przed znajdującą się obok krajową siedzibą Departamentu ds. Weteranów (VA). W zamyśle miał to być skromny protest, będący bardziej oczyszczającym rytuałem niż gniewną demonstracją, a jednocześnie niepozbawiony symboliki. Szacuje się, że niemal co piąty weteran i weteranka wojen toczonych przez Amerykę po zamachach z 11 września 2001 roku może cierpieć na zespół stresu pourazowego (PTSD), czyli przewlekłe zaburzenie, w ramach którego najzwyklejsze wydarzenia mogą wywoływać bardzo silne reakcje psychiczne i fizyczne. Weterani, z którymi rozmawiałem, twierdzą, że palenie trawki jest skuteczniejsze w leczeniu PTSD niż naprzemienna kuracja opiatami, benzodiazepinami i antydepresantami oferowana przez VA.

Ich poglądy nie są odosobnione. Jedenaście spośród 23 stanów (plus Waszyngton, DC), gdzie zalegalizowano medyczną marihuanę, uznaje PTSD za schorzenie kwalifikujące do tej formy leczenia, a dwa inne pozostawiają decyzję w gestii lekarza. Historie weteranów, których życie uległo znacznej poprawie dzięki medycznej marihuanie, stały się mocnym argumentem w rękach ruchu na rzecz legalizacji tej używki. Równie silne wrażenie robią przytaczane przez nich statystyki. Według danych za 2012 rok każdego dnia aż 22 weteranów wojennych popełnia samobójstwo. Ich tragedia pozostaje w dużej mierze niewidoczna. Legalizacja medycznej marihuany mogłaby pomóc powstrzymać tę falę.

Gdy dotarliśmy pod siedzibę VA, pochodzący z Maine weteran marines Ryan Begin wyciągnął i zapalił grubego, niezdarnie skręconego jointa. W 2004 roku wybuch bomby pułapki zmiażdżył mu prawy łokieć podczas misji patrolowej w Iraku. Wróciwszy do kraju z niewładną ręką, Begin popadł w uzależnienie od leków i alkoholu, które zniszczyło jego życie. Był wielokrotnie aresztowany, m.in. za próbę uderzenia z główki prokuratora okręgowego. Łącznie spędził w więzieniu 43 dni. Utracił też prawo do opieki nad córką. Dzięki trawce udało mu się jednak poradzić sobie z wojennymi wspomnieniami i wyjść z uzależnienia od leków.
– Nigdy nie zapomnę tego, co tam widziałem. Wydaje mi się jednak, że marihuana chowa te wspomnienia w bezpieczne miejsce, dzięki czemu nie atakują mnie nieustannie i nie doprowadzają do szału – powiedział mi, gdy parę tygodni później odwiedziłem go w miasteczku Belfast w stanie Maine. Begin wypala ponad 12 jointów dziennie.


Piszemy nie tylko o używkach. Polub fanpage VICE Polska, żeby być z nami na bieżąco


Stanowisko VA w sprawie zioła jest proste: skoro prawo federalne uznaje marihuanę za substancję zakazaną, lekarze departamentu nie mogą jej przepisywać. Dzieje się tak nawet w stanach, gdzie medyczna marihuana jest legalna – tam rząd odmawia nawet refundowania takiej terapii. Co gorsza, weteran palący zioło może zostać uznany za winnego złamania przepisów o statusie osoby niepełnosprawnej, co wiąże się z odpowiedzialnością karną.
– Jesteśmy agencją federalną. Na poziomie federalnym marihuana wciąż jest uznawana za substancję zakazaną – oświadczył mi szef służby zdrowia VA w Phoenix, dr Darren Deering.

Podczas protestu w Waszyngtonie Begin puścił jointa w obieg. Chwilę później wszyscy zgromadzeni weterani zarykiwali się ze śmiechu. Palenie zioła na terenie należącym do państwa jest przestępstwem, nawet w Waszyngtonie, gdzie trawka jest dziś legalna. Weterani jednak mieli to w nosie. Begin odczytał motto VA z tablicy na murze: „Zadbać o tego, co stanął do boju, a także o wdowę i sieroty po nim".

Zapytałem go, czy VA spełnia tę obietnicę.
– Ni chuja – odparł.

Wypaliwszy jointa, weterani wciąż zanosili się od śmiechu, co przyciągało ciekawskie spojrzenia kręcących się wokół pracowników departamentu. Czy ich akcja przyniosła jakiś efekt? Być może. W senackim projekcie ustawy budżetowej na rok 2016 znalazł się przepis nakazujący VA stosowanie się do prawa stanowego w kwestii marihuany medycznej i zezwolenie lekarzom departamentu na przepisywanie jej pacjentom.

Choć nie ma co się spodziewać, że marihuana wkrótce stanie się legalna w całym kraju, ta historia dobrze ilustruje jej mozolne wchodzenie do mainstreamu.

10 października 2015 roku ustawa budżetowa dająca Ryanowi Beginowi i innym weteranom dostęp do medycznej marihuany została przyjęta przez Senat, jednak w grudniu przepis regulujący tę konkretną sprawę przepadł w konsultacjach z Izbą Reprezentantów.