Interviews

VICE rozmawia z Markiem Hoppusem z Blink-182

Długoletni członek zespołu Blink-182 opowiada o tym, jak chodził na rave'y, dlaczego zarywa noce i jak radzi sobie z artystycznym zwątpieniem

tekst Hannah Ewens, tłum. Stanisław Regulski
06 Lipiec 2016, 12:18pm

Blink-182 to zespół, który w latach 90. wprowadził do mainstreamu pop-punkowe brzmienie spod znaku Green Day i The Offspring. I zrobili to w wielkim stylu, z opuszczonymi spodniami i środkowym palcem w górze. Trio z San Diego w mistrzowski sposób łączyło surowość punku z chwytliwymi melodiami. Gdy ich przełomowe Enema of the State ujrzało światło dzienne w roku 1999, każdy nastolatek, niezależnie od tego, po której stronie Atlantyku mieszkał, choć trochę jarał się MTV, Tony Hawk's Pro Skater, Jackassem i luźnymi ciuchami, a piosenki Blink-182 rozbrzmiewały na wszystkich walkmanach, skateparkach i imprezach.

Zaczęło się od żartów o seksie z psem i klipach nagrywanych bez ciuchów, a skończyło na małżeństwach, rodzicielstwie i rozstaniu z Tomem DeLonge – 20 lat od powstania zespół wciąż żyje i ma się nieźle. Nowym frontmanem został Matt Skiba z Alkaline Trio, którego wokal usłyszymy na tegorocznej płycie California.

Rozmawiamy z wieloletnim członkiem zespołu, basistą i wokalistą Markiem Hoppusem, w najbardziej wykwintnym miejscu z darmową wodą, w jakim kiedykolwiek byliśmy – prywatnej sali balowej w Hotelu Savoy.

VICE: Jaki był twój najbardziej lamerski okres w życiu?
Przez kilka lat we wczesnych latach 90. chodziłem na rave'y. Mam kilka zdjęć z tego okresu, w okropnych, workowatych spodniach i pasiastych koszulkach. Nie słuchałem takiej muzyki, liczył się dla mnie tylko punk rock, ale podobało mi się wbijanie na różne dziwne miejscówki i urządzanie tam imprez. Mieszkałem w miasteczku na środku pustyni, ale często bywałem w Los Angeles i San Diego, gdzie właśnie rodził się ten ruch. Strasznie podobała mi się atmosfera konspiracji, polowanie w sklepie płytowym na kolesia w fioletowej czapce, który kierował cię do innego człowieka, czatującego gdzieś na rogu. Cała ta gonitwa za imprezą była naprawdę super, ale, ogólnie rzez biorąc, to właśnie był najsłabszy okres w moim życiu.

Wierzysz w jakieś teorie spiskowe?
Nie. Wiem, że opinia publiczna jest oszukiwana, ale nieszczególnie mnie to martwi. Nie kupuję żadnego z tych tak zwanych „spisków", dowody i argumenty wydają mi się zbyt naciągane. Nie sądzę, żeby sfingowano lądowanie na Księżycu, czy żeby istniała Wielka Stopa albo Potwór z Loch Ness. Nigdy nie odwiedzili nas kosmici – wierzę, że nie jesteśmy sami we Wszechświecie, ale nie wydaje mi się, żeby zielone ludki wpadały co jakiś czas z wizytą na Ziemię.

Mark z resztą zespołu: nowym wokalistą Mattem Skibą i perkusistą Travisem Barkerem (fot. Willie Toledo).

Ile książek przeczytałeś w całości w minionym roku? Tylko szczerze.
Coś około tuzina. Kiedyś lektura interesowała mnie znacznie mniej, teraz jednak staram się przeczytać przynajmniej jedną książkę miesięcznie. Ostatnio raczej nie są to rzeczy fabularne, zgłębiam na przykład historię wojny o niepodległość Stanów Zjednoczonych i generale Benedykcie Arnoldzie, który jest uważany za największego zdrajcę w historii USA. Czytam właśnie książkę, która dokładnie opisuje, czemu postąpił tak, a nie inaczej. Zachowuję się jak straszny kujon, słucham audiobooka w samochodzie, potem czytam ten sam fragment po raz drugi i robię sobie notatki. Staram się zapamiętać jak najwięcej.

W którym momencie twojego życia ogarnął cię strach nie do przezwyciężenia?
Strach stale mi towarzyszy. Nie wierzę w siebie, za każdym razem, kiedy próbuję napisać piosenkę, czuję lęk, że nie będzie tak dobra, jak poprzednia. Czuję się świetnie, gdy każdy w zespole doda coś od siebie i piosenka jest gotowa. Czuję dumę i przypływ sił wewnętrznych, słuchając jej w samochodzie, kiedy wracam ze studia. Po czym następnego dnia budzę się z przeświadczeniem, że już nigdy więcej nie skomponuję nic dobrego.

Najfajniejsza rzecz, jaką posiadasz?
Kupiliśmy sobie trochę naprawdę odlotowych dzieł sztuki. Mamy rzeczy Banksy'ego i Andy'ego Warhola.

Co chciałbyś zjeść na swój ostatni posiłek?
Kalifornijskie burrito z serem i fasolą, bez ryżu. To moje ulubione danie.

Gdybyś był zapaśnikiem, jaka piosenka towarzyszyłaby ci podczas wejścia na ring?
„It's Raining Men" kompletnie zaskoczyłoby każdego przeciwnika. Jeśli jednak to miałaby być piosenka o mnie, to najlepiej pasowałoby „Dammit" Blink-182.

Na jakim tegorocznym zdjęciu wyglądasz najlepiej?
Koleś imieniem Willy robi ostatnio sporo zdjęć naszej kapeli. Są jak z fotoreportażu, nigdy do nich nie pozujemy i z jakiegoś powodu zawsze wyglądamy na nich dobrze. Nie przeszkadzają mi ludzie robiący mi zdjęcia. Czasem wyglądam spoko, a czasem patrzę na fotkę i myślę „Boże, wyszedłem jak debil" – zwłaszcza na tych z ostatnich koncertów. Kiedy szalejesz na scenie, nie zwracasz na to uwagi, ale na zdjęciach dokładnie widać, jak głupio wyglądasz, pozując na gwiazdę rocka.

Pozując na gwiazdę rocka (fot. Willie Toledo).

Które wspomnienie z czasów szkolnych jest dla ciebie szczególnie ważne?
W pierwszej klasie liceum chodziłem na zajęcia o Szekspirze. Były obowiązkowe, ale nauczyciel naprawdę potrafił ciekawie przedstawić jego dramaty. Próbowałem czytać je kilka lat wcześniej, ale nic z nich nie rozumiałem. Dopiero na tamtych zajęciach zaczęły mi się naprawdę podobać. Po liceum poszedłem nawet do college'u, by zostać nauczycielem angielskiego. Rzuciłem studia, żeby móc skupić się na trasach koncertowych.

Czy twoi rodzice woleliby, żebyś wybrał inny zawód?
W pewnym momencie Blink-182 zaczęło grać koncerty poza San Diego, w Los Angeles i Santa Barbara. Czułem, że muszę wybierać między studiami a zespołem, bo musiałbym odejść z kapeli i skupić się wyłącznie na nauce, jeśli chciałem zaliczyć rok. Poradziłem się mamy, która powiedziała: „Na studia zawsze możesz jeszcze wrócić, a szansa na muzyczną karierę zdarza się tylko raz". Chyba potrzebowałem, żeby ktoś utwierdził mnie w mojej decyzji. Rzuciłem studia i jeszcze przez wiele lat mieszkałem z mamą, powoli budując markę zespołu i koncertując. Myślę, że gdyby nie jej błogosławieństwo, Blink-182 nigdy nie osiągnąłby tak wiele.


Z ciekawymi ludźmi warto rozmawiać. Polub nasz fanpage i bądź na bieżąco.


Jak wyglądał twój pierwszy wakacyjny wypad ze znajomymi?
To była nasza pierwsza trasa. Weszliśmy w nowy, obcy świat. Ledwie ogarnialiśmy pieniądze na samą benzynę, spaliśmy na podłogach u obcych ludzi albo w vanie zaparkowanym gdzieś na poboczu i kombinowaliśmy: „OK, jeśli zjemy tylko po jednym burrito z Taco Bell, a resztę kasy wydamy na paliwo, to może jakoś dojedziemy do następnego miasta". Wspaniała zabawa.

Ile najdłużej wytrzymałeś bez snu?
Dość często zarywam nocki i funkcjonuję, nie śpiąc przez dwa dni z rzędu. Pewnie nawet częściej niż powinienem. Nie potrzebuję dużo snu, uważam, że to straszna nuda i marnotrawstwo czasu. Wolę spędzić noc na czytaniu czy oglądaniu filmów lub serialu. Sen to niewygodna konieczność.

Jakich decyzji żałujesz najbardziej?
Każdy czegoś żałuje. To, jak sobie radzisz z takimi sytuacjami stanowi ważną część człowieczeństwa. Ogólnie rzecz biorąc, staram się uczyć na swoich błędach, traktować je jako lekcje. Gdy coś schrzanię, staram się to naprawić, przeprosić, jeśli czuję taką potrzebę i iść dalej.