Varials

W magicznym świecie lolit

Słowo „lolita" przeważnie kojarzy się z seksualną perwersją, jednak w kanadyjskiej subkulturze lolit chodzi o coś zupełnie innego

tekst Allison Tierney, tłum. Zula Poznańska
05 Październik 2016, 9:25am

Wszystkie zdjęcia Hayley Stewart

Artykuł pierwotnie ukazał się na VICE Canada

Po wejściu na najmniejszy konwent komiksów, na jakim byłam, który odbywał się w London w Ontario, rozglądałam się za baśniowymi perukami, koronkami i plisowanymi spódniczkami kobiet. Spodziewałam się, że tam je zobaczę. Przez dobre dziesięć minut błąkałam się wśród stoisk z komiksami, figurek, podkładek pod mysz z piersiami z anime, zanim zdałam sobie sprawę, że szukam w złym miejscu. Pobiegłam do zwykłej publicznej łazienki, która za sprawą kilku młodych dziewczyn przemieniła się w magiczne miejsce. Ubrane w pastelowe kolory, plotkując i chichocząc pomagały sobie nawzajem dopracować ich finezyjne stroje, a w odbiciu ogromnego lustra poprawiały misterny makijaż.

Pewnie słowo „lolita" obiło ci się już o uszy. Zapewne kojarzy ci się z powieścią Vladimira Nabokova, opowiadająca o seksualnych relacjach mężczyzny i jego dwunastoletniej przyrodniej córki. Moja przygoda nie miała nic wspólnego z tą perwersyjną książką. Poznane przeze mnie lolity należą do subkultury wywodzącej się z japońskiej mody, która zyskała popularność w latach dziewięćdziesiątych.

Ludzie z zewnątrz zazwyczaj porównują „lolity" do porcelanowych lalek, ale w rzeczywistości ich styl jest dużo bardziej skomplikowany. Ich moda zainspirowana jest okresem wiktoriańskim i dzieli się na trzy podstawowe nurty: słodki, gotycki i klasyczny. Pasjonatki stylu wydają od setek po tysiące dolarów na sukienki importowane z Azji, do których trzeba jeszcze dodać ogromne opłaty celne. Wokół mody zbudowana jest cała kultura, która rozkwita również na Zachodzie. Klub „Southern Ontario lolitas" zrzesza 500 członkiń, a ja poznałam mniejszy, bardziej rodzinny „London Ontario lolitas".

I nie, nie ma w tym nic seksualnego, wręcz przeciwnie.

Oasis (po lewej) i Jenna (po prawej).

Wcisnęłam się w kąt ostatniej umywalce, czując się zupełnie szara w moich zwykłych ciuchach. Postawiłam dyktafon na koszu i pozwoliłam lolitom ponarzekać trochę na nieporozumienia, które nieustannie nękają ich społeczność.

„Okropną nazwę wybrali dla naszej mody. Japończycy myśleli, że to słowo było urocze i dziewczęce" – tłumaczyła lolita o imieniu Oasis (to jej prawdziwe imię), oceniając w lustrze swoją kreację – zieloną sukienkę w kwieciste hafty i koszyczek sztucznych kwiatów.

„Zdarzało się nawet, że ludzie podchodzili do nas i mówili: »Przez takie jak wy pojawiają się pedofile«" – powiedziała Shalane, nadając ostateczny szlif swojemu kimono. „Podbiegają i podnoszą nasze sukienki, krzycząc: »Co tam masz pod spodem?!«".

Ta dziwna erotyzacja narzucana lolitom nie mogłaby stać w większej sprzeczności z wyznawanymi przez nie zasadami. Dziewczyny wolą nie pokazywać kolan, „Skromność jest sexy" to motto grupy. Mimo tego Oasis i Shalane są przyzwyczajone do przesadnego zainteresowania i zaczepek ze strony przechodniów, czasami nawet ludzie je śledzą, próbując robić im zdjęcia.

Niektóre lolity zamieniły swoje hobby w styl życia i noszą swoje słodkie ubrania publicznie, na co dzień. Te poznane przeze mnie zakładają swoje sukienki jedynie na specjalne okazje, takie jak spotkania grupowe (zbieranie jabłek, wypad do oceanarium, albo na sushi).

Valentina (po lewej) i Enith (po prawej)

Na odwiedzonym przeze mnie konwencie dziewczyny organizowały pokaz mody i popołudniową herbatkę. Kiedy już lolity dopracowały swoje stroje w łazience, przemknęły przez stoiska z komiksami za kulisy pokazu. Tam poznałam Enith, zagraniczną studentkę, która miała na sobie klasyczną odmianę sukienki.

Zapytałam ją, co się jej najbardziej podoba w tej subkulturze. „Kiedy masz na sobie typowe dla lolit ubrania, masz je na sobie tylko dla siebie, czujesz się kobieco, elegancko... Żyjemy w społeczeństwie, w którym kobieca moda tworzona jest na potrzeby mężczyzn, to bardzo smutne". Enith pokazała mi swoją kreację: beżowa pasiasta spódnica, purpurowe pończochy. Wytłumaczyła mi, dlaczego wybrała akurat te rzeczy ze swojej garderoby, zanim wyszła na wybieg.

Potem Maegan, jedna z założycielek klubu London Ontario Lolitas zapowiedziała wszystkie uczestniczki pokazu. Po dyskusji z publicznością weszła za kulisy i tam udało mi się ją złapać. Chciałam dowiedzieć się, jak powstała ich grupa.

Meagan (po lewej) and Heather (po prawej)

„Moja przyjaciółka Sophia była jedną z założycielek. Zaczęło się jeszcze w liceum, jakieś pięć lat temu. Ja zupełnie się wkręciłam w tę modę i pomagałam tej grupie stać się taką, jaką jest teraz" – powiedziała mi dwudziestoletnia Maegan. „Każdy, kto do nas dołącza, jest przyjmowany do naszej rodziny, pomagamy sobie i szanujemy się nawzajem". Meagan zdradziła mi też, że starają się, żeby wszystkie aktywności były przyjazne dla dzieci, bo niektóre lolity są mamami.

Niestety miewają też problemy. Tego lata spotkały się w oceanarium w Toronto i tam doszło do bardzo nieprzyjemnego incydentu. Dziewczyny musiały wyrzucić z grupy jedną lolitę, która wykrzyczała rasistowskie uwagi pod adresem czarnoskórego ochroniarza.

„Prawie ją aresztowano" – powiedziała Meagan. „Wiedziałam, że miała problemy natury emocjonalnej, rozmawiałam z nią po tej całej sytuacji. Wytłumaczyłam jej, że może nadal nosić naszą modę, ale nie może już należeć do naszej rodziny, bo jej zachowanie stawia całą naszą grupę w złym świetle".

Mimo że grupa stosuje się do jasno określonego kodeksu zachowań zarówno w prawdziwym świecie, jak i w sieci, zdarzają się szyderstwa i zawistne plotki o cudzych strojach. To zazwyczaj wywołuje kłótnie. Meagan i inne założycielki pilnują też, żeby na Facebook'owej grupie, która liczy ponad 60 osób, panował porządek. Victoria, która jest od trzech lat adminką grupy, często musi interweniować w sprzeczki w komentarzach.

„Zazwyczaj wszystko dobrze się układa, ale kiedy dziewczyny nie mogą się dogadać, prosimy je, żeby odpuściły" – powiedziała Victoria, dodając, że choć od czasu do czasu dziewczyny się kłócą, to jednak są bliskimi przyjaciółkami. Jednak czasami, poza bezpieczną Facebookową grupą, zdarza się cyberprzemoc.

Milky Swan

Milky Swan to dwudziestoośmioletnia lolita, na co dzień nauczycielka. Zaprosiła mnie do swojego mieszkania, żeby pokazać mi swoją imponującą kolekcję czternastu sukienek i niezliczonych akcesoriów. Zajmowały one sporą część mieszkania, obok miejsca na gry i komputer jej chłopaka i klatki jej kanarka. Usiadłyśmy i porozmawiałyśmy o doświadczeniach Milky, związanych z prześladowaniem w internecie.

„Lolity (spoza naszej grupy) często potrafią być bardzo wredne przez internet " – zdradziła mi nauczycielka, gdy jej kot łasił mi się do łydek. Opowiedziała mi portalu „Livejournal Behind the Bows", na który gdzie lolity wstawiają zdjęcia innych lolit, żeby się z nich wyśmiewać. Ukryte za anonimowymi awatarami nazywają inne „ita" – co w ich slangu oznacza „nowicjuszka". To najczęstsze wyzwisko, ale często zdarzają się dużo gorsze. Raz nawet doświadczyła nagonki hejterów na jej zdjęcie, na którym nie miała na sobie sukienki lolity.

Chwilę przed dwudziestą w piątek, kiedy inni dwudziestokilkulatkowie szykują się do wyjścia do klubu, lolity spotykają się na herbatkę na ich lokalnym Comic conie. Pośród dziewczyn (i kilku chłopców nazywanych „brolitami") nie ma kłótni. Rozmawiając, nakładają na talerze trójkątne kanapki i różowe makaroniki. Tak spędzą następne kilka godzin, chichocząc przy nakrytych na biało stolikach, rysując i słuchając J-popu.

Po spędzeniu całego dnia wśród społeczności lolit z London w Ontario, moje serduszko wypełniło się słodyczą i byłam gotowa do powrotu do domu. Gdy razem z fotografką już miałyśmy opuścić to magiczne przyjęcie, w drzwiach zatrzymała nas Victoria. „Musicie jeszcze do nas wpaść! Następnym razem was przebierzemy!".

Więcej zdjęć Hayley Stewart znajdziesz na jej stronie internetowej.