FYI.

This story is over 5 years old.

związki

Jak znalazłem siłę, by zakończyć toksyczny związek

Sara nie była pierwszą obrażalską jędzą, z jaką się związałem. Podobały mi się takie dziewczyny – piją za dużo, szukają guza, mają byłych na pęczki i temperament godny dyktatora

Ilustracja wsilver na Flickr

Spotkałem Angelo na planie filmowym w Berlinie. Obaj graliśmy w niemieckim serialu. Producenci martwili się, że sami blondyni z niebieskimi oczami wywołają złe wrażenie, więc w ostatnim momencie zaczęli szukać aktora spoza Niemiec. Znaleźli Angelo, czarnego Kanadyjczyka, i mnie, rudzielca z Irlandii.

Na planie filmowym mieliśmy sporo wolnego czasu, więc zaczęliśmy rozmawiać. Nasza rozmowa była ciągle przerywana przez nieustającą kłótnię na SMS-y, którą odbywałem z moją dziewczyną. Nazwijmy ją Sara.

Reklama

– Musimy pogadać – napisała.
– Poczekajmy, aż wrócę do domu.
– Teraz albo nigdy.
– Nie bądź śmieszna.
– Nazwij mnie jeszcze raz śmieszną, a porwę ci łeb.

Sara była Niemką. Czasami niepoprawnie posługiwała się idiomami.

Angelo siedział cierpliwie, kiedy ja wciąż urywałem wpół zdania, żeby odpowiedzieć na kolejny atak nadciągający z pękniętego ekranu mojego telefonu.

– Niezła jest – powiedział Angelo.
– Nawet nie masz pojęcia – przytaknąłem. – Laska krzyczy na mnie przez sen.

Mało powiedziane. Sara nie tylko krzyczała na mnie przez sen. Kradła – alkohol, papierosy, pieniądze, rowery, ubrania, wszystko. Okradała też moich sąsiadów. Bez przerwy ustawiałem na nowo kwiaty, które zabierała z parapetu. Biła mnie w policzek coraz mocniej i mocniej, kiedy byliśmy pijani. Jednego razu tak mocno uderzyła mnie w ucho, że przez trzy dni wszystko, co ktoś do mnie mówił, dobiegało do mnie jakby zza ściany. Kiedyś zostawiłem ją przy barze po kłótni. Śledziła mnie do domu po to tylko, żeby rzucać w okno kamieniami. Kiedy nie podnosiłem się z łóżka, żeby jej otworzyć, zdjęła swoje buty, jeden za drugim, i rzuciła nimi w szybę. Gdy Sara żądała uwagi, dostawała ją. Laptop, na którym piszę ten artykuł, ma wielkie pęknięcie w kształcie widelca. Zepchnęła go z biurka, gdy powiedziałem: „Kochanie, daj mi jeszcze minutkę".


WYWAL EKSA Z TWOJEJ GŁOWY


Sara nie była pierwszą obrażalską jędzą, z jaką się związałem. Podobały mi się takie dziewczyny – piją za dużo, szukają dramatu, mają byłych chłopaków na każdym rogu i temperament, który zawstydziłby dyktatora. Ale z Sarą było najciężej. Kiedy się kłóciliśmy, mówiliśmy takie rzeczy, po których większość par nigdy by się z powrotem nie zeszła. Nazywała mnie pedałem i tchórzem. Nigdy tego nie zapomnę. Pewnego razu, z najlepszym angielskim akcentem, na jaki było ją stać, powiedziała, że jestem „równo warty".

Reklama

Kiedy się kłóciliśmy, biła mnie po twarzy i kopała, a ja stałem spięty. Nie dlatego, że nauczono mnie, że dziewczyn się nie bije, ale dlatego, że naprawdę się bałem.

Tego dnia na planie nasza scena była naprawdę prosta: siedmiu Aryjczyków, Angelo i ja musieliśmy przebiec koło kamery z wielkimi uśmiechami na twarzach. Kazali nam to robić przez dwie godziny, aż reżyser był zadowolony. Kiedy w końcu to nagraliśmy, dostaliśmy oklaski i czek na 550 dolarów. Zdrówko!

Po zakończeniu zdjęć Angelo spytał mnie, co robię dziś wieczorem.

– Pewnie będę się kłócił z moją dziewczyną – odpowiedziałem.
– Pierdol to – powiedział Angelo. – Chodź ze mną na sesję.
– Jaką sesję?
– Terapię. Tydzień temu przeszedłem kurs online. Myślę, że ci pomoże.

Angelo wyjaśnił, że ten typ terapii polega na odtwarzaniu doświadczeń, które możesz mieć, albo tych, które już ci się przydarzyły, aby przećwiczyć lub napisać historię od początku. Technika została opracowana przez Jacoba L. Moreno, który twierdził, że przez odtwarzanie pewnych sytuacji ze swojego życia, ludzie mogą spontanicznie wpaść na kreatywne rozwiązania swoich problemów.

Przez pewien czas chodziłem na terapię, kiedy mój tata był na odwyku, ale poza tym nigdy nie miałem z tym do czynienia. Biedni ludzie nie chodzą na terapie – zamiast tego pijemy, jaramy trawkę i nie śpimy. Byłem już jednak zmęczony sytuacją z Sarą i powiedziałem Angelo, że mogę spróbować.

Reklama

Angelo mieszkał w piwnicy w gejowskiej dzielnicy Berlina. Kiedy przyjechaliśmy, zaprowadził mnie do salonu.

– Nie bój się robić hałasu – powiedział.
– Dlaczego miałbym go robić? – zapytałem.
– Zobaczysz – odpowiedział.

Zaczęliśmy krążyć wokół siebie. Angelo poprosił, abym zamknął oczy i zagraliśmy w prostą grę słowną. Angelo mówił jakieś słowo, a ja rzucałem pierwsze, które mi się z tym skojarzyło.

Lody – wanilia
Lato – jeziora
Sara – głęboki stres
Dom – moja matka
Piwo – dobre czasy
Sara – wrzód na mojej dupie

Graliśmy w tę grę przez jakiś czas i za każdym razem, gdy Angelo wracał do Sary, mówiłem coś związanego z obawą, bólem albo kobietą, która rujnuje moje życie.

Następnie Angelo powiedział, abym zamknął oczy i nie otwierał ich, kiedy on wyjdzie z pokoju. Usłyszałem, jak coś dziwnego, metalowego upada na podłogę i parę zatrzasków wskakuje na swoje miejsce. W końcu Angelo pozwolił mi otworzyć oczy.

Pierwsze, co zauważyłem, to Angelo, który zdjął z siebie koszulkę. Miał grube wałeczki wokół brzucha i metalowe błyskawice w przekłutych sutkach. W obu rękach trzymał plastikowe kije baseballowe. Przed nim stała deska do prasowania w kwiatowe wzorki na różowych nogach.

– Nie denerwuj się, że zdjąłem swoją koszulkę – powiedział Angelo. – Tak będzie lepiej. Bardziej szczerze.

Podał mi kij do baseballa. Przez chwilę myślałem, że będziemy się bić, ale powiedział mi, żebym przekierował cały swój gniew do mojej dziewczyny na deskę do prasowania. Głupio się czułem, ale i tak uderzałem czubkiem kija w deskę.

Reklama

– Mocniej! – krzyknął Angelo. Posłuchałem go.
– Tak to się robi – powiedział, podskakując i uderzając z całej siły w deskę.

Patrzyłem na niego: luźne wojskowe spodnie, wałeczki tłuszczu, błyskawice w sutkach błyszczące w ciemnościach. Czułem się głupio, tylko patrząc, więc dołączyłem do niego.

Deska do prasowania znosiła to przez dziesięć minut. Z jednego końca pokoju wylądowała w drugim. Nie mieliśmy dla niej litości, a kiedy ręce zaczęły nas boleć od uderzeń, obaj opadliśmy na kanapę i patrzyliśmy na bałagan, którego narobiliśmy. Nic z tego nie rozumiałem, ale musiałem przyznać, że czułem się dobrze.

Angelo powiedział, że z tego, co widzi, potrzebne mi będzie tylko parę sesji, abym został wyleczony.

– Wyleczony z czego? – spytałem.
– Z tego, że nie umiesz się denerwować – odpowiedział. – Kiedyś powiedziano ci, że denerwowanie się jest złe, i teraz za każdym razem, kiedy powinieneś być wściekły, coś cię przed tym powstrzymuje. Ten gniew jest ciągle w tobie, tylko zamiast wyjść na zewnątrz, on przedostaje się do twojego brzucha.
– A co to ma wspólnego z Sarą?
– Wybrałeś ją celowo, aby rozwiązać ten problem w twoim charakterze.


ZOBACZ TAKŻE: IM MNIEJ CIĘ ZNAM, TYM BARDZIEJ CIĘ POŻĄDAM


Nie jestem do końca pewien, czy właśnie dlatego ludzie wchodzą w toksyczne związki, ale musiałem przyznać, że po sesji czułem się o wiele lepiej.

Poszedłem do domu i nie widziałem się tej nocy z Sarą. Dzwoniłem do niej koło północy, aby sprawdzić, gdzie jest, ale nie odpowiadała. Tak właśnie robiła – kompletny brak kontaktu.

Reklama

Na następnej sesji Angelo nie zakładał nawet spodni. Otworzył mi drzwi w kostiumie w kształcie litery Y.

– Serio? – spytałem.

Przytaknął. Poprosił, żebym usiadł, i spytał, dlaczego moim zdaniem ja i Sara kłócimy się tak dużo.

– Oboje chcemy być artystami – powiedziałem.
– Więc to jest rywalizacja?
– Za każdym razem, gdy jednemu wychodzi, drugie czuje, jakby miało mniejszą szansę na powodzenie. Jakbyśmy mieli ograniczoną siłę.
– Słabo – powiedział Angelo.
– Nie pomaga fakt, że oboje pijemy – ciągnąłem. – Spotykaliśmy się miesiąc, zanim po raz pierwszy przeprowadziliśmy ze sobą rozmowę na trzeźwo.

Angelo poprosił, żebym zamknął oczy i wyobraził sobie, że jestem zwierzęciem. Wybrałem lisa. Kazał opisać mi swoje życie jako lis. Powiedziałem mu o swojej małej norce, którą sam wykopałem, o mojej żonie i o małych lisiątkach, z którymi leżymy latem na polanie i bawimy się przy strumyku. Coraz bardziej i bardziej wczuwałem się w lisa – tak bardzo, że mogłem wyobrazić sobie sierść na moim grzbiecie, długie zęby w pysku, małego lisiego penisa kołyszącego się między moimi owłosionymi nogami. Podobało mi się to. Lisy to mają jednak życie. Nic tylko figlują przez cały dzień. Wróciłem do nory i zostałem oblizany od stóp do głów małymi lisimi językami.

– Czy coś cię martwi, panie Lisie? – spytał Angelo.

Pomyślałem przez chwilę i zdałem sobie sprawę, że pod tym figlowaniem był zalegający stres.

– Tak – odpowiedziałem. – Boję się, że jeżeli nie przyniosę wystarczającej ilości kurczaków do domu, moja żona mnie zostawi i weźmie z sobą dzieci.
– Dlaczego miałaby cię zostawić, skoro cię kocha? – dopytywał Angelo.
– Bo one tak robią – powiedziałem. – Lisia żona w końcu zawsze cię zostawi.

Reklama

Poczułem, jak fala smutku przepływa przeze mnie i nie byłem już dłużej lisem – byłem sobą, dwudziestolatkiem, niedożywionym, z niedoborem podstawowych witamin i żelaza. Zacząłem płakać.

Angelo podszedł do mnie i dotknął mojego ramienia.

– Jeżeli pani Lis cię kocha, nie zostawi cię – powiedział.

Wyszedł z pokoju, a kiedy wrócił, usłyszałem, jak rozstawia deskę do prasowania. Podniosłem się, wziąłem plastikowy kij z jego pulchnej dłoni i zacząłem walić we wzorzystą deskę, aż nie zostało z niej nic prócz kupy złomu.

Spojrzałem na swoje ciało. Zdjąłem koszulkę. Popatrzyłem na Angelo, który nie mógł złapać tchu.

– Stajesz się szczery – stwierdził.

Tej nocy Sara zadzwoniła do mnie o 11 wieczorem. Była pijana i chciała, żebym wyszedł i się z nią spotkał. Wyobraziłem sobie mój mały świat lisa – ciepła polana, małe liski zwinięte w norze, zapach ich oddechów mieszających się z zapachem ziemi, moja dobra żona z pięknymi pazurami. Powiedziałem „nie". Wtedy Sara zaczęła na mnie krzyczeć i zrobiłem coś, do czego nie wiedziałem, że jestem zdolny – rozłączyłem się.

Ale to nigdy nie działało na Sarę. Dzwoniła do mnie przynajmniej dziesięć razy, zanim wyłączyłem telefon. Po mniej więcej półgodzinie usłyszałem dzwonek przy drzwiach. Nie odpowiadałem. Potem usłyszałem, jak wszystkie dzwonki w budynku się włączają. Dźwięk był podobny do dzwonka nokii 3210. W końcu znalazła się przy moich drzwiach i zaczęła walić w nie pięściami. Gdybym schował się do szafy, zwinął się pod płaszczami i przeżył tę burzę niewykryty… Ale wiedziałem, że jeśli nie otworzę drzwi, będzie stała tak i waliła w nie całą noc.

Reklama

Sara mówiła (krzyczała) tak, że przypomniały mi się szatnie i toalety. To prześladowanie przez starszych chłopców, którzy kiedy cię złapali, dawali ci wybór: kopniak w jaja albo zjedzenie psiego gówna. Zawsze wybierałem gówno. Do tej pory mógłbym podróżować po Indiach, Tajlandii i Maroko, jedząc wszystko, co tam mają i się nie pochorować.

Otworzyłem drzwi. Sara zamachnęła się na mnie raz i upadła na podłogę pijana. Zaniosłem ją do łóżka. Rankiem wyśliznąłem się spod jej ramienia i poszedłem do Angelo. To miała być nasza ostatnia sesja.

Do tego czasu przyzwyczaiłem się, że Angelo nie ma nic na sobie oprócz bielizny. Usadowił mnie, a na środku pokoju postawił dwa krzesła, stojące przodem do siebie.

– Które z nich to ty? – spytał.
– Nie wiem.
– Wybierz jedno i usiądź w nim.

Wstałem i usiadłem w lepszym. Angelo położył czerwoną poduszkę na drugim.

– To jest Sara – powiedział.
– Słucham?!
– Poduszka leżąca na krześle to Sara – odpowiedział. – I będziesz miał z nią kłótnię.
– Jaką?!
– Masz z nią zerwać.
– Nie.
– Tak.
– Zdenerwuje się.
– Jest pieprzoną poduszką! – wykrzyknął. Miał rację.

Popatrzyłem na poduszkę. Nie przypominała Sary. Nie wyglądała, jakby mogła walić w drzwi w środku nocy i krzyczeć, dopóki wszyscy sąsiedzi i ich sąsiedzi wstaną. Nawet jeśli rozciąłbym jej szwy i podpalił, nie wyglądałaby tak strasznie, jak wyobrażałem sobie Sarę. Zacząłem z nią rozmawiać.

– Sara, przepraszam, ale ja już tak dłużej nie mogę – powiedziałem do poduszki. – Jesteś wspaniała, ale to dla mnie za dużo.

Reklama

Poduszka leżała cicho. Poczułem rękę Angelo na moim ramieniu. Popatrzyłem na niego. Skinął.

– Czy musimy bić deskę do prasowania?
– Nie – odpowiedział. – Dzisiaj chodzi o rozmowę.


Polub fanpage VICE Polska i bądź z nami na bieżąco


Nie zerwałem tego wieczora z Sarą, ale zrobiłem to następnego popołudnia. Zrobiłem tak, żeby się tego nie spodziewała i nie wiedziała, co się święci. Powiedziałem, że chcę z nią porozmawiać. Wybrałem park między naszymi domami, neutralne miejsce. To był zatłoczony park: dzieci budujące zamki z piasku, młodzież rzucająca frisbee, para włóczęgów proszących o drobne. Nie owijałem w bawełnę.

– Myślę, że powinniśmy zerwać – powiedziałem.
– Nie zrywamy – odpowiedziała.
– Ja z tobą zrywam.
– Nieprawda.
– Do widzenia – powiedziałem, wstałem i odszedłem. Ostatnią rzeczą, którą usłyszałem, był świst butelki muskającej moje ucho, a potem rozbijającej się na ziemi przede mną.

Nie wiem, dlaczego byłem w związku z kimś, kto traktował mnie jak gówno. Nie sądzę, że robiłem to, aby naprawić skazę w moim charakterze, ale uważam, że dzięki temu doświadczeniu jestem dziś silniejszy. W tym, jak znęcała się nade mną Sara było coś podobnego do chłopaków dręczących mnie w dzieciństwie. A jednak udało mi się z tym skończyć.

Sara nie do końca zniknęła. Spotkałem ją pewnej nocy, śledziła mnie. Innym razem próbowała rozwalić moje okno kamieniem, ale była tak pijana, że trafiła w inne okno na innej ulicy. Ostatnim razem widziałem ją w barze. Była pijana, a jej angielski się pogorszył.

– Chcę ci coś powiedzieć – powiedziała. – Jesteś jebanym prorokiem.

Spojrzałem na nią. Wyglądała na mniejszą niż wcześniej.

– Dzięki – odpowiedziałem i odwróciłem się.

Nie wiedziałem, co potem działo się z nią oraz z Angelo. Dostał angaż do jakiegoś włoskiego dramatu i nigdy nie wrócił. Wiem jednak, że sesje z deską i kijem nauczyły mnie też podejścia do ludzi, nigdy tego nie zapomnę. Tak jak obrazu Angelo w mojej głowie, w ostrym świetle w jego mieszkaniu, pot spływający między jego wałeczkami i szwami jego kombinezonu. Nigdy tego nie zapomnę.