Reklama
This story is over 5 years old
Newsy

Człowiek, który pogodził Polskę z Rosją

Medioznawcy mówią, że był to najbardziej spektakularny wiral w historii polskiego internetu. Obiegł całą planetę w ciągu zaledwie jednego dnia. "Welcome to Warsaw, brothers Russians! Fuck politics! Let's drink wódka tonight!!".

tekst VICE Staff
16 Sierpień 2012, 11:51am

Medioznawcy mówią, że był to najbardziej spektakularny wiral w historii polskiego internetu. Obiegł całą planetę w ciągu zaledwie jednego dnia. Zaczęło się oczywiście od Facebooka. 12 czerwca 2012, w dniu pamiętnego meczu Polska-Rosja, w którym oczy połowy świata były skierowane na Warszawę, w tężejącej z minuty na minutę atmosferze, zupełnie niespodziewanie pojawiło się coś co momentalnie rozładowało podsycaną od wielu tygodni nienawiść i rewanżyzm historyczny. 

W nocy poprzedzającej mecz, na trasie zapowiadanego przemarszu rosyjskich kibiców na Stadion Narodowy, nieznana ręka nabazgrała napis o lapidarnej treści: "Welcome to Warsaw, brothers Russians! Fuck politics! Let's drink wódka tonight!!". Zdjęcie przedstawiające ten napis obiegło lotem błyskawicy całą polską i rosyjską część Facebooka. Metodą wirusową w ciągu niespełna kilku godzin zostało udostępnione na setkach tysięcy profili fejsbukowych po obu stronach granicy. Mainstreamowe media szybko wyłowiły temat i jeszcze tego samego dnia treść apelu do braci Moskali przywoływały wszystkie główne tytuły w Polsce i w Rosji. Nie dalej jak w ciągu 12 godzin od powstania napisu, jego treść przywoływały już w swoich relacjach z Warszawy Reuters oraz telewizja CNN, zaś brytyjski The Guardian uznał ten tekst za cytat dnia. W ślad za nimi informacje tę zaczęły podawać lokalne media w innych krajach, a zdjęcie lub sama treść tego napisu pojawiła się momentalnie na setkach blogów i forów dla internautów, nie tylko w Polsce i Rosji, ale również w tak egzotycznych miejscach jak Indie, Chiny czy Emiraty Arabskie. 12 czerwca 2012 roku pół ludzkości dowiedziało się, że mimo zaszłości historycznych, różnych burz politycznych na szczytach władzy, w Polakach i Rosjanach gra ta sama melodia.

W ciągu następnych kilku dni zdjęcie przedstawiające wrzut zaczęło się pojawiać na różnego rodzaju portalach typu "kwejk", "demotywatory" oraz ich rosyjskich odpowiednikach takich jak "fishki.net" czy "yaplakal". Dzięki tego typu portalom, apel do Rosjan stał się żyjącym własnym życiem memem internetowym,.

Niespełna cztery tygodnie po tym niecodziennym wydarzeniu, Konferencja Episkopatu Polski ogłasza zamiar wystosowania wspólnie z Rosyjską Cerkwią prawosławną apelu do Polaków i Rosjan "o wybaczenie krzywd, niesprawiedliwości i wszelkiego zła" na wzór podobnego dokumentu, który stworzył niegdyś podwaliny pod pojednanie Polsko-Niemieckie. Będzie to nie tylko bezprecedensowy akt pojednania, ale prawdopodobnie w ogóle pierwszy w historii dokument podpisany przez przedstawicieli obydwu Kościołów..

Nam udało się dotrzeć do autora tego historycznego już dzisiaj wrzutu z 12 czerwca.

VICE: Niektórzy porównywali Twój czyn do tego co robi Banksy.

Bartosz Stefaniak: Bardzo szanuję to co robi Banksy, ale to porównanie trochę na wyrost. Moje działanie miało charakter czysto incydentalny. Nie przyświecały mu żadne cele artystyczne. Wbrew temu co napisałem na moście, moje pobudki były czysto polityczne.

Czyli jakie? trudno się w Twoim haśle dopatrzyć jakiś inspiracji lewicowych czy prawicowych...

I całe szczęście. Tu chodzi o coś innego.

O co?

Wiesz, ja na swój sposób cieszyłem się, że gramy w Warszawie właśnie z Rosją, że po raz pierwszy od wielu lat przyjedzie do nas tylu Rosjan. Niezależnie od mojej oceny katastrofy smoleńskiej i całego tego syfu, który się nagromadził później wokół tego tematu, jest w całej tej historii jedna rzecz, która mnie bezsprzecznie urzekła. Chodzi mi o spontaniczne reakcje zwykłych anonimowych Rosjan na tę tragedię, wyrazy solidarności, znicze i kwiaty pod ambasadą i na miejscu katastrofy. To niespodziewane poczucie jedności w obliczu ogromu tragedii. Anonimowi ludzie w odruchu serca solidaryzujący się z innymi anonimowymi ludźmi. Pamiętam to. Tym mocniej, że znałem osobiście dwie osoby, które zginęły w prezydenckim samolocie. Pomyślałem wtedy, że ten niespodziewany kapitał zaufania i solidarności między zwykłymi szarymi Rosjanami a nami Polakami to doskonała i jedyna w swoim rodzaju okazja do tego, żeby przełamać fatum ciążące nad naszymi relacjami od czterech wieków. I że historia i przyszłe pokolenia nam nie wybaczą, jeśli przynajmniej nie spróbujemy się teraz pogodzić. Bo kiedy jeśli nie teraz? I kto jeśli nie my sami? Naród to ulica, nie politycy - nawet ci demokratycznie wybrani. Jeśli pojedynczy zjadacze chleba po obu stronach granicy będą żywić do siebie sympatię, to politycy, nawet ci autorytarni, prędzej czy później będą się musieli zacząć z tym liczyć. Zgoda między narodami zaczyna się na ulicy, a nie jest odgórnie dekretowana w zaciszach politycznych gabinetów. Wszyscy w Polsce doskonale znają się na historii XX wieku i rachunku krzywd, a tymczasem ilu z nas zna osobiście jakiegoś Rosjanina?

No dobrze, ale co bezpośrednio pchnęło Cię do wyjścia na most i napisania tego apelu?

Szczerze mówiąc, liczyłem na to, że przyjazd do Warszawy kilkudziesięciu tysięcy Rosjan sam w sobie wytworzy sytuację, w której będziemy się musieli na siebie nawzajem otworzyć. Szczególnie, że Rosjanie postanowili uczcić u nas 22. rocznicę upadku ZSRR, co przecież powinno być świętowane także i u nas w Polsce... Dla przypomnienia, w samej Moskwie analogiczna manifestacja z okazji Dnia Rosji została spacyfikowana przez milicję. W dodatku z Rosji przyjechali do nas głównie ludzie wykształceni, obyci, których stać na podróż do Europy. Nie żadni żule, tylko liderzy opinii w swoich kręgach towarzyskich i zawodowych. Pokazanie im Polski i Polaków od dobrej strony zaowocowałoby podwójnie, bo to właśnie klasa średnia ma największy wpływ na kształtowanie się opinii publicznej. Tymczasem, z rosnącym niepokojem i poczuciem niesmaku obserwowałem jak przedmeczowa atmosfera rozwija się w kierunku zupełnie odwrotnym od tego, którego bym oczekiwał. Nagle okazało się, że cała Polska, no w każdym razie wszyscy ci podobnie myślący do mnie, są zakładnikami krzykliwej mniejszości zanurzonej w świecie odwróconych wartości. Swoje dorzuciły też media, które w przededniu meczu bezwstydnie podsycały atmosferę szczując jednych ludzi na drugich w duchu najgorszych wzorców rodem z tabloidów. Czarę goryczy przelał jednak sondaż opublikowany na gazecie.pl w przeddzień meczu. To było coś w rodzaju (podaję z pamięci): "kto pierwszy zacznie awanturę?" Polacy czy Rosjanie?. "No żesz, kxxxrwa mać - pomyślałem - Czy naprawdę jakaś chwilowa draka jest ważniejsza od historycznej szansy? Dlaczego kolejny raz w historii sami musimy się udupiać? Wtedy właśnie postanowiłem dać ujście mojej frustracji.

Ale chyba nie łudziłeś się, że to wywoła taki efekt?

Nie no, skąd... Chciałem po prostu zaprotestować przeciwko takiemu obrotowi spraw. Zrobić coś na miarę moich skromnych możliwości. Od kilku dni już było wiadomo, że w dniu meczu pochód Rosjan przejdzie mostem Poniatowskiego. Mieszkałem wtedy tuż obok, na Powiślu i dość spontanicznie stwierdziłem, że to będzie dobre miejsce na zamanifestowanie mojej niezgody. Poszedłem tam bladym świtem 12 czerwca ze stara puszką brązowej farby (tylko taką w miarę pełną znalazłem w moich szpargałach) i zamiarem napisania czegoś, tak żeby zobaczył to później każdy Rosjanin, który będzie tamtędy szedł po południu na mecz. Sam bylem zdziwiony, że mi tak sprawnie to poszło, bo tej nocy jeździło tamtędy naprawdę dużo policji. Coś, co być może jest ciekawe - samą treść napisu wymyśliłem w przypływie chwili, już bezpośrednio pod ścianą. A ten fragment o wódce to dopisałem chwilę później. Już byłem w drodze do domu, kiedy postanowiłem się wrócić i to dopisać. I oczywiście wódka przez "W" i "Ó" - żeby nie było wątpliwości skąd jest ten trunek, hahaha. No a po tym wszystkim wróciłem do domu spać. Była jakaś piąta rano. Nawet nie zrobiłem zdjęcia temu mojemu "dziełu". Bo i po co? Na szczęście kilka godzin później przechodził tamtędy niejaki Marcin Góra (którego swoją drogą nigdy w życiu nie widziałem na oczy) i to on zrobił to zdjęcie, które później obiegło pół świata. Ja w tym czasie sobie smacznie spałem, zupełnie nieświadom tego, że mój przekaz poszedł w świat. Wyobraź sobie moje zdziwienie, kiedy po przebudzeniu odkryłem, że na moje słowa powołuje się Reuters! A brytyjski The Guardian uznał je za cytat dnia! i to nie dalej jak w ciągu 8 godzin od momentu kiedy je namalowałem na warszawskiej ulicy. W czasie kiedy ja odsypiałem, ponad 7500 osób zdążyło udostępnić wspomniane zdjęcie bezpośrednio z profilu Marcina Góry, a od nich z kolei setkami i tysiącami udostępniali to sobie dalsi internauci. Na samym profilu fejsbukowym gazety.pl (tej od sondażu, który mnie tak podirytował) to zdjęcie miało ponad 1500 udostępnień. A takich profili, na których udostępnione było zdjęcie mojego napisu sam widziałem tego dnia dziesiątki. Praktycznie każdy mój znajomy się pod tym podpisał, udostępnił lub chociaż zalajkował. Plus, co chyba najważniejsze, okazało się, że mój przekaz dotarł do samych adresatów, czyli Rosjan... Internet to potęga.

Ale przecież sam napis na moście nie dotrwał do przemarszu Rosjan. Ktoś go zdążył w ostatniej chwili zamalować...

Tak, to prawda. Widziałem gdzieś nagranie jak typ w pomarańczowym kombinezonie zamalowuje mój napis szarą farbą w spreju. Chętnie bym się dowiedział kto to był i z czyjego działał polecenia. Ta próba sabotażu nie zdała się jednak na nic. Wystosowany przeze mnie apel żył już wtedy własnym życiem w internecie. Zupełnie wbrew moim pierwotnym oczekiwaniom, mój przekaz trafił nie tyle do Rosjan idących w pochodzie, co za pośrednictwem mediów do Rosjan w całej Rosji. I to wieloma kanałami - zarówno za pośrednictwem mediów mainstreamowych jak i wszelkiego rodzaju mediów społecznościowych. Moich kilku znajomych z Rosji niezależnie od siebie przysłało mi zdjęcie przedstawiające mój napis. Żaden z nich nie wiedział, że jestem jego autorem. To chyba o czymś świadczy... Internet to potęga, naprawdę... 

Mimo wszystko nie udało się uniknąć awantur w dniu meczu... jak to skomentujesz?

Wolę tego w ogóle nie komentować. Jedyne co czułem, to nieopisany wstyd i zażenowanie tym, że ludzie, którzy robią tak niegodne rzeczy, chcą dyktować innym kanon patriotyzmu. I jeszcze niektórzy z nich mieli na sobie symbolikę Polski Walczącej. W głowie mi się to nie mieści... Marzy mi się polityka, która łączy ludzi, zamiast ich dzielić. Nie ogrywa różnic, albo wręcz nie tworzy ich na siłę, tylko szuka podobieństw, wspólnego mianownika. Polityka, która tworzy wspólnotę na co dzień, a nie od święta, bądź w obliczu jakiegoś prawdziwego bądź wyimaginowanego zagrożenia. Polacy są niezwykle dumni ze swojej polskości, z tego, że mimo lat, stuleci zawieruch historycznych, udało nam się zachować naszą tożsamość. Za granicą doceniają ten nasz hart ducha i umiłowanie wolności. Polska właśnie z tym się kojarzy - z ludźmi z duszą, niezłomnymi. Nasz patriotyzm ukształtował się pod zaborami w opozycji do kogoś. To oczywiste biorąc pod uwagę, że Wiosna Ludów zastała nas pod zaborami. Teraz po raz pierwszy od powstania idei narodowej żyjemy w wolnym, nie zagrożonym z zewnątrz kraju, w którym jako naród jesteśmy suwerenni. Wciąż są jednak ludzie, którzy do czucia się patriotą potrzebują jakiegoś wroga. Ludzie, których patriotyzm wciąż manifestuje się w opozycji do kogoś. A to nas wpycha z powrotem w objęcia naszego historycznego fatum. Tymczasem dzisiaj ta nasza narodowa niezłomność objawia się między innymi walką o lepsze jutro, jest sumą indywidualnych wysiłków, która spowodowała, że Polska rozwija się dzisiaj najszybciej w Europie. Wydaje mi się, że najwyższa pora na patriotyzm, który będzie afirmacją jutra, a nie zapatrzoną w przeszłość negacją. Napisany przeze mnie na moście napis, mimo swojej trywialnej formy, miał być właśnie próbą pójścia w tym kierunku. Sądząc po skali odbioru, z jakim się spotkał, wnioskuję, że ludzi którzy myślą podobnie do mnie jest więcej niż tych kilkudziesięciu chuliganów krzyczących "ruska kurwa".

Piłeś tamtego wieczoru wódkę z Rosjanami?

Tak. Piłem wódkę z moją dobrą koleżanką, która jest w połowie Rosjanką.

Dlaczego napis jest po angielsku?

Z najprostszej przyczyny - ja niestety nie znam rosyjskiego... z drugiej strony, kto wie, być może gdybym to napisał po rosyjsku, to nie poszłoby to aż tak bardzo w świat?

Jutro Patriarcha Wszechrusi podpisze razem z arcybiskupem Michalikiem w Warszawie bezprecedensowy apel o pojednanie między naszymi narodami. Cieszysz się?

No, oczywiście. Chociaż nie przeceniałbym gestów wykonywanych ponad głowami zwykłych ludzi. 

Kim jesteś?

Nikim szczególnym. Zresztą to nie ma znaczenia.

Dlaczego?

Nie chcę być oceniany za to kim jestem prywatnie, tylko za to co robię.

A zrobisz coś jeszcze?

Kto wie? Myślę o tym. A tymczasem zrobiłem porządny google search i umieściłem na moim profilu ponad sto linków do mediów z całego świata powołujących się na słowa, które napisałem na moście Poniatowskiego o świcie 12 czerwca tego roku.