Dlaczego nie wolno nam milczeć o izraelskich masakrach w Strefie Gazy

Palestyńczycy od lat żyją zamknięci w Strefie Gazy jak w więzieniu, a teraz są mordowani całymi dziesiątkami

|
16 Maj 2018, 5:50am

Na wschód od miasta Khuza'ah, południowa część Strefy Gazy. Fot. Muhammad Sabah, 6 kwietnia 2018

Od ponad dekady Strefa Gazy jest poddana brutalnemu oblężeniu rodem ze średniowiecza. Zostało narzucone przez Izrael po wyborach w 2006 roku, wygranych przez Hamas. Oficjalnie oblężenie miało stanowić element „wojny ekonomicznej”, zablokować wszelką aktywność gospodarczą w Strefie Gazy i w rezultacie obrócić ludność cywilną przeciwko swoim władzom.

W tym celu import ograniczono do tego, co izraelscy biurokraci uznali za humanitarne minimum, a eksport został niemal całkowicie zabroniony. Jednocześnie radykalnie okrojono liczbę wiz wyjazdowych wydawanych ludności Strefy Gazy. W miarę jak ich gospodarka się dusiła, a poziom życia gwałtownie spadał, mieszkańcy Strefy, osaczeni od strony lądu, powietrza i morza, nie mogli nawet uciekać. W rezultacie, cytując Davida Camerona, byłego premiera Wielkiej Brytanii, Gaza przekształciła się w „obóz więzienny”.

Jeśli chodzi o więźniów tego obozu, Gaza należy do najgęściej zaludnionych terenów na świecie. Około 2 milionów ludzi stłoczonych na wąskim pasku wybrzeża Morza Śródziemnego. Ponad 70 procent z nich to uchodźcy, których siłą wysiedlono z ich domów w 1948 roku, oraz ich potomkowie. 15 maja przypada 70 rocznica ich wygnania i trwającej udręki. Ponad połowa populacji Gazy to dzieci i młodzież poniżej 18 roku życia. Musimy otwarcie zmierzyć się z rzeczywistością, w jakiej żyją ci ludzie, a nie chować ją za wygodnymi abstrakcjami. Wszelkie nieszczęścia zsyłane na Strefę Gazy przez Izrael i jego sprzymierzeńców w głównej mierze spadają na dzieci.

W 2015 roku 39 procent mieszkańców Gazy żyło poniżej granicy ubóstwa, choć 80 procent ludności otrzymywało pomoc humanitarną. 43-procentowe bezrobocie należy do najwyższych na świecie; bezrobocie wśród młodych ludzi na poziomie 60 procent jest najwyższe w całym regionie. W latach 2008-2009 oraz 2014 zakrojone na szeroką skalę wojskowe działania Izraela doprowadziły do śmierci ponad 2500 osób, w znacznej części cywili, w tym 900 dzieci, a także do zniszczenia 24 tysięcy domów. Co gorsza, sama zdolność terytorium do podtrzymania tak dużej populacji została poważnie podkopana. 96 procent bieżącej wody w Gazie obecnie nie nadaje się do spożycia przez ludzi, a jej jedyna warstwa wodonośna zawierająca wodę pitną stoi na progu nieodwracalnego skażenia. ONZ ostrzegała w 2015 roku, że Gaza może stać się fizycznie „niezdatna do zamieszkania” do roku 2020. Dowództwo izraelskiego wywiadu wojskowego zgodziło się z tymi szacunkami. W 2017 roku ONZ zaktualizowała swoje przewidywania i uznała je za zbytnio optymistyczne.

W ciągu ostatnich siedmiu tygodni dziesiątki tysięcy mieszkańców Gazy protestowały przeciwko losowi, na który z pełną świadomością i bez mrugnięcia okiem skazuje ich reszta ludzkości. Z ustaleń ONZ jasno wynika, że Palestyńczycy ze Strefy Gazy nie walczą tylko o swoje prawa, ale o przetrwanie w obliczu nadchodzącej zagłady. Działania Marszu Wielkiego Powrotu, jak nazywany jest ten ruch, przebiegają w niemal całkowicie w pozbawiony przemocy sposób: pokojowe pochody, zgromadzenia i strajki okupacyjne. W obliczu ekstremalnych prowokacji ze strony Izraela ani jedna rakieta nie została wystrzelona przez Hamas czy też inną palestyńską frakcję. Pomimo coraz bardziej desperackich starań władz i propagandystów Izraela, by ukazać protesty jako zagrożenie militarne, jak dotąd po stronie izraelskiej nie ma ani jednej ofiary.

Na wschód od obozu dla uchodźców al-Bureij, w centrum Strefy Gazy. Fot. Khaled al-'Azayzeh, 13 kwietnia 2018

Nie można stwierdzić, by Izrael odpowiadał tym samym. W ramach działań, określanych przez Amnesty International jako „mordercza napaść” na „demonstrantów, którzy nie stanowią żadnego zagrożenia”, izraelskie siły do 10 maja zabiły 40 Palestyńczyków, w tym pięcioro dzieci, a raniły 6800 osób, w tym ok. 2000 odniosło rany od ostrej amunicji. W większości przypadków zbadanych przez Amnesty International ofiary były postrzelone w górną część ciała, w tym w głowę i klatkę piersiową, a niektóre zostały trafione od tyłu. W poniedziałek, w chwili, gdy powstaje ten artykuł, kolejnych 38 Palestyńczyków zostało zabitych, a 9000 odniosło rany, z czego 450 od ostrej amunicji (a liczby te najprawdopodobniej tylko wzrosną) podczas protestów przeciwko przeniesieniu ambasady USA do Jerozolimy. W takich okolicznościach niezachwiane postanowienie demonstrantów o powstrzymaniu się od przemocy stanowi prawdziwy dowód odwagi i zbiorowej determinacji.

Do masakry, jakiej dopuścił się Izrael, nie doszło ani przypadkiem, ani wskutek indywidualnych decyzji niektórych z izraelskich żołnierzy. Gdy, jak wykryła izraelska organizacja praw człowieka B'Tselem, „żołnierze, w tym snajperzy, strzelali całymi godzinami do protestujących”, wiernie realizowali oficjalne wytyczne. W przeddzień pierwszej demonstracji izraelski szef sztabu ogłosił, że na granicę zostanie wysłanych 100 snajperów. „Mamy rozkazy, by użyć znacznej ilości siły” — ostrzegał. Minister obrony Izraela ogłosił, że „każdy, kto zbliża się do ogrodzenia, naraża swoje życie”, oraz że „w Gazie nie ma czegoś takiego jak niewinni cywile”. Według ustaleń Human Rights Watch „izraelscy żołnierze nie tylko stosowali nieuzasadnioną przemoc, ale najwyraźniej wykonywali rozkazy, które miały wyłącznie zapewnić krwawą militarną odpowiedź na palestyńskie demonstracje”.


By być z nami na bieżąco: polub nas, obserwuj i koniecznie zaznacz w ustawieniach „Obserwuj najpierw”


Sięgając do podstawowego podręcznika PR-u państwa autorytarnego, Izrael dopiero co usprawiedliwiał swoje śmiercionośne działania na terenie Gazy potrzebą samoobrony. Jednak w świetle prawa międzynarodowego Izrael nie ma żadnych podstaw do stosowania przemocy, by podtrzymać nielegalną okupację lub przestępcze oblężenie. Międzynarodowe organizacje praw człowieka jednogłośnie potępiają oblężenie Gazy jako „zbiorową karę” (Międzynarodowy Komitet Czerwonego Krzyża) nałożoną „w rażącej sprzeczności z prawem międzynarodowym” (Amnesty International). Rada Praw Człowieka ONZ wezwała do „natychmiastowego i bezwarunkowego” zniesienia blokady strefy Gazy. W kwietniu 2018 roku wezwanie to zostało ponowione przez przytłaczającą większość Parlamentu Europejskiego.

Konkretne, zgodne z prawem międzynarodowym polityczne alternatywy są dostępne. W najwęższym rozumieniu alternatywę wobec strzelania do dzieci zasugerował Specjalny Koordynator bliskowschodniego procesu pokojowego ONZ: „Przestańcie strzelać do dzieci”. Jeśli chodzi o szerszą perspektywę, Hamas od lat komunikował Izraelowi pragnienie długoterminowego, dwustronnego zawieszenia broni, które położyłoby koniec nielegalnemu oblężeniu. „Takie żądania i warunki nigdy nie były poddane dyskusji, ponieważ Izrael odmawia rozmów z Hamasem” — donosi izraelski korespondent wojskowy. Patrząc jeszcze szerzej, Izrael mógłby zakończyć bojkot międzynarodowego konsensusu w kwestii rozwiązania dwupaństwowego i umożliwić tym samym pokojowe zakończenie konfliktu. Dopóki jednak odmawia podjęcia tych kroków, Izrael nie może uznawać swojej przemocy w Strefie Gazy i na całym Zachodnim Brzegu za obronę. Masakry w Gazie są dokonywane w imię podtrzymania nielegalnego reżimu.

Świat często stawia Palestyńczykom za wzór Gandhiego. Obecne wysiłki w Gazie z pewnością będą postrzegane jako precedens w kwestii skuteczności pokojowego podejścia. Powodzenie lub porażka wpłynie na charakter przyszłych prób zakończenia okupacji. Jednak jak trafnie ujął to nagłówek w „Guardianie”: „By Palestyńczycy mogli przerwać przemoc, świat musi przerwać milczenie”. W tej czarnej godzinie mieszkańcy Gazy potrzebują od nas skutecznej pokojowej strategii. Jeśli demonstracje w Gazie spotkają się z masowymi wyrazami solidarności za granicą, może skłoni to Izrael do zmiany swojego podejścia i metod w Strefie Gazy. Jaśniejsza przyszłość dla Gazy wciąż może być w zasięgu reki. Trudno dokładnie przewiedzieć ile presji potrzeba, by Izrael się ugiął, ale jedno jest pewne. Gdy mieszkańcy Gazy usiłują wyrwać się ze swojego obozu więziennego, ich jedyną linią obrony, jedyną tarczą, jedyną ochroną przed zaporowym ogniem izraelskich snajperów, jesteśmy my.

Muhammad Shehada jest dziennikarzem, publicystą i działaczem społecznym ze Strefy Gazy. Jest studentem wydziału Studiów nad Rozwojem na Uniwersytecie Lund w Szwecji. Pracował jako badacz terenowy i rzecznik prasowy organizacji Euro-Med Monitor for Human Rights na terenie Gazy.

Jamie Stern-Weiner jest obywatelem Wielkiej Brytanii i Izraela oraz redaktorem książki Moment of Truth: Tackling Israel-Palestine’s Toughest Questions (OR Books, 2018).

Artykuł pierwotnie ukazał się na VICE UK.


Więcej na VICE: